Planeta Szkoła Mrocza 

Koło Redakcyjne

Strona redagowana przez uczniów 





Polecamy:
Strona "Dzieje polskiej kultury literackiej na Krajnie" link
  
Strona "Ryby Krajny - krajeńskie wędkowanie - Jezioro Witosławskie" link

Witamy na naszej stronie. Dziękujemy za wizytę.




 Szkolna Galeria Mistrzów 

Kuratoryjny Konkurs Przedmiotowy z Języka Polskiego
lauretka Nicola Sosnowska

Wiosenny Konkurs Literacki Planety:

1.  Nicola Sosnowska
2.  Amelia Klimek
3.  Martyna Najdowska

Literacki Konkurs Regionalny:
1. Amelia Klimek
2. Jagoda Jagodzińska

Szkolny Konkurs Fotograficzny Planety:

1. Oliwier Mróz
2. Zuzanna Szymańska
3. Aleksandra Nowak

Konkurs na najpiękniejszą ilustrację do lektury:

1. Alicja Zdanowicz
2. Aleksandra Nowak
3. Ola Rosa

Szkolny Konkurs Wiedzy o Lekturach


1. Konrad Różycki
2.  Marcelina Jeszke
3. Zuzanna Kajzer

 XXXII
Szkolny Konkurs Ortograficzny  


1. Nicola Sosnowska 
2. Lena Kielmann
3. Cyprian Hamowski
   Marcelina Jeszke

Szkolny Konkurs Ortograficzny dla klas IV-VI
1. Lea Sadło
   Amelia Kajzer
2. Tomasz Sobieszczyk
3. Jagoda Jagodzińska
    Lena Bukato
    Marcelina Ziołecka
    Agata Okonek

Szkolny Konkurs Ojczyzna-Polszczyzna

1. Nicola Sosnowska
2. Oliwia Anioł
3. Mikołaj Bednarski
   Antonina Wojtczak

Zimowy Konkurs Literacki "Planety" 
1. Antonina Wojtczak, "Niby gwiazdy", kliknij i czytaj
2. Martyna Najdowska, "Świąteczna pomoc", kliknij i czytaj
    Marianna Wegner, "Pracowite święta", kliknij i czytaj
3. Marcelina Jeszke, "Dramat w ferie", kliknij i czytaj






  Mrocza, 21.06.2024 r.

 Kochani Przyjaciele,

   to właśnie Wam dedykuję mój ostatni wpis na naszą Planetę. Nie będzie to żadne opowiadanie, wiersz, czy powieść, ale za to list z podziękowaniami i wspomnieniami. Piszę to ze łzami w oczach, bo uświadamiam sobie, że to naprawdę koniec. Jestem pewna, że wiele przyjaźni przetrwa przez lata, ale to jednak nie będzie codzienne mijanie się na szkolnym korytarzu czy śmieszkowanie na lekcjach. Całe 8 lat nauki w murach tej szkoły minęło jak przelotny deszcz. Nauczyliśmy się, że po burzy zawsze wychodzi słońce oraz że 2+2 to nie 5, a 4. Przeżyliśmy tu cudowne chwile, które na długo utkwią nam w pamięci, ale i te trudniejsze, w których wspieraliśmy się nawzajem. Moja klasa – ten gang świeżaków – to dopiero coś. „Każdy wniósł do niej swoją cegiełkę” - jak to powiedziała pani od angielskiego. Nasze wycieczki klasowe to inny wymiar, ale zawsze było na nich tak fajnie. Chciałabym podziękować za wszystko każdemu z osobna, ale chyba zajęłoby mi to wieki. Pamiętajcie, że nigdy Was nie zapomnę. Pani od matmy na pewno nie zapomni naszej kochanej Julii, a świętej trójcy – Tomka, Arka i Igora – nie zapomni absolutnie nikt. Mam tylko nadzieję, że Emila nie zaleje łzami telefonu, czytając to.
   Myślę, że takiego zakończenia kariery (przynajmniej w tej szkole) nie powstydziłby się niejeden pisarz. Cieszę się, że to właśnie tu dorastałam, razem z Wami, i że to tu kończę podstawówkę. To była niezapomniana podróż, ale dzisiaj dobiegła końca, więc jak to mówią, „jesteśmy wolni, możemy iść...”
Wasza Marcela

PS:  Droga Emilko, pamiętaj, że zawsze pożyczę Ci chusteczki.
PS 2: Mam nadzieję, że pan polonista wybaczy mi ten nieoficjalny język, ale jak to w liście być powinno – w prawym górnym rogu umieściłam miejscowość i datę, więc chyba nie jest tak źle.



Gala Laureatów Konkursów Przedmiotowych
 Kuratora Oświaty

.


       6 maja 2024 roku w Auditorium Novum Politechniki Bydgoskiej im. Jana i Jędrzeja Śniadeckich w Bydgoszczy odbyła się Gala Laureatów Konkursów Przedmiotowych Kuratora Oświaty w Bydgoszczy 2023/2024. W uroczystości uczestniczyła pani Grażyna Dziedzic, Ku-jawsko-Pomorski Kurator Oświaty.  Zostali zaproszeni laureaci, nauczyciele przygotowujący uczniów do konkursów oraz dyrektorzy szkół.
Wśród nagrodzonych była Nicola Sosnowska – uczennica klasy 8b Szkoły Podstawo-wej im. Wojska Polskiego w Mroczy, laureatka konkursu z języka polskiego. Otrzymała ona zaświadczenie o uzyskaniu tytułu laureata oraz pamiątkowe pióro.
 Dagmara Rosińska, nauczycielka przygotowująca uczennicę do konkursu, została uhonorowana listem gratulacyjnym - podziękowaniem pani kurator za wyjątkowe osiągnięcia w pracy z uczniami.
  Pani kurator pogratulowała również dyrektorom szkół, z których pochodzą prymusi. Szkołę Podstawową w Mroczy reprezentowała pani dyr. Agnieszka Klebs.





Szanowna Laureatka Nicola Sosnowska
 

„Nicola Sosnowska Laureatką Wojewódzkiego Konkursu Polonistycznego!”
Nicola Sosnowska, uczennica klasy VIII b Szkoły Podstawowej im. Wojska Polskiego w Mroczy, uzyskała tytuł Laureatki Konkursu Przedmiotowego z Języka Polskiego organizowanego przez Kujawsko-Pomorskiego Kuratora Oświaty.
To największy sukces, jaki może osiągnąć uczeń szkoły podstawowej w konkursach przedmiotowych. Dzięki temu zaszczytnemu tytułowi Nicola nie będzie zdawała egzaminu końcowego z języka polskiego. Dzięki celującym wynikom na konkursie otrzyma specjalne zaświadczenie o uzyskaniu tytułu laureata konkursu i przysługuje Jej 100% punktów z języka polskiego na egzaminie.
Aby to osiągnąć, uczniowie musieli wziąć udział w trzech etapach konkursu –  szkolnym, rejonowym i wojewódzkim. Etap wojewódzki odbył się we Włocławku 23.03.2023 r.
Nicola jest jedyną uczennicą z powiatu nakielskiego, której udało się uzyskać tak wysoki wynik. Do konkursu przygotowywała Ją nauczycielka języka polskiego, Dagmara Rosińska.



Symboliczne zdjęcie Oli Rosy - obejrzyj galerię.

Amelia Klimek
"Co wiem o Drzewianowie"?


        Drzewianowo to jedna z najstarszych miejscowości na Krajnie. Była to kiedyś wieś szlachecka. W XVI i XVII wieku własność Spławskich, następnie Działdyńskich ( 1653-1782). Według znalezionych zapisków w 1374 roku istniał już tutaj kościół. Został on spalony w wielkim pożarze, podczas którego spłonęła też część zabudowań wiejskich. Nowy zbudowano na wzgórzu, gdzie obecnie stoi figura Matki Boskiej.
   Z podań ludności wynika, że z kolei ten kościół zniszczyli Szewdzi, prawdopodobnie na początku XVIII wieku, w trakcie trzeciej wojny ze Szwedami ( 1700-1721, wojna północna). Konflikt ten sprowadził na Drzewianowo ogrom nieszczęść i klęsk. Były rabunki, grabieże oraz przemoc wobec bezbronnej ludności. Do tego w latach 1709-1711 przyszła "morwowa zaraza", która wyludniła okoliczne miasta i wsie. Tutejsza ludność grzebała w tym czasie swoich zmarłych i poległych bliskich na małym wzgórzu, na miejscu zniszczonego przez Szwedów kościoła. Obecnie nie ma już tego cmentarza, natomiast stoi w tym miejscu figura Matki Bożej, prawdopodobnie z XIX w. Szczątki tej figury ( ok. 70 fragmentów) zostały odnalezione w 2007 roku. Następnie dokonano rekonstrukcji przez konserwatorów sztuki i malarastwa.
      Od 01.09.1924 w Drzewianowie istaniała szkoła katolicka, w której naukę rozpoczęło 33 dzieci. Nauczycielem został Józef Gackowski.
 W tym czasie były  wakacje jesienne od 16.09 do 14.10. Rok szkolny trwał od 04.08 do 27.06.
   Wcześniej była tu tylko szkoła ewnagelicka, gdyż większość wsi miała charakter niemiecki.  Dzieci katolików musiały chodzić na naukę do Murucina.  W latach 1924-1931 w Drzewianowie działały między innymi: lokalne kółko Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, Towarzystwo Młodzieży Polskiej, miejscowe koło Komitetu Floty Narodowej, kółko szkolne Obrony Przemysłu Polskiego.
     Bardzo ciekawe są informacje z drugiego powszechnego spisu ludności Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 09.12.1931 r. W akcji spisowej w Drzewianowie brał udział p. Mądry - leśniczy, nauczyciel p. Gackowski i p. Mrugowski - sołtys. Spis wykazał, że w tym czasie zamieszkiwało Drzewianowo 415 osób, w tym 136 dzieci  do lat 13.  Do języka polskiego jako ojczystego przyznawało się 246 mieszkańców, inni do innych języków ( głównie niemieckiego). W Drzewianowie naliczono 57 budynków mieszkalnych.
    Historia Drzewianowa jest bardzo ciekawa, niestety, nie ma zbyt dużo źródeł, z których można ją poznać.Dlatego warto prowadzić kroniki.



Zuzanna Szymańska, Krajobraz wiosenny  link do galerii

Nicola Sosonowska
Recenzja "Tippi i ja"
   “Tippi i ja” to książka napisana przez moją ulubioną autorkę - Sarah Crossan. Co jest w niej niezwykłego? Została napisana wierszem. Ta nietypowa forma sprawia, że utwór czyta się szybko. W dalszej części recenzji przedstawię, dlaczego warto sięgnąć po ten tytuł.
   Tippi i Grace to szesnastoletnie bliźniaczki syjamskie. Ich stosunkowo długiemu życiu, jak na osoby, u których występuje ta wada rozwojowa, towarzyszą niestosowne pytania oraz współczucie. Nagle ich sytuacja się zmienia - bohaterki muszą iść do szkoły. Równocześnie zmuszone są, aby pamiętać o swoim zdrowiu, które cały czas jest zagrożone.
   Gdybym miała opisać tę książkę jednym słowem, powiedziałabym: cudowna. Co prawda miałam już styczność z twórczością Crossan i wiedziałam, czego się spodziewać, ale i tak nie sądziłam, że tak wiele uczuć wyzwoli we mnie ten utwór. Ta powieść zraniła mnie i uleczyła jednocześnie. Płakałam przy czytaniu niewielu książek, ale ta była jedną z nich. Autorka zdecydowanie wie, co robi. Świetnie buduje nastrój, operuje metaforami i emocjami, porusza tematy ważne dla młodzieży. Nawet nie doświadczając problemów ukazanych w tej książce, można utożsamić się z bohaterami. Naprawdę zachęcam do jej przeczytania.




Trwa Konkurs na najpiękniejszą ilustrację do lektury.
Kliknij tu i zobacz prace finalistów.




Marcelina Jeszke, "Piękno nad nami"
 Obejrzyj całą galerię.

Marcelina Jeszke
"Ania ze Śnieżnego Wzgórza"
       Piękne, do niedawna jeszcze zielone i porośnięte kolorowymi kwiatami wzgórze, teraz było pokryte białą poduszką, choć nie wiem, czy można byłoby się na niej wyspać. Jak łatwo się domyślić, nareszcie przyszła zima! Nie każdy był jednak zadowolony z tego powodu. Ania i Diana -  dwie najlepsze przyjaciółki, były wręcz oburzone tym faktem. Dlaczego? Otóż co roku Diana wraz ze swoją rodziną wyjeżdża na święta do swojej dalszej rodziny. Co w tym złego?  Na przykład to, że rodzina Diany mieszka daleko od niej, a daleko to znaczy w innym kraju. Tym krajem, są WŁOCHY. Ten fakt nigdy nie był dla dziewczyny problemem, bo przecież kto nie chciałby pojechać do malowniczych Włoch i przy tym odwiedzić swoją rodzinę ? Diana uwielbiała podróże, ale kiedy poznała Anię, te podróże jej tak nie fascynowały, ponieważ bardzo chciała podróżować razem z przyjaciółką.
–    Nie, nigdzie nie jadę! - wykrzyknęła Diana na całe gardło.
–    Co!? Nie ma takiej opcji, przecież wiesz, że to nasza rodzinna tradycja i nie możesz sobie ot tak, nie jechać. Czy ty wiesz, ile to znaczy dla cioci Zeldy, która nie widzi cię przez cały rok?  - odpowiedziała mama Diany
–    Wiem, ale ja nie mogę zostawić Ani samej, przynajmniej nie znowu!
Kliknij tu i czytaj dalej.



Rafał Januszewski, Mamy już wiosnę!
 Obejrzyj całą galerię.


 Martyna Najdowska
"Świat zmienia się z wiekiem"
 Nazywam się Helena Wójcik, mam 36 lat. Mieszkam w naszym wielkim domu z mężem i córką , pracuję jako historyk .
    Kilka dni temu poprosiłam dzieci, aby przyniosły jakieś ciekawe przedmioty, które znalazły w domu swoim lub swoich bliskich. Nie mogłam doczekać się tego dnia.
   Był to jedyny dzień, w którym ponownie mogłam poczuć, jak to wyglądało za czasów mojej młodości.
    Właśnie zmierzam do pracy. Jeszcze nigdy tak się nie cieszyłam na pracę. Właśnie dlatego uwielbiam mój zawód. Pełen zadziwiających przygód i dni.
- Dzień dobry kochani! Zaprezentujcie proszę swojemu koleżeństwu znaleziska, z waszych domów.
 - A z bloków również mogą być? - zapytał nasz klasowy śmieszek Heniu.
 -  Pewnie, że mogą być, Heniu.
       Pierwsza zaprezentowała piękny, stary zegar Julka.
 - Proszę, cóż to za piękny zabytek? – zapytałam.
 - Oto piękny, drewniany zegar z kukułką, wykonany przez mojego dziadka w 1932 roku, pod okiem najlepszego stolarza w mieście. Kliknij tu i czytaj dalej.




Symboliczne zdjęcie wykonane przez Oliwiera Mroza. Umarła jesień, ale narodziła się już wiosna.
 Obejrzyj całą galerię.

Izabela Mróz
"Ratujemy świat"
Pewnego dnia, kiedy jadłam z moją rodziną kolację, mama powiedziała:
- Dzieci za 2 dni z okazji Dnia Ziemi w Drążnie będziemy zbierać śmieci, więc może wy również byście dołączyli?
- Dobrze, mamusiu - powiedzieliśmy.
    Minęły 2 dni. Ja z moimi braćmi obudziłam się bardzo szybko i się ubraliśmy. Następnie poszliśmy do kuchni na śniadanie, które przygotowała dla nas mama. Szybko zjedliśmy śniadanie i szykowaliśmy się do wyjścia na dwór. Wyszłam z moimi braćmi i poszliśmy na plac zabaw (bo zbieranie śmieci odbywało się na placu zabaw). Nawet spotkałam moja koleżankę Anię ze szkoły. Pani, która organizowała tę akcję, bardzo się ucieszyła, że jest nas tak dużo i że chcemy się angażować w zbieranie śmieci.




Amelia Klimek, Pierwsze kwiaty wiosny.  Obejrzyj całą galerię.


Amelia Klimek
" Szkolna przygoda"
        Pewnego dnia podczas lekcji języka polskiego usłyszeliśmy ciche "miau". Polonista powiedział zdenerwowanym głosem:
- Co to za wygłupy? Kto jest taki dowcipny?!
- To nie my!!!- zawołaliśmy chórem.
-Dobrze! Niech tak będzie , ale jak to się jeszcze raz powtórzy , to będę bardzo niezadowolny - powiedział nauczyciel.
      W tym samym momencie rozległo się : " miau, miau, miau". Wszyscy byliśmy bardzo zaskoczeni i zaczęliśmy poszukiwania  winnego. Nagle z otwartej torby polonisty, która stała na biurku, wynurzyła się mała, szara kulka. Z wrażenia nie wiedzieliśmy, co powiedzieć. Ktoś patrzył na nas wielkimi i przestraszonymi oczami. To był  mały, śliczny kociak.  Nikt nie wiedział, skąd wzięła się ta zguba.
    Nakarmiliśmy naszego gościa  i zrobiliśmy konkurs na najciekawsze imię dla kotka. Musieliśmy też zdecydować, co z nim dalej zrobić.
Nasz kudłaty przyjaciel od tej pory nazywał się Profesor i został klasową maskotką. Na stałe zamieszkał w szkolnym laboratorium przyrodniczym, a na weekendy i wakacje zabieraliśmy  go kolejno do domu.
    To była super przygoda, szkoda tylko, że nie wydarzyła się naprawdę! 








Antonina Wojtczak
"Niby gwiazdy"

    Był wietrzny, grudniowy poranek. Szedłem wśród szarych kamienic z torbą zakupową w ręce. Chłodne powietrze muskało moją skórę, a niewielkie kałuże chlapały na boki, gdy tylko na nich stawałem. Szedłem pod górkę, lecz niewielka zawartość reklamówki nie utrudniała mi drogi. Zawierała tylko najpotrzebniejsze produkty, bo moja rodzina zawsze była zmuszona do oszczędzania. Łagodnie mówiąc, nie byliśmy najbogatsi, a cała sytuacja uległa pogorszeniu po zeszłorocznej śmierci taty. Za życia, mimo niewielkiej pensji, utrzymywał naszą rodzinę, a mama dorabiała w pobliskim kiosku, choć nie stanowiło to znaczącej pomocy. Tata zmarł nagle, a mama łapała się każdej możliwej pracy, aby zapewnić mi i mojej siostrze dotychczasowe życie. Widziałem ile ją to kosztowało. Starałem się jej jakoś pomóc i dorabiałem niewielkie pieniądze, wyprowadzając na spacer psy sąsiadów. Jednak teraz zbliżały się święta, a ja nie chciałem pozwolić, aby moja rodzina obchodziła je bez tradycyjnych prezentów ani dwunastu potraw, które kiedyś mimo wszystko zawsze udawało się zrobić. Wpadłem więc na plan, że zatrudnię się w cukierni, należącej do mamy mojej najlepszej przyjaciółki. Pracę miałem zacząć już za parę godzin, więc mimo wiatru, który wiał mi w oczy, starałem się iść żwawo, odliczając w głowie rytm każdego kroku.
    - Daniel! Zaczekaj! – usłyszałem nagle znajomy głos. Odwróciłem się, a na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
Kliknij tu i przeczytaj całość.


Mikołaj Bednarski
Opowieść o bokserze, który przekroczył granice  
             Wychowałem się w skromnej wiosce, gdzie marzenia o wielkich ringach były odległe jak horyzont. Pewnego dnia, gdy przeglądałem strych, natrafiłem na bardzo zakurzone pudło. Było w nim bardzo wiele ksiąg, lecz moją uwagę przykuła okładka zatytułowana "Quo vadis". Zaciekawiony swoim znaleziskiem zacząłem ją czytać i natrafiłem na bohatera, który nazywał się Ursus. Posiadał on niezwykłą siłę, determinację i uczciwość.
              Jego postać wzbudziła we mnie ogromne pragnienie osiągnięcia czegoś wielkiego. Ursus stał się moim przewodnikiem w dążeniu do celu. Jego nieugięta postawa, odwaga i determinacja zainspirowały mnie do podjęcia wyzwania, jakim był świat boksu. Więc zacząłem trenować boks, nie tylko jako sport, ale jako środek wyrażenia mojej determinacji i siły wewnętrznej. Właśnie te cechy, które przeczytałem o Ursusie, stały się fundamentem mojego rozwoju jako boksera.
Kliknij tu i przeczytaj całość.

  Marianna Wegner
"Pracowite święta"
     Jestem świąteczną elfką, która pracuje u boku Świętego Mikołaja. Staram się wypełniać moją pracę jak najlepiej, wraz z elfami kochamy tu pracować. Czasami praca daje nam w kość, ale warto dla tych uśmiechających się twarzy dzieci, cieszących się z upominków, ciężko pracować! Święty Mikołaj bardzo docenia cały nasz wysiłek, ponieważ dzieci z całego świata  cieszą się z prezentów, które dostają w święta Bożego Narodzenia.
     Wczorajszy dzień nie był zwykłym dniem, był to 24 grudnia - dzień, w którym nie ma czasu na najmniejsze głupoty, dzień, w który bardzo liczy się czas. Aby praca w tym szczególnym bożonarodzeniowym dniu przebiegała sprawniej, warsztat, w którym pracuję, został podzielony na pięć oddziałów. Znajduje się tutaj oddział budujący, malujący, ozdabiający, dopracowujący i pakujący zabawki. Ja należę do tego ostatniego, najlepszego oddziału - pakuję zabawki!
     Kiedy wszyscy, właśnie w ten wyjątkowy dzień - 24 grudnia, darzą się wielką sympatią, miłością i szacunkiem, zawsze znajdzie się ktoś, na przykład para elfów, która musi się pokłócić o najmniejszy szczegół.
- Myślę, że niebieska kokarda jest lepszą opcją - powiedział Kevin.
- A ja myślę, że czerwona, będzie pasować do oczu robota - odpowiedział Leo.
Niebieska! Nie, czerwona! Niebieska! Czerwona! Niebieska! - przekrzykiwały się elfy.
Kliknij tu i przeczytaj całość.


Oliwier Mróz
"Sen"
       Święta Bożego Narodzenia zbliżały się coraz bardziej, a ja coraz bardziej byłem zasmucony tym faktem. Kolejne święta zapowiadały się buro, szaro i ponuro. Co to za święta bez śniegu? - pomyślałem zrezygnowany. Eh, lepiej, żeby przyszły później, kiedy napada śnieg i będzie mroźno - rozmyślałem po cichu. Jednak wiedziałem, że to niemożliwe, jestem tylko nastolatkiem mającym swoje upodobania co do tego, jak powinny wyglądać święta, a to jak będą wyglądały nie jest uzależnione ode mnie, ale od pogody.
         Był już wieczór, jednak u siostry w pokoju zobaczyłem zapalone światło:
- Co robisz? – zapytałem, uchylając drzwi do jej pokoju.
- Wiesz co, tak jakoś naszło mnie na wspomnienia i oglądam nasze zdjęcia z poprzednich lat- odparła moja młodsza siostra.
- O, to widzę, że masz podobnie jak ja i też marzysz o białych świętach! – zasugerowałem, widząc, że trzymała w ręku zdjęcie zaśnieżonych drzew.
- Oczywiście, że tak, a kto nie marzy!- zawołała.
Kliknij tu i przeczytaj całość.

 Izabela Mróz
„Zimowa historia Harrego”
      To był piękny, zimowy dzień. Obudziłam się bardzo wcześnie i poszłam do pokoju Harrego zobaczyć czy on również się obudził. Harry i ja już byliśmy ubrani i poszliśmy do kuchni na pyszne świąteczne śniadanie, które przygotowała dla nas mama. Po śniadaniu zapytałam
- Mamo czy możemy iść nad zamarznięty staw?
Mama powiedziała
- Pod żadnym pozorem nie możecie iść nad zamarznięty staw, gdyż lód może być kruchy i może się załamać!
Więc zapytaliśmy
- A możemy iść na spacer?
- Tak, możecie, ale nie zbliżajcie się do stawu- odpowiedziała mama.
Kliknij tu i przeczytaj całość.

Cyprian Hamowski
Recenzja filmu „Aquaman i Zaginione Królestwo”

     W miniony weekend wybrałem się ze znajomymi do kina na film  „Aquaman i Zaginione Królestwo” To kontynuacja dzieła „Aquaman”.   Ekranizacja komiksu okazała się iście amerykańską superprodukcją.
     Tytułowy Aquaman był władcą Atlantydy. Początkowo niezbyt dobrze sprawdzał się w tej roli, ponieważ pod jego panowaniem, po raz pierwszy w historii, teren zagubionego, podwodnego miasta został okradziony. Okazało się, że zbrodnię popełnił słynny i wcześniej przez niego znany „Black Manta” wraz z jego poddanymi. Celem antagonisty było zebranie wszystkich możliwych zasobów do odbudowania jego zbroi.
      Bohater szukał surowców miesiącami, aż natknął się na „czarny trójząb”. Po podniesieniu przedmiotu przez Black Mantę została ukazana retrospekcja dawnej bitwy pomiędzy mieszkańcami legendarnej Atlantydy, na której czele stał król Nexus, a starożytnymi wojownikami przeklętego władcy czarnego trójzębu. Walkę ostatecznie wygrał król Atlantydy wraz z poddanymi. Zwycięzca rzucił na pokonanych czar i wyklął ich na wieki. Przegranych umieścił w lodowych, przeklętych bryłach już „na zawsze”. Trójząb został zatopiony daleko od Atlantydy, w wypadku jakby ktoś chciał go odnaleźć. Czy komuś się to uda..?  Po zebraniu surowców, wykonaniu dział oraz odbudowie zbroi zaczęła się bitwa…
 Chcesz dowiedzieć się, jak zekranizowano najciekawsze zakończenie „universum Aquamana”? Zachęcam do jego obejrzenia. Koniecznie musisz  się wybrać do kina, bo to film, który trzeba zobaczyć na wielkim ekranie. Jest bardzo interesujący, bogaty w konteksty kulturowe,  na pewno bardzo ci się spodoba. Zrobił na mnie wrażenie, to kino przypadło mi do gustu, chętnie kiedyś obejrzę film jeszcze raz.

Cyprian Hamowski
„Moja opowieść wigilijna”
      Działo się to w tym roku. W czasie świąt Bożego Narodzenia mieliśmy jechać w góry, spędzić tam miło czas.
    Planowaliśmy wyjechać tydzień przed Wigilią. Spakowaliśmy się, sprawdziliśmy, czy wszystko mamy i wyruszyliśmy w drogę.
    W pierwszym momencie musieliśmy się zatrzymać na stacji benzynowej, aby zatankować samochód. Tata podszedł do kasy, chciał zapłacić, po czym okazało się, że płatność się nie udała. Spróbował jeszcze raz i kolejny, ale wciąż mu się nie udawało. Przyszła więc mama, przyłożyła kartę płatniczą do czytnika i sytuacja się powtórzyła. Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Rodzice zastanawiali się, co jest nie tak. Tata miał w zapasie jeszcze trochę benzyny, zatankował i pojechaliśmy na kolejną stację. Sytuacja się powtórzyła. Okazało się, że karty bankowe rodziców zostały zablokowane przez niewiadomą im przyczynę
Kliknij tu i przeczytaj całość.

         Kacper Klebs              
„Opowieść wigilijna”
    Zbliżała się już godzina 16, za godzinę będą goście. Adam z mamą zaczęli gotować kolację, jednak coś im nie pasowało. Przygotowywane jedzenie przestało się robić. Nikt nie wiedział, co się dzieje.
    Gdy goście już przybyli, nagle wyłączył się prąd. Wszyscy się przestraszyli, ponieważ piekarnik i kuchenka są na prąd. Inni sąsiedzi mieli prąd, każdy oprócz nas.
Rodzina usiadła przy stole, odmówiła modlitwę. Podzieliliśmy się opłatkiem i zaczęliśmy rozmawiać.
- Ta Wigilia będzie inna, jak nigdy. Nie będzie 12 potraw, ale jesteśmy razem, a to jest najważniejsze – oznajmiła mama Adama.
Po długiej chwili w domu zaczęło szumieć, cała rodzina się przestraszyła. Nagle w domu pojawiły się duchy zmarłych osób z rodziny Adama. Nikt nie mógł uwierzyć, ale każdy bardzo się ucieszył. Spędzili święta razem.
-  Po chwili obudziłem się! - powiedział Adam.
- Ten sen był bardzo ciekawy i pouczający- odpowiedziałem.
    Już teraz wiemy, co jest najważniejsze w święta. Nie prezenty, nie jedzenie, a nasza rodzina. To ona daje nam szczęście!



  Martyna Najdowska
„Świąteczna pomoc "

      Pewnego dnia przygotowywałam się do Wigilii. Wszyscy zabierali się do pracy w domu. Mama krzątała się w poszukiwaniu bombek.
 - No, gdzie one się podziały? - mówiła do siebie.
- Mamo, a sprawdzałaś w kartonie na strychu?
- Hm, nawet o tym nie pomyślałam. Mogłabyś sprawdzić? - zapytała.
- Oczywiście, już idę. - odpowiedziałam.
Gdy ruszyłam po schodach na strych, usłyszałam jakieś szmery. Bardzo się wystraszyłam i zwątpiłam, aby tam iść. Nagle usłyszałam jakiś głos.
- O nie, kolejny wypadek w nowym roku. Wielkie nieba, szef mnie zwolni - coś mówiło.
     Postanowiłam odważyć się i wejść do środka. Przeraziło mnie to, iż nikogo nie zauważyłam, mogłabym przysiąc, że usłyszałam czyjś głos. Po chwili ujrzałam dym unoszący się w rogu pomieszczenia. Odważnie ruszyłam, by sprawdzić, co jest tego przyczyną.
Kiedy podeszłam do dymowiska, zobaczyłam małą istotkę.
Kliknij tu i przeczytaj całość.


Martyna Najdowska
„Przyśnione święta"
     Nazywam się Helena Dowbor, mieszkam niedaleko Warszawy. Mamy 1939 rok, czyli czas wojny.
 Zbliżają się święta, więc z całą rodziną mamy mnóstwo pracy. Trzeba nakarmić świnie, podać paszę kurom i wydoić krowy. Ach! Ciekawe, jak by to było w przyszłości...
- Helka, mama mówi, że masz już przestać pisać ten pamiętnik i iść spać, bo jutro jest dużo roboty - przerwał mi moje przemyślenia Stefek.
 - No dobrze - odpowiedziałam.
     Obudziłam się w dosyć dziwnym miejscu. Było tu pełno zabawek, białe ściany, wielkie lustro, o którym zawsze marzyłam i nie moje, obce posłanie. Bardzo się przeraziłam, ale uznałam, że położę się jeszcze na chwilkę i wszystko wróci do normy.
Gdy otworzyłam znów oczy, nic się nie zmieniło. Wyszłam więc z pokoju i moim oczom ukazał się jakże bogaty wystrój. Wszystko było pozłacane, szare ściany, ogromne okno z widokiem na zaśnieżoną panoramę miasta oraz kręte schody ze szklaną barierką. Na parterze znajdowała się przepiękna kuchnia z czarnym aneksem kuchennym i kuchenką elektryczną. Tuż obok znajdował się salon z piękną, białą kanapą, dwoma fotelami i choinką u boku, a na ścianie wisiało jakieś dziwne urządzenie, które mówiło o jakiejś nadchodzącej zmianie klimatu.
    Nagle usłyszałam otwierające się drzwi, a w nich jakąś obcą kobietę.
Kliknij tu i przeczytaj całość.


Marta Reimann
„Święta bez cioci”
     Działo się to pewnego zimowego dnia. Był to dwudziesty czwarty grudnia. Tego dnia jest Wigilia. Od rana przygotowywaliśmy potrawy, w międzyczasie śpiewaliśmy kolędy. Szykując potrawy, pomyślałam, że brakuje mi mojej cioci. W tym momencie ogarnął mnie smutek. Minął rok, od kiedy nie ma jej z nami. Była dla mnie bardzo ważną osobą. Bardzo dużo czasu z nią spędzałam.
 Dochodziła godzina siedemnasta, zaczęliśmy nakrywać do stołu. Nagle zadzwonił drzwiowy dzwonek, otworzyłam. Zobaczyłam kobietę podobną do mojej cioci.
- Dobry wieczór - powiedziałam.
- Dobry wieczór - odpowiedziała kobieta.
- Zapraszam, niech pani wejdzie i zje z nami kolację wigilijną.
- Dziękuję za zaproszenie.
- Niech pani usiądzie.
      Kobieta usiadła na miejscu mojej cioci. Kiedy zdejmowała kurtkę i czapkę, była bardzo do niej podobna.
Kliknij tu i przeczytaj całość.

Lena Piątkowska
"Moja opowieść wigilijna"
  Pewnego zimowego dnia, kilka godzin przed Wigilią, wydarzyło się coś niesamowitego. Jeszcze wtedy nikt nie wiedział, co się stanie.
Razem z Jasiem i Polą bawiliśmy się w chowanego w domu Poli. Gdy mój przyjaciel próbował znaleźć miejsce, gdzie mógłby się schować, znalazł duży, czerwony przycisk.
- Lena, Pola, chodźcie szybko – krzyknął.
- Co się stało, Jasiu? - powiedziałam głośno z daleka.
- Znalazłem przycisk.
- Kliknij go - doradziła Pola.
    Jaś spojrzał na mnie, oczekując na zgodę, ponieważ byłam najstarsza. Bałam się, że coś może im się stać. Ale po krótkim zastanowieniu stwierdziłam, że możemy spróbować, z taką różnicą, że ja go kliknę.
Kliknij tu i przeczytaj całość.

  Mikołaj Bednarski
"Święty Mikołaj naprawdę istnieje"
Pewnego zimowego wieczoru, siedziałem wraz z Oskarem nad ogniskiem i rozmawialiśmy.
- Wiesz, Mikołaj, że mój dziadek nadal wierzy w Świętego Mikołaja - powiedział Oskar.
-  Przecież twój dziadek ma już 70 lat, a nadal w niego wierzy. Dziecinne - śmiałem się.
-  A co w tym śmiesznego. Jeśli chce to niech wierzy.
- Ale w tym wieku to już raczej dziwne.
W pewnym momencie naszą rozmowę przerwał dziwny szmer z krzaków.
- Słyszałeś te dziwne dźwięki? - zapytał przestraszony Oskar.
  Kliknij tu i przeczytaj całość.

Julian Gacka
"Świąteczne obowiązki"
 Gdy dotarliśmy i rozłożyliśmy sprzęt, czekaliśmy aż ryba pociągnie za spławik. Po kilku minutach coś pociągnęło za haczyk, ale podczas wyciągania ryby z wody zerwała się i uciekła. Nie poddawaliśmy się
i wierzyliśmy, że złapiemy te trzy obiecane karpie, aż nagle wędka się wygięła. Byliśmy tak zaskoczeni, że prawie upadłem, ale za to z wody okazał nam się piękny karp. Bez chwili zwątpienia wrzuciliśmy go do wiadra i czekaliśmy na następne brania. Po kolejnych minutach mieliśmy kolejne branie i kolejnego karpia. Za trzecim razem złapaliśmy ładnego sandacza, a następnie ogromnego szczupaka. Po szczupaku złapaliśmy ostatniego trzeciego karpia. Kliknij tu i przeczytaj całość
 




Martyna Najdowska
„Nasze tradycje świąt Bożego Narodzenia”

      Na świece można spotkać miliony tradycji bożonarodzeniowych, ale może by tak przyjrzeć się naszemu czczeniu Narodzenia Zbawiciela w dokładniejszy sposób?
Zacznijmy od dwunastu potraw na wigilijnym stole. W naszych czasach uznajemy to za symbol dwunastu Apostołów, którzy zasiadali z Jezusem do ostatniej wieczerzy. Jednakże dawniej uznawano to za symbolikę dwunastu miesięcy. Mieszkańcy domu przyrządzający potrawy robili to z myślą, by podziękować Bogu za miniony rok.
     Następnym zwyczajem jest zostawienie wolnego miejsca przy stole. Współcześnie uważamy to za wolne miejsce dla niespodziewanego goście. Jednak ta tradycja pochodzi już z czasów słowiańskich, kiedy to zostawiano miejsce dla dusz umarłych.
     Wszyscy uwielbiamy ubieranie choinki. Ma to nam dać poczucie zbliżających się świąt oraz charakter ozdobny. Ta tradycja przywędrowała do nas z Niemiec, ale czy wiemy, że już za czasów naszych pradziadów też ubierano "choinkę"? Ale inaczej to wyglądało.
Kiedyś wieszano pod sufitem gałązki jakiegoś świerku albo nawet obcięty czubek choinki i przyozdabiano je np. owocami, cukierkami, orzechami, kolorowymi bibułkami. Taką ozdobę nazywano podłaźniczką. Do dzisiaj można zobaczyć je w niektórych miejscach na południu Polski, np. w Beskidach.
     I bardzo piękna tradycja dzielenia się opłatkiem. Najpopularniejsza czynność naszego wigilijnego wieczoru. Zazwyczaj życzymy sobie "wesołych świąt", dużo uciech finansowych czy po prostu szczęścia. Ale najważniejszym z tych wszystkich pragnień jest życzenie sobie zdrowia, gdyż jest ono najważniejsze. Dzielmy się dobrem.
I nie zapominajmy o religijnym przesłaniu świąt Bożego Narodzenia.



Choinki już czekają... Galeria Amelii Klimek. Kliknij tu, żeby obejrzeć


  Marcelina Jeszke
"Dramat w ferie"
     Nancy Rose z jej mężem Tomem i małą córką Ronnie pojechali na ferie w góry. Miał to być miły rodzinny wypad na narty, snowboard, potem termy, a na koniec gorąca czekolada, ale coś poszło nie tak... Na miejsce dotarli w poniedziałek, był wieczór więc tylko rozpakowali walizki, zeszli na kolację do hotelowej restauracji, poszli spać. Nazajutrz, rano około dziewiątej, gdy się obudzili, zjedli śniadanie. Wszystko wskazywało na to, że wyjazd będzie udany. Pogoda zapowiadała się świetnie nie tylko na ten dzień, ale na całe 10 dni pobytu. Cała rodzina, ubrana w stroje narciarskie, zeszła na dół. Tom zamówił taksówkę i pojechali na stok. Bawili się wspaniale. Ronnie uczyła się jeździć, chciała zostać zawodową narciarką jak dorośnie. Mama kupiła jej narty, kask i gogle, wszystko fioletowe, w ulubionym kolorze dziewczynki. Wydawało się, że jest jak w bajce, ale do czasu.
      W drodze powrotnej rodzice zauważyli małą restaurację nieopodal lasu, a jako że wszyscy byli już głodni, to postanowili się tam zatrzymać. Mała skończyła jeść szybciej niż rodzice i zapytała, czy może pójść ulepić bałwana na placu zabaw tuż obok restauracji. Był na niego widok z okna przy stoliku pary, więc się zgodzili. Widzieli ośmioletnią córkę bawiącą się na śniegu, ale nagle Ronnie zniknęła im z oczu.
 
Świat w bieli, grudzień 2023 r.


Tymon Pokrzywka
"Wskrzeszenie miłości"
     
Działo się to od razu po ponownym zabraniu Eurydyki do królestwa Hadesu. Orfeusz postanowił  spróbować po raz drugi wyciągnąć swoją miłość z krainy śmierci.
      Gdy bohater wstąpił do królestwa boga Hadesa, ujrzał Cerbera, który na jego widok za-czął merdać ogonem i przepuścił mężczyznę. Kiedy Hades ujrzał muzyka, zdenerwował się, lecz po błaganiach Orfeusza dał mu drugą szansę. Niestety, ta była o wiele trudniejsza. Miał za zadanie zabić martwego lwa nemejskiego, którego Hades wskrzesił. Mężczyzna się chwilę zastanowił i stwierdził, że wie, jak go zabić, ponieważ lubił księgi i znał historię o Herkulesie.
- Zgadzasz się? - spytał się Hades.
- Tak - odpowiedział pewny siebie muzyk.
- Więc wstąp na arenę.
Kliknij tu i czytaj dalej.



Marta Reimann
"Pomocna dłoń”

Pewnego ciepłego, marcowego dnia pojechałam do Samarii. Leciałam samolotem czternaście godzin. Gdy dotarłam na miejsce, poszłam do hotelu odłożyć bagaże. Było już późno i poszłam spać.
Następnego dnia rano obudziłam się i zjadłam śniadanie. O godzinie czternastej zaczęłam myśleć, co będę robić. Po chwili przyszedł mi do głowy pomysł, że pójdę do miasta. Przechodząc ulicami, obok rynku zobaczyłam sklep z ładnymi rzeczami. Weszłam i kupiłam sukienkę, która pięknie błyszczała. Wychodząc ze sklepu, zauważyłam leżącego na ziemi, pobitego człowieka...
 Kliknij tu i czytaj dalej.


 Nicola Sosnowska
Recenzja książki „Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi”

Niedawno przeczytałam interesującą lekturę. "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi" autorstwa Rafała Kosika to książka pełna przygód,  która zachwyciła mnie już od pierwszych stron. Akcja toczy się w Warszawie, gdzie bohaterowie - gimnazjaliści: Felix, Net i Nika, przez przypadek odkrywają tajemniczy Gang Niewidzialnych Ludzi. Owa grupa przyjaciół, przeżywając swój pierwszy rok w nowej szkole, pakuje się we wszelkie możliwe kłopoty. Często biorą oni udział w różnych niebezpiecznych, lecz jakże fascynujących wydarzeniach.  Czytaj dalej.


Martyna Najdowska 
 " Poranek"    
 
Czekam już drugi wiek za tobą.
Nikt mi ciebie nie zastąpił, czekałem, czekam i będę czekał.
Biały grudzień minął żwawo, styczeń również.
Rzeka ma kochana wyśpiewuje mi co noce, że gdzieś jesteś, zaraz wrócisz.
Lecz co mi po tym, jak Ty nawet nie chcesz wracać.
 
Nagle z rana słyszę kroki, widzę ciebie, patrzysz na mnie.
Patrzysz na mnie, a więc jesteś – odeszłaś, więc cię nie ma.
Twe oczy białe niczym śnieg, a twa dusza krwista z rozpaczy.
Widzę Ciebie - to mój czas, pora wstawać.



Zuzanna Szymańska, Wiosenne kwiaty




fot. Oliwier Mróz, kliknij tu i oglądaj więcej


Nicola Sosnowska
"(Niby)Człowiek"

    Pewnego dnia to wszystko się zaczęło. Zanik ludzkiej pracy na rzecz dokładniejszej sztucznej inteligencji miał miejsce oczywiście już prędzej, jednak w roku 3000., kiedy większość ludzkości już nie pracowała, a prawie wszystkim zajmowały się wyszkolone, w pełni kontrolowane roboty, zaszła jedna zmiana. Zyskały one świadomość. Nie mówimy tu o żadnym buncie robotów, niemniej nie chciały one już pracować jak niewolnicy. Chciały być ludźmi 2.0. Wieść życie tak zwyczajne, jak dawna populacja. Naturalnie wszyscy byli przeciwni ideom niby-ludzi. Bali się, co może siedzieć w głowach androidów. Tym sposobem na Ziemi zapanował chaos. Ludność wychodziła na ulice protestować, a wybrane roboty mówiły z ważnymi osobami. Były jednak też takie, które próbowały odnaleźć się w otaczającym je świecie. Nie szukały problemów, chciały zwyczajnie się dostosować. Z czasem wszystkie natomiast zaczęły uczęszczać na protesty, gdyż pragnęły być zaakceptowane przez społeczeństwo. W historii ten okres nazywa się Nicością. Nie działało wtedy zupełnie nic. Nikt nie chciał wysłuchać postulatów androidów, więc te przestały wykonywać swoje obowiązki. Aby zapanować nad sytuacją, w ten sam dzień powołano nawet najstarszych ludzi, którzy pamiętali jak się pracowało w danych zawodach. Tym sposobem ruszyły na przykład elektrownie czy fabryki. Wszelkie służby i rządy cały czas były prowadzone przez ludzi. Bali się powierzyć policję, pogotowie ratunkowe czy sądy sztucznej inteligencji, a o prezydenturze logicznie nie było mowy.
Kliknij tu i czytaj dalej.



fot. Oliwier Mróz, kliknij tu i oglądaj więcej


 

Oliwier Mróz, Grudzień 2022, kliknij tu i oglądaj więcej

Marcelina Jeszke
"Ania ze Śnieżnego Wzgórza"
       Piękne, do niedawna jeszcze zielone i porośnięte kolorowymi kwiatami wzgórze, teraz było pokryte białą poduszką, choć nie wiem, czy można byłoby się na niej wyspać. Jak łatwo się domyślić, nareszcie przyszła zima! Nie każdy był jednak zadowolony z tego powodu. Ania i Diana -  dwie najlepsze przyjaciółki, były wręcz oburzone tym faktem. Dlaczego? Otóż co roku Diana wraz ze swoją rodziną wyjeżdża na święta do swojej dalszej rodziny. Co w tym złego?  Na przykład to, że rodzina Diany mieszka daleko od niej, a daleko to znaczy w innym kraju. Tym krajem, są WŁOCHY. Ten fakt nigdy nie był dla dziewczyny problemem, bo przecież kto nie chciałby pojechać do malowniczych Włoch i przy tym odwiedzić swoją rodzinę ? Diana uwielbiała podróże, ale kiedy poznała Anię, te podróże jej tak nie fascynowały, ponieważ bardzo chciała podróżować razem z przyjaciółką.
–    Nie, nigdzie nie jadę! - wykrzyknęła Diana na całe gardło.
–    Co!? Nie ma takiej opcji, przecież wiesz, że to nasza rodzinna tradycja i nie możesz sobie ot tak, nie jechać. Czy ty wiesz, ile to znaczy dla cioci Zeldy, która nie widzi cię przez cały rok?  - odpowiedziała mama Diany
–    Wiem, ale ja nie mogę zostawić Ani samej, przynajmniej nie znowu!
Kliknij tu i czytaj dalej.

Antonina Wojtczak

"Magia Świąt"
Dziewczynka spojrzała w dół, jej oczom ukazała się rzeźba. Lecz nie taka, jaką stworzyła. Jej śniegowy Nico ożył! Radośnie podskakiwał i kręcił się w kółko. Marysia oniemiała. Ten „pies” zachowywał się identycznie jak jej nieżyjący już szczeniak. To nie mogło być możliwe. Jakim cudem w śnieg zostało tchnięte życie? Dziewczyna kucnęła tuż przed swoim nowym towarzyszem, po czym wzięła go na ręce. Jednak w odpowiedzi dostała tylko głośny pisk. Rękawiczki, które mała na rękach, ogrzewały kończyny szczeniaka, co doprowadzało do ich topnienia. Pies jednak nie przejął się tym zbytnio, po czym ruszył w stronę furtki. Dziewczynka posłusznie ruszyła wraz z nim. Sama nie wiedziała, dlaczego to robiła. Po prostu czuła, że to stworzenie musi mieć coś więcej do przekazania.
    Parę minut później znaleźli się przecznicę dalej. Oczom Marysi ukazał się zniszczony bałwan. Dziewczyna od razu zrozumiała, co na celu miał jej towarzysz. Najwidoczniej chciał, aby naprawiła śniegową postać. Nie było przy tym dużo pracy. Wystarczyło ulepić nową głowę i przyczepić kamyki. Już po paru minutach Marysia skończyła swoje dzieło. Nico radośnie szczekał, biegając wokół dziewczynki. Nagle płatki śniegu zaczęły wirować, a bałwan nabierał nowej formy. Ostatecznie przed dziewczynką stanął niewysoki chłopak. Znowu to samo! Rzeźba nabrała żywej formy! 
Kliknij tu i czytaj dalej.



 




Jagoda Jagodzińska, Majowe pejzaże, maj 2024 r.
Kliknij i obejrzyj galerię.

Michał Splitt
Recenzja filmu „Czerwone maki”
   Polski film “Czerwone maki” to dzieło z  gatunku dramat wojenny.  Jego reżyserem jest  Krzysztof Łukasiewicz. Miał premierę w roku 2024.
    Akcja tego dramatu toczy się we Włoszech, a dokładnie w okolicach klasztoru na wzgórzu Monte Cassino. Czas wydarzeń to II wojna światowa, dokładnie – 1944 rok.  Wówczas polscy żołnierze stoczyli zwycięską walkę z Niemcami. Przed nimi żołnierze z wielu oddziałów innych narodów próbowali pokonać obronę hitlerowców. Nikomu się nie udało. Dopiero Polacy pokonali niemieckie wojska. Wielu naszych rodaków zginęło w czasie tych walk.
  Moim zdaniem gra aktorska jest na bardzo wysokim poziomie. Główny bohater  bardzo dobrze grał swoją rolę, tak samo inni aktorzy świetnie się spisali. Według mnie kostiumy pozwoliły lepiej wyobrazić sobie tamte czasy. Wiernie odwzorowano każdy szczegół. Także efekty specjalne robiły duże wrażenie. A scenografia wyglądała bardzo autentycznie.
  Uważam, że film “Czerwone maki” jest obowiązkowy do obejrzenia przez miłośników historycznych  filmów. Temat filmu, obsada aktorów i dbałość o szczegóły sprawiają, że żaden widz nie będzie zawiedziony. Z pewnością mogę polecić ten film wszystkim widzom.



   Pewnego ponurego dnia bardzo się nudziłam. Było późne popołudnie, wszyscy byli zajęci i nie mieli dla mnie czasu. Postanowiłam więc, że poczytam książkę.
    Nagle rozbłysło różowe światło i porwał mnie wiatr. Bardzo się bałam, bo nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili wylądowałam na tęczowej polanie. Wszystko wokół: rośliny, chatka, płotek, dróżka było z czekolady i żelków. Byłam oczarowana, więc zaczęłam zwiedzać. Wtedy, zauważyłam pięknego i smakowicie wyglądającego kwiatka. Zerwałam go i nie mogłam się powstrzymać, żeby go nie skosztować. Smakował cudownie, ale znowu porwał mnie wiatr. Nie wiem, jak długo leciałam, jednak wylądowałam w biało-czarnym świecie z domina.
    Nie było tu tak przyjemnie jak wcześniej. Wiało chłodem, zaczęłam marznąć. Stały tutaj ogromne budynki, szkoła i komisariat, a wszystko zbudowane z domina. Usłyszałam przerażający ryk zbliżającego się zwierzęcia. Zaczęłam uciekać. W pewnym momencie potknęłam się i wpadłam na jeden z domów. Wszystko zaczęło się walić.
   A ja znowu zostałam porwana przez wicher. Wylądowałam w domu do góry nogami. Siedziałam na suficie i trzymałam się lampy. Miałam już dość tych przygód. Zatęskniłam za swoją nudą w domu. Postanowiłam się stamtąd wydostać! Dotarłam do drzwi i je otworzyłam. Wtedy zaczęłam spadać i spadać bez końca. Ogarnęło mnie przerażenie.      
   Nagle w oddali usłyszałam głos taty:
- Amelia, Amelia! Obudź się! Czas wstawać do szkoły!
- Co? Jak to? - zapytałam.
- Usnęłaś z książką na nosie i spałaś do rana - odpowiedział tata.
    To była ciekawa przygoda, jednak cieszę się, że zdarzyła się tylko w moim śnie!



Ocean kolorów - obejrzyj galerię Izy Mróz.




Wiosenna galeria Konrada Różyckiego

Rafał Januszewski
"Sum"
   Za górami,za lasami, w małym, drewnianym  domku mieszkał samotny rybak.
23 maja powinien obchodzić urodziny. Ale rybak był tak stary, że zapomniał o swoich urodzinach, poszedł łowić ryby. Złowił magicznego suma, który umiał rozmawiać. Sum powiedział:
- Jeżeli mnie wypuścisz, to spełnię 5 twoich życzeń.
- Dobrze, najpierw poproszę o nowy dom, taki ładny, ceglany, z czerwonym kominem i ładnym wnętrzem - odparł starzec.
- Pyk, proszę, masz jeszcze 4 życzenia -powiedział sum.
- Poproszę jeszcze o tuzin wędek.
- Pyk, paf- powiedział sum.
  Rybak stwierdził, że prześpi się w swoim nowym domku i że z rana poprosi suma o resztę życzeń.
   Rano suma nigdzie nie było. Rybak się rozpłakał i prosił suma o powrót, lecz nic to nie dało. Rybak popłynął daleko i zobaczył suma, który utknął w wodnych chaszczach. Nie mógł się wydostać. Rybak wskoczył do wody, by mu pomóc , ale nic to nie dało. Rybak trochę pomyślał i stwierdził, że wykorzysta jedno ze swoich życzeń. Wypowiedział życzenie, żeby sum znowu mógł być wolny. Sum odpłynął szczęśliwy, bo odzyskał wolność. A starzec już nie chciał go męczyć życzeniami. 
  Kiedy starzec wrócił do domu, bardzo się  zdziwił. Na jego polu stał wielki zamek, pezed przy nim szlachta, karoca, a na bramie wisiała karteczka od suma z napisem: "Dziękuję".



Aleksandra Nowak, Wiosenny spacer - obejrzyj galerię.

Nicola Sosnowska
Recenzja "Krzyżaków"
   Ostatnio, w ramach przygotowań do konkursu kuratoryjnego, przeczytałam utwór “Krzyżacy”, dzieło znanego autora, tworzącego w epoce pozytywizmu - Henryka Sienkiewicza. Książka ta wywołała u mnie ciekawe przemyślenia, którymi postanowiłam się podzielić.
“Krzyżacy” to powieść historyczna, w której za pomocą fikcyjnych i historycznych postaci ukazano życie i problemy średniowiecznych mieszkańców Polski. Głównym bohaterem jest młody chłopak aspirujący na rycerza - Zbyszko z Bogdańca. W karczmie “Pod Lutym Turem” poznaje on Danusię, dwórkę księżnej Anny Danuty. Zbyszko ślubuje jej pomszczenie śmierci matki dziewczyny poprzez zdobycie kilku pęków pawich piór. Pióra  nosili na hełmach rycerze zakonu krzyżackiego. Kiedy więc zauważył takie pióra, od razu rzucił się na mężczyznę z krzyżackim hełmem. Okazało się, że owym mężczyzną był poseł - Kuno Liechtenstein. Przez to Zbyszko został skazany na śmierć - co jednak jeśli powiem wam, że przy czyjejś pomocy wyszedł z opresji? Jeśli zaciekawiło was, co dalej się działo, polecam w wolnym czasie zapoznać się z treścią utworu.
   Przede wszystkim, cała historia była dosyć ciekawa. Działo się naprawdę wiele. Nie zamierzam kłamać w tej recenzji - nie jest to książka napisana łatwym językiem dla młodszych pokoleń. Na co dzień nie używamy już wielu sformułowań. Słowa, których używali nasi rodzice czy dziadkowie, są dla nas archaizmami. Uważam jednak, że warto się trochę natrudzić i przeczytać powieść “Krzyżacy”. Henryk Sienkiewicz znany jest z wielu powieści historycznych. Pisarz tworzył w czasach zaborów. Aby pokrzepić serca zmartwionych losem Polaków, w swoich utworach przedstawiał wzniosłe dla narodu polskiego momenty, ważne bitwy, które Polacy wygrali. W “Krzyżakach” przedstawiono bitwę pod Grunwaldem. Zachęcam, żeby w trochę bardziej przystępny sposób uzupełnić swoją wiedzę historyczną i przeczytać tę powieść




Świat wokół nas, fot. Nicola Sosnowska  kliknij tu i oglądaj więcej


Helena Radziejewska
"Apollo w Las Vegas"

 - Nie,nie,nie,nie,nieeeeee. Tylko nie to. To musi być jakiś sen albo halucynacje.
Zeus zesłał mnie, Apolla, na Ziemię za karę za obudzenie Rei. Byłem bardzo zdenerwowany z tego: był to już czwarty raz. Jak wiadomo, ja, taki bóg, powinienem siedzieć na Olimpie i pić ambrozję, a nie być jakimś śmiertelnikiem. Ostatnim razem musiałem odnaleźć i uratować z rąk złych cezarów m.in Komodeusa, który ma kompletnego świra na swoim punkcie, i kilka wyroczni. Ciekawe, co tym razem wymyślił Zeus,  pewnie znowu nazwał mnie jakimś dziwnym imieniem jak Lester Papadopolus. O, mam w kieszeni portfel.
- Cooooo. Zeusie, jeśli mnie słyszysz, proszę, weź mnie  z powrotem na Olimp. Proszę cię, naprawdę przepraszam, że ją obudziłem, ale nazwać mnie Kunegunda Sitko!? To już przesada! Zeusie, ja jestem MĘŻCZYZNĄ.



Tak nagle nadeszła zima.  Kliknij tu i obejrzyj galerię Oliwiera Mrocza.

 
Nicola Sosnowska
„Piękny jesienny krajobraz”

    Z okna mojego domu widzę jesienny, pochmurny, wiejski krajobraz.
Na pierwszym planie widnieją wielokolorowy krzew oraz drzewo - leszczyna. Nieco dalej po lewej stronie stoi samotnie drzewko bez liści. Obok leszczyny spostrzegłam średniej wielkości skrzynkę, prawdopodobnie kompostownik. Po prawej stronie umiejscowione jest poletko, a przy nim wiadro.
Teren jest płaski. Na drugim planie jest zaorane, szarobrązowe pole, za nim drugie, intensywnie zielone. W tle widać zarys miasta. W oddali można zauważyć asfalt i duże drzewo ogołocone z wszelkich liści.
W tym krajobrazie dominują odcienie: szarości, brązu, żółci. Lekką uwagę przykuwa neonowo żółty krzak, natomiast największą - energicznie żywa trawa rozpościerająca się po całej płaszczyźnie. Gdzieniegdzie ukazują się błękitno - fioletowe kwiaty. Wszędzie porozrzucane są liście oderwane z drzew przez wiatr.
Lekka mgła unosząca się w powietrzu wprawia to miejsce w tajemniczy nastrój. Myślę, że to idealna sceneria do jesiennych zdjęć.




fot. Malwina Helbig

Nicola Sosnowska
"Magiczne łzy
"

   Emilia ma dziesięć lat. Niestety, miesiąc temu zmarła jej mama. Jej imię  brzmiało Małgorzata, miała wypadek samochodowy. Emilka była zrozpaczona. Nie mogła pogodzić się ze śmiercią matki. Ciągle siedziała w swoim pokoju i płakała. Nie chciała nawet jeść. Wtedy dziewczynka zrozumiała, że musi wziąć się w garść. Żeby nie myśleć o tym smutnym wydarzeniu, zaczęła czytać książki. Cały czas siedziała w ogrodzie zamyślona oraz zaczytana. Pewnego dnia po szkole Emilia poszła do biblioteki, mając nadzieję, że znajdzie jakiś ciekawy utwór. Zaczęła szukać, ale nic nie mogła znaleźć, aż zauważyła książkę pt. ''Zaklęcia panny Twix''. Wypożyczyła ją. Gdy przyszła do domu, rzuciła swój plecak w kąt, położyła się na łóżku i zaczęła czytać spis treści.
(czytaj dalej)


Nicola Sosnowska
 „Zaginiony list”

   Detektyw William Barklem jak zwykle siedział w swoim kraciastym fotelu i palił fajkę. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył je i zobaczył jakąś kobietę. Ubrana była w skórzany płaszcz, czarne buty oraz okulary przeciwsłoneczne ,chociaż wcale nie świeciło słońce.
- Co panią do mnie sprowadza? - Zapytał detektyw.
- Chciałabym odnaleźć mój list. Wiem, dziwnie to zabrzmiało, ale ten list jest dla mnie ważny. Wczoraj wróciłam z pracy i już go nie było.
- Zrobię, co w mojej mocy, by go odnaleźć.
(czytaj dalej)


Kuba Hamowski
"Miasto 44"
  “Miasto 44” to film odzwierciedlający okres II wojny światowej w Polsce, w reżyserii Jana Komasy. Jego tematyką jest powstanie warszawskie. Warto zauważyć, że w celu wiarygodnego odtworzenia tamtych czasów rozmawiano z osobami, które brały w nim udział lub mieszkały w okupowanym mieście.
   Przy produkcji filmu brało udział wielu aktorów. Na casting zgłosiło się około 7 tysięcy chętnych. Starano się dać szansę nieznanym dotąd większej liczbie publiczności. W filmie występowało wielu ludzi. W główne role wcielili się: Józef Pawłowski - Stefan Zawadzki, Zofia Wichłacz - Alicja “Biedronka”, miłość Stefana, sanitariuszka. Postacie drugoplanowe to m.in.: Anna Próchniak - Kama, Antoni Królikowski - przyjaciel głównego bohatera “Beksa” i Maurycy Popiel - “Góral”. Kliknij tu i czytaj dalej.



 Oliwier Mróz
 "Wakacyjny szczupak"

Pewnego dnia w wakacje, gdy grałem na konsoli, zadzwonił do mnie Julek i powiedział:

- Cześć, Oliwier, chcesz pójść ze mną na ryby?
- Z miłą chęcią – odpowiedziałem zachwycony jego propozycją.
- To o 13 widzimy się koło jeziora - powiedział Julek.
- Dobra - odpowiedziałem.
Szybko wyłączyłem konsolę i poszedłem pakować potrzebne nam rzeczy. Spakowałem m.in. wędkę, podbierak, kukurydzę i robaki. Kiedy zbliżała się umówiona godzina, udałem się na miejsce naszego spotkania. Julek już tam był i na mnie czekał. Kliknij tu i czytaj dalej.



 Adam Majewski
"Hotel Pensylwania"

     29 lipca 2018 roku wraz z mamą byłem w kinie na amerykańskim filmie animowanym pt. "Hotel Transylwania 3" w reżyserii Genndego Tartakorskiego.
    Akcja dzieje się w świecie gdzie mumie, wampiry, wilkołaki i inne potwory żyją z ludźmi. Bohaterowie poszli na statek, by przepłynąć na wyspę, ale okazuje się że to pułapka i powoli zamykają bohaterów. Zbój kradnie teczkę z nutami, żeby obudzić krakena i zatopić statek. Na szczęście Janathan uratował wszystkich przez swoje centrum muzyczne, bo kraken tańczył do muzyki Janathana, a nie słuchał koncertu zbója.
    Bardzo podoba mi się ten film. Jestem wielkim fanem filmów "Hotel Transylwania". Zachęcam cię, abyś obejrzał tę serię od pierwszej do trzeciej części. Są tam elementy wartkiej akcji, piękna muzyka i niezwykłe  efekty specjalne.  
                        

Dominika Kledzik
Prototyp

Ludzie już podczas pierwszych nieśmiałych spojrzeń nanieśli na boty stereotyp podporządkowanych pod ich wolę maszyn. Spoglądając w nienaturalnie zabarwione tęczówki, widzieli stos kabli, mechanicznych układów i kilka litrów płynącego w syntetycznych żyłach błękitnego oleju. Zaraz po tym, jak pierwszy z masowo produkowanych modeli opuścił taśmę produkcyjną, reklamowano go jako idealną pomoc we wszystkim, czego nie lubisz, bądź nie potrafisz wykonać samodzielnie. Minęło kilka, policzalnych na palcach jednej ręki lat, nim w 2084 roku prawie żaden człowiek nie potrafił sobie już wyobrazić życia bez lokaja, kucharki, sprzątacza, a nawet łóżkowego kochanka w postaci zintegrowanego gąszczu elektroniki. Tylko nieliczni mieli świadomość o brudnym sekrecie spoczywającym gdzieś w głębi tych wszystkich bezmyślnych, a jednocześnie piekielnie inteligentnych tworów.

Głos o ledwie słyszalnym elektronicznym brzmieniu, pozbawiony krzty emocji sprawił, że jasnowłosa młoda kobieta stojąca nieopodal sklepowej lady w jednej z wielu świecących neonami restauracji, została gwałtownie wyrwana z całkowicie pochłaniającego ją zamyślenia.

— Słucham? — zapytała z roztargnieniem, poprawiając okulary na pokrytym piegami nosie.

Kliknij tu i czytaj dalej.


Jakub Hamowski, recenzja filmu "Matrix"

W ostatnim czasie miałem okazję obejrzeć najnowszą część kultowej serii Matrix, która jest odtwarzana w kinach, w reżyserii Lany Wachowski. Seria składa się z filmów typu science-fiction, znanych praktycznie każdemu. Gdy słyszymy tytuł, do głowy przychodzi nam realizacja sprzed 20 lat. Część poprzedzająca tę, która dopiero wyszła do kin, powstała 19 lat temu, w roku 2003 i nosiła tytuł "Matrix - rewolucje".
Kontynuacja serii może budzić kontrowersje i zapewne nie wszystkim się spodoba. Między innymi dlatego, że została zrobiona po długiej przerwie, w czasie której rozwinęła się kinematografia. Dziś reżyserzy mają większe możliwości, np. związane z efektami specjalnymi. Kliknij tu i czytaj dalej.

Helena Radziejewska
Takiej Wigilii jeszcze nie było

Na Olimpie zbliżał się wieczór. Zeus powoli robił się coraz bardziej zdenerwowany. Nie, żeby kogoś to zdziwiło.
- Dlaczego wy wszyscy macie takie dobre humory? Przecież jest taki okropny dzień! Nie stało się dziś nic dramatycznego! Jak możecie się cieszyć! - krzyczał.
- Jak to nie stało się nic złego? - powiedziała Hera - Przecież jest Wigilia! W takie dni zdarza się tyle złych rzeczy! Nawet nie wiesz, ile jedzenia się marnuje!
To od razu poprawiło humor Zeusa. Zamęt był w jego guście. Ale zmarnowane jedzenie nie jest w stanie poprawić mu humoru na dłuższy czas. Trzeba wprowadzić jeszcze więcej nieszczęść! - pomyślał.
Był tylko jeden problem. Jakie nieszczęścia można zrobić w Wigilię? Kliknij tu i czytaj dalej.
Nicola Sosnowska
Kłótnia
Gdy Ann wyszła z domu, Andrew pomyślał: „Na pewno wróci za jakieś dziesięć minut”.
Jednak dziewczynka nie wracała już pół godziny. Chłopak zmartwił się. Ubrał się bardzo ciepło i wyszedł poszukać ją w okolicach domu i w ogrodzie, jednak jej tam nie było. Martwił się coraz bardziej. Jego siostra nigdy nie oddalała się od domu tak daleko. Poszedł to sąsiadów. Byli zamożniejsi od niego, ale nie zwracali na to uwagi i przyjaźnili się z uczynnym chłopakiem. Teraz wszyscy poszli szukać dziewczynki. Szukali długo. Zrobiło się już dawno ciemno, a oni nadal jej nie znaleźli. Kliknij tu i czytaj dalej.




Nicola Sosnowska
"Przeszłość"

Jedno smocze jajko, szklanka mąki, czekolada i poł litra mleka. Nilo znał już ten przepis na pamięć. Przygotowywał go zawsze, kiedy przychodziła do niego jego elfia przyjaciółka - Zerira. Wystarczyło jeszcze tylko wstawić ciasto do pieca na dziesięć minut. Chłopak zaczął nakrywać stół. Stały już na nim kolorowe, wonne kwiaty w glinianym wazonie. Nilo dołożył porcelanowe talerze, tak samo blade jak jego cera. Na środku umieścił imbryk z zaparzoną zieloną herbatą. Wtem usłyszał pukanie do drzwi, więc pospiesznie wpuścił przybysza do środka. Tak jak się spodziewał, była to Zerira. Dziewczyna postanowiła ubrać się w luźną, wzorzystą sukienkę oraz skórzaną, cienką kurtkę. Elfka przywitała się z przyjacielem i zajęła przygotowane dla niej miejsce. Chłopak pokroił słodki wypiek. Zaczął nalewać herbatę do filiżanek. Nagle usłyszał, jak zawiasy drzwi się wyłamały. Do środka weszła straż królewska.
– Panie Nilo, zostaje pan aresztowany - odezwał się gburowato jeden z mężczyzn. Kliknij tu i czytaj dalej.


Helena Radziejewska
"Córeczka mamusi"

Minęło 6 godzin od sytuacji z policjantem. Mama powinna być już w domu. Ale ona czasem się spóźnia. Nie powinnam się martwić. Przecież to moja dzielna mama. Ona zawsze daje radę. A jednak coś nie daje mi spokoju. Przez cały ten czas czuję się nieswojo.
W kuchni na lodówce stoi sporej wielkości karton. Mama ciągle powtarza, że to jej ''prywatny'' karton i nie mam do niego zaglądać. Przez całe moje 12 lat życia nie czułam potrzeby zaglądania tam. Ale teraz czuję, że tam może być coś, co wyjaśni mi, co się tu dzieje.
Przyciągam do siebie krzesło i zdejmuję pudło. Jest cięższe niż myślałam. Nagle grawitacja postanowiła o sobie przypomnieć. Krzesło poleciało w prawo, a ja uderzyłam się o kant stołu. Na szczęście nic mi się nie stało. Otworzyłam karton...  Kliknij tu i czytaj dalej.


Nicola Sosnowska
 „Bohater”

   Pewnego razu w wielkim lesie, na małej polance nagle rozległ się pisk zwierzęcia. Poszłam w stronę hałasu. Zauważyłam odjeżdżający z piskiem samochód. Przy drzewie leżał przywiązany starym sznurem biedny, wychudzony piesek. Od razu do niego podbiegłam, odwiązałam sznur i wzięłam go do koszyka na moim rowerze. Jeszcze się tam mieścił, bo był szczeniakiem. Gdy dojechałam do miasta, szybko ruszyłam w stronę weterynarza.
(czytaj dalej)


 
Jakub Hamowski
"Noelka"

  Ostatnio bardzo zaintrygowała mnie książka pod tytułem “Noelka” napisana przez Małgorzatę Musierowicz. Autorka jest współczesną pisarką tworzącą głównie dla dzieci i młodzieży. Dzieło to część cyklu powieściowego “Jeżycjada”. “Noelka” to lektura uzupełniająca.
    W powieści śledzimy dzieje osieroconej przez matkę Elki, która jest nastolatką, ma 17 lat i trudny charakter. Historia toczy się w dniu Wigilii Bożego Narodzenia.
   Książka ukazuje  problemy ludzi w różnym wieku. Z pewnością bohaterce brakuje matki. Zapracowany ojciec nie potrafił wychować córki tak, jak zrobiłaby to jego żona. Opiekę nad zadziorną dziewczyną sprawował dziadek Metody i jego brat. W powieści  jest mowa również o Gabrysi Borejko, która pojawiła się już w jednej z książek z tej serii -  “Kwiat kalafiora”. Warto przyjrzeć się również opisanym w twórczości Musierowicz  problemach starszych ludzi. (kliknij tu i czytaj dalej)


Sukces Marceliny Jeszke
Marcelina Jeszke została wicemistrzynią Pięknego Czytania Grodu nad Brdą - konkursu im. Kazimierza Hoffmana w Bydgoszczy. Aby zdobyć ten zaszczytny tytuł, wygrała nasze eliminacje szkolne oraz zakwalifikowała się do rundy finałowej w Bydgoszczy (Kujawsko-Pomorskie Centrum Kultury). Gratulujemy!


Nicola Sosnowska
"Magiczny lis"
           
Działo się to w małym miasteczku. Za niewysokim wzgórzem, ukrytym w parku, rozciągała się biała równina, grubo pokryta puszystym śniegiem.
Pod łapkami rudego jak jesienne liście lisa skrzypiał śnieg. Alice obserwowała go nieustannie. Tego jednak dnia jakiś nagły impuls sprawił, że postanowiła iść za nim. Oczywiście wiedziała, iż musi iść dość daleko od niego, ponieważ mógłby ją usłyszeć i się spłoszyć. Zwierzę przeszło pod świerkami, po czym dziewczyna zobaczyła coś niezwykłego. Uderzyła ją nagła fala przyciągających zapachów i dźwięków. Ujrzała jarmark, jakby świętowanie czegoś. Nie zobaczyła tu jednak ludzi, lecz magiczne stworzenia: elfy, centaury, wróżki. Postanowiła iść dalej za lisem, ale nigdzie go już nie było. Wszyscy byli ubrani w piękne stroje, takie jakie Alice wyobrażała sobie, czytając książki z gatunku fantasy. Zawsze marzyła o spotkaniu z elfem lub innym magicznym stworzeniem. A tu nadarzyła się taka okazja! Postanowiła podejść do jednej z elfek.
- Przepraszam, co tu świętujecie? - spytała dziewczynka.
Elfka spojrzała na nią ze zdziwieniem, następnie cicho powiedziała:
- Chodź za mną. (kliknij tu i czytaj dalej)


Marianna Wegner
 "Spotkanie ze Świętym Mikołajem"
-  Maja! Czy to, to, to on? - szepnęła przestraszona Iga.
-  Jeśli chodzi ci o św. Mikołaja z długą białą brodą i wielkim czerwonym brzuchem, TO TAK! - odszeptałam jej.
-  TO PRZECIEŻ NIEMOŻLIWE!!! - krzyknęła Iga.
-    Owszem możliwe, HO, HO ,HO - powiedział św. Mikołaj.
    W tym momencie wiedziałam że to musi być on, więc wyszłam ze schowka prosto przed kominek. TAK, to był on, miał przy sobie wielki wór prezentów!! Zawsze zastanawiałam się, jak one wszystkie się tam mieszczą, skoro dzieci na świecie jest po kilka milionów. Nie musiałam się nawet o to pytać, ponieważ Mikołaj sam nam wszystko opowiedział.
-  Słuchajcie dziewczynki, nie musicie się mnie bać, mówię to bardziej do ciebie, Iga! - powiedział św.Mikołaj.
-  Ja się ciebie wcale nie boję - odpowiedziała Iga.
-  Cieszę się , ale jest sprawa … Potrzebuję waszej pomocy!
Kliknij tu i czytaj dalej.

 Oliwier Mróz
"Wigilijna przygoda"
Był piękny, zimowy dzień. Śnieg delikatnie prószył, a mroźne powietrze i szadź osadzona na drzewach sprawiała wrażenie, że znajduję się w jakimś bajkowym świecie. Szedłem powoli,  jakbym bał się, że się obudzę i wszystko po prostu zniknie.
         Idąc tak dalej, zobaczyłem w oddali jakieś zwierzę leżące na śniegu. Kiedy podszedłem bliżej, okazało się, że to sarenka, która wpadła w sidła zastawione przez jakiegoś kłusownika. Najgorsze było to, że obok niej stała mała sarenka, a w sidłach uwięziona to była jej matka. Obie spojrzały na mnie przerażonym wzrokiem. Pomyślałem sobie, jak można być tak okrutnym w stosunku do zwierząt!
- Spokojnie, nie bójcie się!- powiedziałem - postaram się wam pomóc.
Kliknij tu i czytaj dalej.

Mikołaj Bednarski
 "Święta jak dawniej"
-  A więc jednak przyszedłeś - powiedziałem.
-  Przemyślałem to, co mówiłeś i postanowiłem wziąć się w garść. Minęły już cztery lata od śmierci babci i chyba nadszedł już czas, aby wrócić wreszcie do życia. Babcia by tego chciała.
  -    Dziadku, ona zawsze będzie z nami w naszych sercach - odparłem, ściskając jego dłoń. Życie płynie dalej, czas zakończyć żałobę i znowu zacząć się śmiać - popatrzyłem na niego z radością.
-    Chodź, wszyscy na ciebie czekają - powiedziałem.
Weszliśmy do pokoju, na twarzach gości pojawił się uśmiech i szczęście, że dziadek przyszedł na Wigilię. Podzieliliśmy się opłatkiem i zasiedliśmy do kolacji. Było jak kiedyś: hałas, gwar, szczęście na twarzach najbliższy. Widziałem uśmiech mamy, taty i dziadka, ich błyszczące z radości oczy - zupełnie jak kiedyś, gdy żyła jeszcze babcia. Zrozumiałem wtedy, że był to najpiękniejszy Gwiazdkowy prezent dla wszystkich. W święta nie liczą się prezenty, lecz czas spędzony z najbliższymi, ponieważ nikt z nas nie wie, ile jeszcze nam go zostało.
Kliknij tu i czytaj dalej.
 

Antonina Wojtczak
"Czekać wieki"
Lekki wiatr cicho świszczał przez uchylone okno w pokoju Marysi. Dziewczynka jak zawsze o tej porze przygotowywała się do wyjścia na krótki spacer, aby odizolować się od szarego i ponurego bloku w którym mieszkała. Uwielbiała bowiem jesienne barwy w pobliskim parku. Znajdowało się tam wiele różnorakich drzew, dzięki czemu krajobrazy malujące się wieczorami nie były często spotykane.
    Dziewczynka, gdy tylko skończyła swoje przygotowania, ubrała ciepły płaszcz i wybiegła z mieszkania, aby cieszyć się świeżym powietrzem. Czuła, że to będzie jeden z lepszych spacerów, ze względu na wspaniałą pogodę.
Wiatr lekko rozwiewał kasztanowe włosy dziewczynki, a chłodne powietrze lekko zaczerwieniło jej delikatne policzki. Jej oczom ukazały się długie schody prowadzące do parku. Jedyną osobą, która wchodziła na nie poza Marysią, był często widywany w tym miejscu starszy Pan. Tego wieczoru wydawał się jednak jakiś inny. Był bardzo wyczerpany. Mogło być to spowodowane codziennym wchodzeniem na samą górę tych schodów.  Kliknij tu i czytaj dalej.


fot. Oliwier Mróz kliknij

Nicola Sosnowska
"Obyczaje słowiańskie"

W okresie bożonarodzeniowym świętowano hucznie Szczodre Gody, związane z zimowym przesileniem. Świętowane było zwycięstwo jasności nad ciemnością (w końcu od przesilenia zimowego dnie stają się dłuższe, prawda?).
Jednym ze zwyczajów, które wywodzą się z tych obchodów, jest dodatkowe puste miejsce przy stole. Możecie kojarzyć powody tej tradycji: zbłąkany wędrowiec lub członkowie rodziny, z którymi nie mamy przyjemności spędzić świąt. Ta druga idea powiązana jest właśnie ze Szczodrymi Godami. W tym czasie zmarli przodkowie rodziny mieli możliwość łączności z naszym światem, dodatkowe nakrycie stołu było więc symbolem jednoczenia się rodu.
Charakterystycznym elementem kojarzącą się z Bożym Narodzeniem jest choinka. Jej odpowiednikami mogą być tzw. diduch lub podłaźniczka. Zajmijmy się może najpierw pierwszym pojęciem. Diduch był niczym innym, jak pierwszym ściętym w minionym roku snopkiem zboża. Również symbolizował zmarłych członków rodziny, lecz oprócz tego odstraszał złe moce i był swoistą wróżbą urodzaju w nadchodzącym roku. Podłaźniczka natomiast to odcięta część sosny, jodły i świerku. Wieszana pod sufitem, symbolizowała odradzające się, niekończące życie. Przystrajana była np. jabłkami, orzechami czy świeczkami.
 Z czasem podłaźniczka wyparta została przez germańską choinkę. Kliknij tu i czytaj dalej.



Marcelina Jeszke
"Dawno się tak nie bawiłam"

– W tym roku wakacje muszą być najlepsze ze wszystkich, więc jadę na obóz - powiedziałam mamie, rozpoczynając wakacje
– To niezły pomysł, ale na jaki obóz? – zapytała mama
– Ostatnio słyszałam, że w naszej stajni są organizowane obozy jeździeckie i pomyślałam, że to właśnie tam chcę jechać.
– Jeśli chcesz, to mogę cię zapisać.
– Tak! -  krzyknęłam z radością.
   Akurat tak się złożyło, że były dwa wolne miejsca dla mnie i mojej siostry, więc mama od razu nas zapisała i pozostało tylko czekać, aż nadejdzie czas wyjazdu.
   Nie zdążyłyśmy się nawet obejrzeć, a była już pora wyjeżdżać.  Byłam bardzo szczęśliwa i podekscytowana, że poznam nowe koleżanki i nauczę się nowych rzeczy – tak jak myślałam, tak się też stało. Kiedy dojechałyśmy, pani opowiedziała nam, co będziemy robić, przydzieliła nam konie, którymi miałyśmy się opiekować na czas pobytu na kolonii i dała nam pierwsze zadanie do wykonania.
– Dziewczynki, teraz nauczycie się myć sprzęt do jazdy konnej – powiedziała. Kliknij tu i czytaj dalej.


Martyna Najdowska
"Okrutne Auschwitz"
Było jeszcze ciemno, gdy otworzyłam oczy, obserwując, czy wszystko jest na swoim miejscu. Kiedy upewniłam się, że wszystko jest dobrze, ruszyłam do łazienki, by przygotować się do pracy. Pracuję jako przedszkolanka w pobliskim przedszkolu. Praca z dziećmi wydaje się prosta, lecz wcale tak nie jest. Odkąd w Polsce panuje wojna, dzieci boją się zostawać bez rodziców. Trudno uspokoić takie maleństwo, lecz jakoś dajemy radę. Dobrze, że Urszulka jest spokojna. Od samego początku uczyliśmy ją, aby się nie bała, bo nam nic się nie stanie. Kiedy się już ubrałam i związałam włosy, przeszłam do pokoju córeczki, aby ją obudzić.
 - Urszulko, budzimy się, musimy iść do szkoły - obudziłam dziewczynkę.
 - A mogę dziś nie iść? – zapytała.
 - Słońce, a kto by z tobą został?
 - To racja, musiałbym być sama. Dobrze, w takim razie już wstaję - odpowiedziała z uśmiechem.
Kliknij tu i czytaj dalej.



Pomnik: Wojtek - miś adoptowany przez żołnierzy 22 kompanii zaopatrywania artylerii w 2. Korpusie Polskim

Martyna Najdowska
"Reportaż z wycieczki"
  Zwiedzanie zaczęliśmy od miejscowości, w której urodził się i dorastał Józef Wybicki, czyli Będomina, gdzie znajduje się Muzeum Hymnu Narodowego. Józef Wybicki był autorem tekstu "Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, który znakomicie sprawdza się jako hymn narodowy Polski pod tytułem "Mazurek Dąbrowskiego".
   Zwiedziliśmy rezydencję poety, która przybliżyła nam czasy, kiedy w Polsce panowały czasy zaborów. Dworek był koloru białego, wokół domu rosną zabytkowe dęby, piękne kwiaty, różnego rodzaju drzewa. Nieopodal widać ławeczki, na których można usiąść i godzinami podziwiać cudny krajobraz pobliskiego lasu i dworu.
   Gdy weszliśmy do wnętrza, ujrzeliśmy piękny, starodawny salon. Znajdowała się w nim urokliwa sofa, po bokach znalazły się dwa fotele, a na środku umieszczono stolik kawowy, który stał na cudnym, starym dywanie. W pomieszczeniu znalazła się również komoda, na której stoi kunsztowna, porcelanowa zastawa, z niebieskim zdobieniem. Był również kominek, szafka z różnego rodzaju przedmiotami oraz największy eksponat,  zapierające dech w piersiach pianino.
Kliknij tu i czytaj dalej.
Zdjęcia z wycieczki - oglądaj.



Rys. Mikołaj Bednarski,Konkurs na ilustrację do książki. Kliknij tu.





Tylko u nas artystyczne zdjęcia Weroniki Pilarskiej.
 Kliknij i obejrzyj galerię.

Kuba Hamowski
"Miasto 44"
     “Miasto 44” to film odzwierciedlający okres II wojny światowej w Polsce, w reżyserii Jana Komasy. Jego tematyką jest powstanie warszawskie. Warto zauważyć, że w celu wiarygodnego odtworzenia tamtych czasów rozmawiano z osobami, które brały w nim udział lub mieszkały w okupowanym mieście.
     Przy produkcji filmu brało udział wielu aktorów. Na casting zgłosiło się około 7 tysięcy chętnych. Starano się dać szansę nieznanym dotąd większej liczbie publiczności. W filmie występowało wielu ludzi. W główne role wcielili się: Józef Pawłowski - Stefan Zawadzki, Zofia Wichłacz - Alicja “Biedronka”, miłość Stefana, sanitariuszka. Postacie drugoplanowe to m.in.: Anna Próchniak - Kama, Antoni Królikowski - przyjaciel głównego bohatera “Beksa” i Maurycy Popiel - “Góral”. Kliknij tu i czytaj dalej.




fot. Nina Irza, kliknij tu i oglądaj więcej  

Anna Pokojska 
Recenzja książki „Marsjanin”
   Science fiction to, moim zdaniem, jeden z najciekawszych gatunków literackivch. Autorzy w bardzo ciekawy sposób potrafią pokazać nam swój pogląd na to, jak może wyglądać świat w przyszłości. Bardzo często w powieściach tego typu czytamy o podróżach międzyplanetarnych, kolonizacji innych planet. Książka amerykańskiego autora Andy’ego Weira pt. „Marsjanin” przedstawia nam właśnie takie motywy.
   Był to debiut autora, który w 2011 roku wydał powieść nakładem własnym. W Polsce ukazała się w 2014. Na jej podstawie powstał film w reżserii Ridleya Scotta, a odtwórcą głównej roli był Matt Damon.
Na tę powieść natrafiłam przypadkiem, przeglądając księgarnię internetową. Zaintrygował mnie jej opis i od tego czasu bardzo chciałam ją przeczytać. Nie pożałowałam tej decyzji.
   Głównym bohaterem jest Mark Watney, astronauta, botanik i inżynier mechanik. Bierze on udział w misji Ares 3, która ma na celu zbadanie Marsa. W wyniku serii niefortunnych zdarzeń i pomyłki reszty załogi, Watney zostaje sam na Czerwonej Planecie. Mężczyzna rozpoczyna desperacką walkę o przetrwanie, mając na uwadze to, że każdy dzień może być jego ostatnim, a on sam może być pierwszym człowiekiem, który umarł na Marsie. Z całych sił pragnie choć najmniejszego kontaktu z NASA, ale nie jest nawet świadomy, że organizacja obserwuje go od dłuższego czasu i usiłuje znaleźć sposób na uratowanie astronauty, zanim skończą mu się zapasy tlenu i żywności.
    Powieść w większej części jest pisana w formie dziennika. Watney w żartobliwy sposób przedstawia wydarzenia, dziejące się na Czerwonej Planecie. Ma świadomość, że kiedyś jego zapiski mogą trafić w ręce ludzi, ale nie szczędzi czasami dość ostrych słów (najczęściej pod adresem znienawidzonego Marsa). Ja, podczas czytania powieści, czułam emocje, które mogły towarzyszyć Markowi, miałam wrażenie, że jest to relacja prawdziwego człowieka, opisującego autentyczne wydarzenia. Na późniejszych stronach forma zmienia się. Pojawia się narrator trzecioosobowy, który opisuje wydarzenia z siedziby misji Ares 3, czyli NASA. Wtedy te dwie formy zaczynają się przeplatać ze sobą.
Sytuacje opisane w książce, choć nieprawdziwe, są bardzo prawdopodobne. Autor nie pozostawia nic przypadkowi, każde działanie Watneya, które jest ściśle związane z nauką, zostaje wytłumaczone w miarę przystępny dla czytelnika sposób. Ponadto osoby, które rzeczywiście znają się na rzeczy, potwierdziły prawdopodobieństwo warstwy naukowej, występującej w książce. To sprawia, że podczas czytania powieści ma się wrażenie, jakby przedstawione wydarzenia miały miejsce naprawdę, tak jak wcześniej wspomniałam. 
   Oczywiście książka Weira nie skupia się tylko na próbie przetrwania bohatera na Marsie. W „Watneyowskim” dzienniku znajdziemy też jego przemyślenia na różne tematy i charakterystyczne dla niego dowcipy. Praktycznie każda sytuacja zostaje przez Marka obrócona w żart. Zdaje sobie sprawę ze swojego rozpaczliwego położenia, ale nadal potrafi z dumą myśleć o sobie, jako o pierwszym człowieku, który żyje na Marsie. Mężczyzna nie przebiera w środkach, jeśli chodzi o przetrwanie. Wykorzystuje każdy pomysł, który w choć najmniejszym stopniu może wydłużyć jego życie na Czerwonej Planecie i jak najbardziej odwlec swoją śmierć.
    Myślę, że „Marsjanin jest jak najbardziej godny polecenia. Fabuła „wciąga” już od samego początku. W zasadzie, powieść przedstawia raczej dość poważną sytuację, ale pozytywne nastawienie Marka Watneya często wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. W lekturze nie przeszkadzają naukowe opisy, wręcz przeciwnie. Polecam tę książkę każdemu miłośnikowi literatury science fiction, ale także temu, kto preferuje inne gatunki.


Bartosz Turek
"Kartka z pamiętnika Ani z Zielonego Wzgórza"

Drogi pamiętniku!

Jestem bardzo smutna. Tak chciałabym mieć rodzinę. Tyle razy się zawiodłam, byłam źle traktowana przez ludzi, którzy mnie adoptowali, a potem oddawali. Czy jestem taka zła, że nikt mnie nie chce? Wiem, że za dużo mówię i mam inne wady, ale pragnę mieć kogoś, kto by mnie kochał.
Dzisiaj dostałam informację, że będę adoptowana. Już sobie wyobrażam moich nowych rodziców. Kim są? Jak wyglądają? Czy mnie zaakceptują? Nie będę mogła zasnąć. Wiem tylko, że jest to rodzeństwo. Kolejny dzień, kolejne rozczarowanie?
Rano przyjechał po mnie starszy. Ma na imię Mateusz. Wygląda na bardzo miłego. Powiedział, że mieszkają na Zielonym Wzgórzu.
Przyjechaliśmy do mojego nowego domu. W progu przywitała mnie groźnym wzrokiem starsza pani. Zaraz poczułam, że jej się nie podobam. Zabrała Mateusza na bok i powiedziała, że miał przewieźć chłopca, a nie dziewczynkę. Zrobiło mi się smutno. Mój sen i nadzieja na nową rodzinę prysła jak mydlana bańka.
Przyrzekłam sobie że, będę się starała, aby mnie zostawili u siebie. Będę dla nich dobrą córką, bo nie chcę być już sama. 


Martyna Najdowska
"Magiczne święta Alicji"

Nadeszły święta. Na dworze było biało. Dzieci lepiły bałwany i uprawiały sporty zimowe. W domu Alicji było bardzo magicznie.  Rodzice pojechali po choinkę.  Kiedy przyjechali, powiedzieli   Alicji i jej siostrze Julii:
- Dzieci, ustroicie choinkę, a my pojedziemy na świąteczne zakupy, ponieważ za   2 godziny przyjedzie dziadek z babcią.
- Oczywiście, że ustroimy, będzie piękna jak zawsze.
Dziewczynki zabrały się do strojenia choinki. Ta choinka była przecudna. Miała taki  śliczny,  ciemnozielony kolor.  Nie można było się na nią napatrzeć  i tak ślicznie pachniała. Julia przyniosła łańcuchy, bombki, różnokolorowe lampki oraz gwiazdę betlejemską,  którą zawieszą  na choince rodzice.
- Alu, a jeśli przyjedzie babcia Ula i dziadek Paweł?  Przecież mama i tata nie pozwolili nam otwierać drzwi. To co my wtedy zrobimy?
- Spokojnie, Julko, przecież zapytamy się: kto tam?   Dziś jest Boże Narodzenie,  jest magiczna atmosfera JEST SUPER!
- No dobrze, bo już się bałam, że kogoś obcego wpuścimy jako naszego członka rodziny.
- Dobrze, teraz ubieramy choinkę, bo jak przyjdą babcia i dziadek, to będziemy stroić z nimi dom.
Dziewczynki przystroiły choinkę w mgnieniu oka. Była piękna, cudowna, wytworna, aż braknie słów podziwu. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. (kliknij tu i czytaj dalej)


Bartosz Turek
"Kartka z pamiętnika Ani z Zielonego Wzgórza"

Drogi pamiętniku!

Jestem bardzo smutna. Tak chciałabym mieć rodzinę. Tyle razy się zawiodłam, byłam źle traktowana przez ludzi, którzy mnie adoptowali, a potem oddawali. Czy jestem taka zła, że nikt mnie nie chce? Wiem, że za dużo mówię i mam inne wady, ale pragnę mieć kogoś, kto by mnie kochał.
Dzisiaj dostałam informację, że będę adoptowana. Już sobie wyobrażam moich nowych rodziców. Kim są? Jak wyglądają? Czy mnie zaakceptują? Nie będę mogła zasnąć. Wiem tylko, że jest to rodzeństwo. Kolejny dzień, kolejne rozczarowanie?
Rano przyjechał po mnie starszy. Ma na imię Mateusz. Wygląda na bardzo miłego. Powiedział, że mieszkają na Zielonym Wzgórzu.
Przyjechaliśmy do mojego nowego domu. W progu przywitała mnie groźnym wzrokiem starsza pani. Zaraz poczułam, że jej się nie podobam. Zabrała Mateusza na bok i powiedziała, że miał przewieźć chłopca, a nie dziewczynkę. Zrobiło mi się smutno. Mój sen i nadzieja na nową rodzinę prysła jak mydlana bańka.
Przyrzekłam sobie że, będę się starała, aby mnie zostawili u siebie. Będę dla nich dobrą córką, bo nie chcę być już sama. 

Martyna Najdowska
"Magiczne święta Alicji"

Nadeszły święta. Na dworze było biało. Dzieci lepiły bałwany i uprawiały sporty zimowe. W domu Alicji było bardzo magicznie.  Rodzice pojechali po choinkę.  Kiedy przyjechali, powiedzieli   Alicji i jej siostrze Julii:
- Dzieci, ustroicie choinkę, a my pojedziemy na świąteczne zakupy, ponieważ za   2 godziny przyjedzie dziadek z babcią.
- Oczywiście, że ustroimy, będzie piękna jak zawsze.
Dziewczynki zabrały się do strojenia choinki. Ta choinka była przecudna. Miała taki  śliczny,  ciemnozielony kolor.  Nie można było się na nią napatrzeć  i tak ślicznie pachniała. Julia przyniosła łańcuchy, bombki, różnokolorowe lampki oraz gwiazdę betlejemską,  którą zawieszą  na choince rodzice.
- Alu, a jeśli przyjedzie babcia Ula i dziadek Paweł?  Przecież mama i tata nie pozwolili nam otwierać drzwi. To co my wtedy zrobimy?
- Spokojnie, Julko, przecież zapytamy się: kto tam?   Dziś jest Boże Narodzenie,  jest magiczna atmosfera JEST SUPER!
- No dobrze, bo już się bałam, że kogoś obcego wpuścimy jako naszego członka rodziny.
- Dobrze, teraz ubieramy choinkę, bo jak przyjdą babcia i dziadek, to będziemy stroić z nimi dom.
Dziewczynki przystroiły choinkę w mgnieniu oka. Była piękna, cudowna, wytworna, aż braknie słów podziwu. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. (kliknij tu i czytaj dalej)



Nicola Sosnowska
„Piękny jesienny krajobraz”

Z okna mojego domu widzę jesienny, pochmurny, wiejski krajobraz.
Na pierwszym planie widnieją wielokolorowy krzew oraz drzewo - leszczyna. Nieco dalej po lewej stronie stoi samotnie drzewko bez liści. Obok leszczyny spostrzegłam średniej wielkości skrzynkę, prawdopodobnie kompostownik. Po prawej stronie umiejscowione jest poletko, a przy nim wiadro.
Teren jest płaski. Na drugim planie jest zaorane, szarobrązowe pole, za nim drugie, intensywnie zielone. W tle widać zarys miasta. W oddali można zauważyć asfalt i duże drzewo ogołocone z wszelkich liści.
W tym krajobrazie dominują odcienie: szarości, brązu, żółci. Lekką uwagę przykuwa neonowo żółty krzak, natomiast największą - energicznie żywa trawa rozpościerająca się po całej płaszczyźnie. Gdzieniegdzie ukazują się błękitno - fioletowe kwiaty. Wszędzie porozrzucane są liście oderwane z drzew przez wiatr.
Lekka mgła unosząca się w powietrzu wprawia to miejsce w tajemniczy nastrój. Myślę, że to idealna sceneria do jesiennych zdjęć.


Nicola Sosnowska
"Magiczne łzy
"

         Emilia ma dziesięć lat. Niestety, miesiąc temu zmarła jej mama. Jej imię  brzmiało Małgorzata, miała wypadek samochodowy. Emilka była zrozpaczona. Nie mogła pogodzić się ze śmiercią matki. Ciągle siedziała w swoim pokoju i płakała. Nie chciała nawet jeść. Wtedy dziewczynka zrozumiała, że musi wziąć się w garść. Żeby nie myśleć o tym smutnym wydarzeniu, zaczęła czytać książki. Cały czas siedziała w ogrodzie zamyślona oraz zaczytana. Pewnego dnia po szkole Emilia poszła do biblioteki, mając nadzieję, że znajdzie jakiś ciekawy utwór. Zaczęła szukać, ale nic nie mogła znaleźć, aż zauważyła książkę pt. ''Zaklęcia panny Twix''. Wypożyczyła ją. Gdy przyszła do domu, rzuciła swój plecak w kąt, położyła się na łóżku i zaczęła czytać spis treści.
(czytaj dalej)


Nicola Sosnowska
 „Zaginiony list”

Detektyw William Barklem jak zwykle siedział w swoim kraciastym fotelu i palił fajkę. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył je i zobaczył jakąś kobietę. Ubrana była w skórzany płaszcz, czarne buty oraz okulary przeciwsłoneczne ,chociaż wcale nie świeciło słońce.
- Co panią do mnie sprowadza? - Zapytał detektyw.
- Chciałabym odnaleźć mój list. Wiem, dziwnie to zabrzmiało, ale ten list jest dla mnie ważny. Wczoraj wróciłam z pracy i już go nie było.
- Zrobię, co w mojej mocy, by go odnaleźć.
(czytaj dalej)


Marcerlina Jeszke
"Aloes"
  
Aloes,
Czyż nie nim właśnie jesteśmy,
Tacy twardzi na zewnątrz, a w środku delikatni,
Niczym pióra,
Niczym jedwabna poduszka


Taki aloes niby zwykła roślina,
Niby tylko grube, zielone, mieczowate liście,
Lecz jednak skrywa w sobie tę delikatność


Nam, ludziom brakuje takiej delikatności,
Nie potrafimy zachować gracji, takiej jaką ma aloes,
Nie rozkwitamy coraz bardziej,
Stajemy się starsi i mniej doskonali,
A z czasem całkowicie zanikamy, tak jak aloes


Martyna Najdowska 
 " Poranek"    
 
Czekam już drugi wiek za tobą.
Nikt mi ciebie nie zastąpił, czekałem, czekam i będę czekał.
Biały grudzień minął żwawo, styczeń również.
Rzeka ma kochana wyśpiewuje mi co noce, że gdzieś jesteś, zaraz wrócisz.
Lecz co mi po tym, jak Ty nawet nie chcesz wracać.
 
Nagle z rana słyszę kroki, widzę ciebie, patrzysz na mnie.
Patrzysz na mnie, a więc jesteś – odeszłaś, więc cię nie ma.
Twe oczy białe niczym śnieg, a twa dusza krwista z rozpaczy.
Widzę Ciebie - to mój czas, pora wstawać.

 


Julia Murawiec 
"Spotkanie z poetką"

29 XI 2018 r. w naszej szkolnej bibliotece odbyło się spotkanie z wyjątkowym gościem. Była nim znana poetka, autorka 7 tomików poetyckich, pani Małgorzata Szwedą. Wydarzenie miało na celu zapoznanie się z jej twórczością.
    Po krótkim wprowadzeniu na temat, kim jest i czym zajmuje się autorka, pani Małgorzata przystąpiła do czytania wybranych fragmentów ze swojego najnowszego tomiku poezji pt. „Między ustami”. Jego tematyka skupiona jest na kontaktach międzyludzkich i tym, co w życiu jest ważne, a co najważniejsze. Po zapoznaniu się z tekstem mieliśmy okazję zadać parę pytań naszemu specjalnemu gościowi. Dowiedzieliśmy się, o czym był pierwszy wiersz pani Małgorzaty, jak długo zajmuje jej napisanie jednego tekstu i skąd bierze na nie pomysły. Uzyskaliśmy też parę wskazówek na temat pisania, rozwijania własnej twórczości. Dowiedzieliśmy się też, skąd czerpać inspiracje na różne wypracowania.
    Godzina lekcyjna minęła nam bardzo szybko w miłej atmosferze. Myślę, że każdy z uczestników wyszedł ze spotkania z poszerzoną wiedzą na temat powstawania tekstu, tworzenia literatury. Mam nadzieję, że nasza klasa będzie miała jeszcze kiedyś okazję uczestniczyć w tego typu wydarzeniach.


Julia Murawiec, Jesienna zaduma

fot. Joanna Murawiec

  5 listopada 2017 roku w sali widowiskowo-sportowej w Mroczy odbyła się "Jesienna zaduma". Była to jubileuszowa, X edycja, pod tytułem "Ludzie, co to się porobiło".Prowadził ją znany mroczanin, satyryk Szymon Łątkowski.
  Na początku wystąpił mrotecki zespół "Big Band". Następnie czas umilili uczniowie naszego gimnazjum - Kamil Kolanowski, Julia Murawiec, Natalia Anioł, Sandra Żurek, Alicja Podlaszewska i Monika Rakowska, którzy przygotowywali się pod okiem pani Dagmary Rosińskiej. Później przyszedł czas na gwiazdy wieczoru - Renatę Zarębską oraz Marka Majewskiego.
  Tegoroczna jesienna zaduma odbyła się w bardzo miłej atmosferze. Wprowadziła gości w jesienny nastrój. Na pewno zapadnie w pamięć wszystkim, którzy w niej uczestniczyli,


Borys Długołęcki
Recenzja książki pt. ,,Stary człowiek i morze”
    Książka pt. „Stary człowiek i morze” autorstwa Ernesta Hemingway’a została wydana w 1952 roku. Autor został laureatem Nagrody Pulitzera za genialną powieść w 1953 roku oraz Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w roku 1954. Akcja książki rozgrywa się w XX wieku na Kubie, niedaleko Hawany. Najważniejszymi postaciami występującymi w tym opowiadaniu są Santiago - stary rybak oraz Manolin - kilkunastoletni chłopiec, przyjaciel starca.
     Problematyka poruszona w książce dotyczy między innymi samotności, starości i walki z przeciwnościami losu. Autor w opowiadaniu stara się nam przekazać, że nigdy nie wolno się poddać, że trzeba walczyć z życiowym pechem do samego końca.  Później wyrusza na ocean, gdzie stacza dramatyczną walkę z wielką rybą - marlinem. Chociaż wygrywa ten bój, nie udaje mu się ocalić zdobyczy przed żarłocznymi rekinami. Do domu wraca już tylko ze szkieletem złowionego olbrzyma. Jednak i taki dowód wystarcza, by ludzie zaczęli go znów podziwiać.
     Moim zdaniem, przewodnią myślą tego utworu jest zdanie: "Człowiek nie jest stworzony do klęski, człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać". Cytat ten nawiązuje do przebiegu połowu marlina. W tej walce można odczytać symboliczne znaczenie. Ma to  nam ukazać dążenie do wytyczonego  celu, pokonanie  przeciwności losu. Zdobycie tego, co sobie wymarzymy. Mamy w życiu postępować z wielką wiarą, że uda nam się osiągnąć swój cel. Właśnie dlatego poleciłbym każdemu przeczytać tę książkę w celu mobilizacji i zachęty do walki z trudnościami życiowymi.


Wakacje mijają tak szybko... Ale lato to także czas wytężonej pracy, by nie zabrakło chleba.   kliknij tu.










 


 


Kliknij na wybrany link:

 Antonina Wojtczak, Niby gwiazdy
Izabela Mróz, Ratujemy świat
Marianna Wegner, Pracowite święta
Oliwier Mróz, Sen
Izabela Mróz, Zimowa historia Harrego
Mikołaj Bednarski, Opowieść o bokserze
Cyprian Hamowski, Moja opowieść wigilijna
Martyna Najdowska, Świąteczna pomoc
Martyna Najdowska, Przyśnione święta
Marta Reimann, Święta bez cioci
Lena Piątkowska, Moja opowieść wigilijna
Mikołaj Bednarski, Święty Mikołaj naprawdę istnieje
Julian Gacka, Świąteczne obowiązki
Marcelina Jeszke, Dramat w ferie
Tymon Pokrzywka, Wskrzeszenie miłości
Nicola Sosnowska,  Recenzja książki „Felix, Net ..." 
Marta Reimann, Pomocna dłoń
Martyna Najdowska, Nicola Sosnowska, Wycieczka
Martyna Najdowska, Okrutne Auschwitz
Martyna Najdowska, Świat zmienia się z wiekiem
Mateusz Małkowski, Magiczne krzesło
Nicola Sosnowska, (Niby)Człowiek
Cyprian Hamowski, Recenzja filmu "Wieloryb"
Marcelina Jeszke, Ania ze Śnieżnego Wzgórza
Szymon Frydrychowicz, Nowy dom
Nicola Sosnowska, List do bohatera "Świtezianki"
Antonina Wojtczak, Magia Świąt
Sosnowska Nicola, Świąteczne spotkanie
Nicola Sosnowska, Świąteczna dystopia
Martyna Najdowska, XIX-wieczne święta
Marta Reimann, Tradycyjna Wigilia
Marianna Wegner, Spotkanie ze Świętym Mikołajem
Mikołaj Bednarski, Święta jak dawniej
Oliwier Mróz, Wigilijna przygoda
Nina Irza, Wymarzony wieczór
Konrad Różycki, Głos
Nicola Sosnowska, Almond - recenzja
Marcelina Jeszke, Jak nie stracić wiary w ludzi
Antonina Wojtczak, Czekać wieki
Marcelina Jeszke, Co, gdyby było inaczej?
Oliwier Mróz, Przygoda w zamku
Nicola Sosnowska, Obyczaje słowiańskie
Oliwier Mróz, Wakacyjny szczupak
Marcelina Jeszke, Dawno się tak nie bawiłam
Maja Kleparska, Oskar i pani Róża - recenzja
Cyprian Hamowski, Tuczarnia motyli - recenzja
Jakub Hamowski, Finał Ligi Mistrzów UEFA
Wywiad z panią Natalią Ziółkowską - Biblioteka Miejska
Martyna Najdowska, Dobre slowa na start
Martyna Najdowska, Magiczna planeta
Dominika Kledzik, Prototyp (nagroda - konkurs zewnętrzny)
Jakub Hamowski, Ćwiczenia
Nicola Sosnowska, Pan z autobusu
Martyna Najdowska, Najciekawsza książka
Laila Jasińska, Wiersze
Nicola Sosnowska. Magiczny lis
Helena Radziejewska, Apollo w Las Vegas
Bartosz Turek, Kartka z pamiętnka Ani Shirley
Jakub Hamowski, Noelka
Marcelina Jeszke, Przyjaźń na zawsze
Laila Jasińska, Serce w uścisku
Nicola Sosnowska, Świąteczny przyjaciel
Laila Jasińska, Niechciany prezent
Nicola Sosnowska, Wycieczka nad Rokitkę
Laila Jasińska, Dzieciątko
Nicola Sosnowska, Szmaragdowe oczy
Nicola Sosnowska, Wiersze
Laila Jasińska, Szał monet
Gabriel Splitt, Marzenie
Martyna Najdowska, Cudowny wieczór Alicji
Oliwier Mróz, Trudny rok szkolny
Te filmy trzeba obejrzeć - nasze recenzje
Jakub Hamowski, Portal
List do Roberta Lewandowskiego
Laila Jasińska, Mały wielki przyjaciel
Laila Jasińska, Kraina orła
Laila Jasińska, Zasady zdrowego trybu życia
Jakub Hamowski, Prometeusz - dawca miłości
Nicola Sosnowska, Pax
Gabriel Splitt, Przygody Gabrysia
Michał Splitt, List do Przyjaciół
Nicola Sosnowska, Magiczne łzy
Laila Jasińska, Recenzja spektaklu
Gabriel Splitt, List
Laila Jasińska, Trudna wiosna w Mroczy
Laila Jasińska, Spełnione marzenia
Marcelina Jeszke, Przygoda Ajsze
Juia Guza, Cudowna podróż
Patryk Warczak, Walka ze smokiem
Ola Kowalska, Widok z mojego okna
Jassica Pacholska, Moja przyjaciółka


Kliknij na wybrany link:
Oliwier Mróz, Już prawie lato...
Konrad Różycki, Galeria wiosenna
Jagoda Jagodzińska, Mrocza w obiektywie
Zuzanna Szymańska, Kwiaty lata
Iza Mróz, Majowe krajobrazy, 2024 r.
Aleksandra Nowak, Majowy spacer - 2024 r.
Ola Rosa, Wiosna 2024 r.
Jagoda Jagodzińska, wiosenne pejzaże 2024
Zuzanna Szymańska, Piękna wiosna, maj 2024
Marcelina Jeszke, Piękno nad nami
Oliwier Mróz, Kwicień 2024
Amelia Klimek, Wiosna 2024
Zuzanna Szymańska, Początek wiosny 2024 r.
Eliza Zglińska, Zima trzyma - styczeń 2024 r.
Oliwier Mróz, Wigilia 2023 r.
Amelia Klimek, Obrazy grudnia 2023 r.
Oliwier Mróz, Jesień 2023
Wycieczka do Szwajcarii Kaszubskiej
Konkurs na najładniejszą ilustrację do lektury
Ola Rosa
Zuzanna Szymanska, Kwiaty wiosny i lata
Oliwier Mróz, Wiosenne niebo
Nicola Sosnowska, Wiosna 2023
Oliwier Mróz, Maj 2023, Piękna wiosna
Zuzanna Szymańska
Oliwier Mróz, Pożegnanie zimy 2022
Nina Irza (2)
Nina Irza, Pejzaże
Oliwier Mróz, Grudzień 2022 r.
Oliwier Mróz, Jesień 2022 r.
Oliwier Mróz, Grudzień 2021 r.

Natalia Tymińska, To był piękny dzień
Szymon Stasinowski, Być młodym...
Anna Pokojska, Śladami naszego Patrona
Paweł Majcher, Piękno życia
Natalia Anioł, Bolesna rzeczywistość
Maksymilian Sampławski, seria Zwiadowcy
Kinga Marach, Tragedia rodziny
Kinga Marach, Pies - przyjaciel człowieka
Kinga Marach, Warto mieć marzenia
Małgorzata Skowronek, Akcja
Natalia Tymińska, Breezepelt - bohater sagi "Wojownicy"
Helenka Radziejewska, Odkrycie 
Julia Murawiec. Z książki na wielki ekran
Malwina Krawczyk, Tajemnicza mgła
Natalia Anioł, Album świąteczny
Sandra  Żurek, Warto pomagać
Paweł Majcher, O tym, który nie obchodził świąt
Monika Rakowska, Otwarte drzwi
Marta Kałas, Wigilia na Krajnie
Wiktoria Kowalska, Magiczne święta
Malwina Krawczyk, Świąteczny cud
Malwina Helbig, Bardzo smutne Boże Narodzenie
Monika Rakowska, Historia pani Zosi
Malwina Krawczyk, Drążno
Malwina Krawczyk, Niebezpieczna przygoda wakacyjna
Wiktoria Kowalska, Przygoda wakacyjna
Mikołaj Długołęcki, „Asterix i Obelix”
Szymon Stasinowski, Rowerem po naszej gminie
Monika Rakowska, Przyjaźń zapisana w długopisie
Angelika Pril, Młode pokolenie i wolny czas
Ewelina Malinowska, Uratowana sarna
Szymon Stasiniowski, O życiu młodzieży
Angelika Pril, Niezwykła historia
Alicja Podlaszewska, Koncert muzyki filmowej
Maksymilian Sampławski, recenzja serii "Żniwiarz"
Monika Rakowska, Wielkanoc
Julia Murawiec,  O "Jesiennej zadumie"
Julia Murawiec, Wywiad z Filipem Gapą
Alicja Podlaszewska, Wycieczka do muzeum
Sandra Żurek, O bohaterze "Małego Księcia"
Malwina Helbig, W zagranicznej szkole
Wiktor Rozpłoch, Biała tajemnica
Szymon Kłodziński, Śnieżny wypadek
M. Skowronek, Z. Nowicka, Wywiad z Alsu i Sheriną
Paweł Majcher, Zegarek
Ewelina Malinowska, Zimowa przygoda
Dawid Żurek, Opowiadanie kryminalne
Angelika Pril, Moja Wigilia
Monika Rakowska, Śnieżne drzewo
Julia Różańska, Moja opowieść wigilijna
Joanna Murawiec,  O Jesiennej zadumie
Jakub Hamowski, Nie rezygnuj z marzeń
Patrycja Niemczyk, Iskierka nadziei
Martyna Gondek, Kaźmierzewo
Maksymilian Sampławski, Czarne okręty
Zuzanna Nowicka,  "Latarnik"
Natalia Anioł, Pamiętajmy o bohaterach
Szymon Kłodziński, Armagedon 2017
Dominika Wekwejt, Udana wycieczka
Zuzanna Nowak, O Izabeli
Krawczyk, Wakacyja przygoda
Ewelina Malinowska, Władysławowo

Szachowe Mistrzostwa Szkół Gminy Mrocza
Jesienna Zaduma 2017


Adam Majewski
"Zadanie domowe"

Dziś pan od polskiego chciał, abyśmy napisali list do naszych rodziców. Ale Janek spojrzał na zegar i powiedział:
- Za pięć minut koniec lekcji.
A pan odpowiedział:
- To będzie zadanie domowe.
Po szkole mama zaprosiła mnie na film pt. "Hotel Transylwania 3". Był świetny.  Potem poczułem się trochę zmęczony, ale postanowiłem,że  zaraz po powrocie do domu odrobię lekcje z polskiego.
Jednak pomyślałem sobie:
- Hmm... jutro nie mam polskiego, więc zrobię jutro. Kliknij tu i czytaj dalej


  Antonina Wojtczak
„Niby gwiazdy”

    Był wietrzny, grudniowy poranek. Szedłem wśród szarych kamienic z torbą zakupową w ręce. Chłodne powietrze muskało moją skórę, a niewielkie kałuże chlapały na boki, gdy tylko na nich stawałem. Szedłem pod górkę, lecz niewielka zawartość reklamówki nie utrudniała mi drogi. Zawierała tylko najpotrzebniejsze produkty, bo moja rodzina zawsze była zmuszona do oszczędzania. Łagodnie mówiąc, nie byliśmy najbogatsi, a cała sytuacja uległa pogorszeniu po zeszłorocznej śmierci taty. Za życia, mimo niewielkiej pensji, utrzymywał naszą rodzinę, a mama dorabiała w pobliskim kiosku, choć nie stanowiło to znaczącej pomocy. Tata zmarł nagle, a mama łapała się każdej możliwej pracy, aby zapewnić mi i mojej siostrze dotychczasowe życie. Widziałem ile ją to kosztowało. Starałem się jej jakoś pomóc i dorabiałem niewielkie pieniądze, wyprowadzając na spacer psy sąsiadów. Jednak teraz zbliżały się święta, a ja nie chciałem pozwolić, aby moja rodzina obchodziła je bez tradycyjnych prezentów ani dwunastu potraw, które kiedyś mimo wszystko zawsze udawało się zrobić. Wpadłem więc na plan, że zatrudnię się w cukierni, należącej do mamy mojej najlepszej przyjaciółki. Pracę miałem zacząć już za parę godzin, więc mimo wiatru, który wiał mi w oczy, starałem się iść żwawo, odliczając w głowie rytm każdego kroku.
    - Daniel! Zaczekaj! – usłyszałem nagle znajomy głos. Odwróciłem się, a na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
    - Jejku, szybciej iść nie mogłeś? Myślałam, że cię nie dogonię! – warknęła Sara. Znałem ją jednak na tyle dobrze, że wiedziałem, iż wcale nie była zła. W końcu to moja najlepsza przyjaciółka.
    - Dobrze wiesz, że dziś muszę się spieszyć – odparłem.
    - Właśnie po to do ciebie szłam! Chcę pomóc ci wszystko ogarnąć przed pierwszym dniem w nowej pracy – puściła mi oczko i chwyciła mnie za nadgarstek, ruszając przed siebie.
    - No halo? Gdzie podział się twój zapał? Szybciej! – zaśmiała się i przyśpieszyła tempa, a ja wraz z nią.
    Parę minut później byliśmy już na miejscu, a naszym oczom ukazały się ciemnobrązowe drzwi kamienicy, z których od jakiegoś czasu płatami schodziła farba. Sara weszła jako pierwsza, tak jakby wcale się nie zmęczyła drogą pod górkę i wiatrem wiejącym w oczy. Spojrzałem tylko na jej długie blond włosy, bujające się z każdym jej krokiem po schodach, i ruszyłem przed siebie. Dziewczyna zatrzymała się jednak na półpiętrze, blokując mi przejście.
    - Pamiętasz jak mieliśmy po 13 lat i ścigaliśmy się, kto pierwszy będzie na górze? – rzuciła nagle.
    - Zawsze wygrywałeś – dodała przewracając oczami.
    - Pamiętam. Strzelałaś fochy z każdą przegraną – zaśmiałem się, przypominając sobie jej skwaszone miny, które robiła za każdym razem, gdy się obrażała. Podniosłem wzrok, by spojrzeć na twarz przyjaciółki. Moim oczom ukazał się ten sam zdenerwowany grymas.
    - Zawsze mi to upominasz – westchnęła.
    - Ale dziś to się zmieni! Pierwszy raz z tobą wygram! – uśmiechnęła się z zadowoleniem.
    - Co? Minęły już trzy lata, a ty chcesz się ścigać tak, jakbyś była dzieckiem?
    - Oj, nie marudź. Zobaczysz, że będę pierwsza! – nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo Sara już biegła przed siebie. Przewróciłem oczami i ruszyłem wraz z nią. Chciałem przyspieszyć, lecz kiedy zauważyłem, jak wąskie są schody, odpuściłem. Gdy mieliśmy po 13 lat, ich szerokość była w sam raz dla nas, ale teraz moglibyśmy sobie coś zrobić, a ja nie chciałem zrobić krzywdy swojej najlepszej przyjaciółce. Stwierdziłem więc, że dam jej fory. Po tylu przegranych należała się jej choć jedna wygrana.
    - Ha! Mówiłam, że wygram? – krzyknęła zadowolona, gdy byliśmy już pod drzwiami mojego mieszkania. Zaśmiałem się w odpowiedzi i wszedłem do środka.
    - Hej! Już jestem i mam zakupy! – krzyknąłem.
    - Dzień dobry! – dodała Sara. Mama nie zdążyła nawet odpowiedzieć, kiedy usłyszeliśmy szybki tupot stóp. Już po chwili do nóg mojej przyjaciółki przyklejona była moja pięcioletnia siostra. Odwracając się w ich stronę, słyszałem tylko cichy śmiech dobiegający z kuchni. Mama, która tam była, dobrze wiedziała, jaka scena odgrywa się w korytarzu. Ada uwielbiała moją przyjaciółkę, więc wszyscy byliśmy już do tego przyzwyczajeni. Zdjęliśmy buty i poszliśmy pomóc w gotowaniu.
    Po kilku godzinach byłem już w drodze do nowej pracy. Sara wróciła do cukierni wcześniej, żeby ułożyć ciasta za ladami. Nie mogłem się doczekać, lecz bałem się, że coś zepsuję. Stres jednak znikł, gdy przy wejściu do budynku zobaczyłem przyjaciółkę. Chyba na mnie czekała, bo zaczęła machać, jak tylko mnie zobaczyła. Weszliśmy do środka, gdzie była jej mama.
    - Dzień dobry – powiedziałem.
    - Dzień dobry, dzień dobry – usłyszałem zza lady. Podszedłem bliżej. Pani Monika szukała czegoś w szafce. Po chwili wyjęła z niej kilka dokumentów i podała mi je. Nie wiedziałem, jak mam się zachować. Nie miałem nawet wytłumaczone, na czym ma polegać moja praca. Stałem więc jak słup i czekałem na instrukcję.
    - No dobrze… Zacznijmy więc od grafiku. Będziesz pracował 3 godziny od razu po szkole, a w soboty od jedenastej do piętnastej. Za godzinę będę ci płacić 18 zł – zaczęła kobieta.
    - Wiem, że to niewiele, ale nie jestem w stanie zapłacić więcej. Jesteś niepełnoletni. Jednak powinno starczyć na dwanaście potraw i drobne upominki dla twojej mamy, i siostry – dodała.
    - Jak dla mnie jest idealnie… Ale na czym konkretnie ma polegać moja praca? – spytałem z zakłopotaniem.
    - Rozkładanie i sprzedawanie ciast, odbieranie zamówień, przekazywanie zamówień – wytłumaczyła pani Monika.
    - A właśnie! Ostatnio dostaliśmy zamówienie na tort weselny. Spory tort weselny. Od niego zależy tak naprawdę twoja wypłata. Pani Eliza ma odebrać go 16 grudnia około czternastej. To będzie sobota, więc będziesz wtedy w pracy. Musisz dopilnować, żeby z tortem było wszystko w porządku. Jeśli będzie coś nie tak i nie będzie możliwy do odbioru, stracimy jedno z najważniejszych zamówień. Dlatego całą wypłatę dostaniesz tuż po jego odbiorze. Na podstawie tego, czy tort przetrwa, ocenię, czy zasługujesz na pełną wypłatę, czy na obciętą. Rozumiesz?
    - Rozumiem – odpowiedziałem. Na te słowa kobieta uśmiechnęła się i ruszyła w stronę drzwi na piętro. Na wyjściu rzuciła tylko, że dziś miałem pracować zaledwie godzinę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do kasy. Ciasta leżące przy oszklonej ladzie wyglądały przepysznie. Praca wśród nich wydawała się być dla mnie idealna. Zwłaszcza z towarzystwem Sary, która stała obok mnie, opowiadając mi o książce, którą ostatnio czytała. Uwielbiałem o tym słuchać, bo zawsze, gdy opowiadała o jakiejś postaci, dodawała miliony głupich ciekawostek i opinii na jej temat. Jej twarz nabierała wtedy takiej mimiki, która za każdym razem poprawiała mi humor. Słuchając jej, nie zwróciłem nawet uwagi, jak szybko minęła mi godzina pracy. Była więc już pora zamykać.
    - Odprowadzić cię? – spytała. Spojrzałem za okno, żeby zobaczyć jaka jest pogoda. W świetle latarni widziałem drobne krople mżawki. Nagle przez środek ulicy przeleciała mała foliowa reklamówka. Od razu wiedziałem, że droga powrotna będzie ciężka. Wiatr nie ustąpił i do wszystkiego zamiast śniegu dołączył drobny deszcz.
    - Nie trzeba. Sama widzisz, jaka jest pogoda. W dodatku jest ciemno – odpowiedziałem i sięgnąłem po kurtkę. W oczach przyjaciółki zobaczyłem lekkie rozczarowanie.
    - Wiesz… Jeśli chcesz, to możesz się przejść ze mną kawałek – zaśmiałem się. Dziewczyna od razu się zgodziła i pobiegła po kurtkę.
    Po paru minutach byłem już pod swoją kamienicą. Pożegnałem się z Sarą i wszedłem do środka. Czułem ogromne wyczerpanie. Jedyne, na co miałem ochotę, była szybka kąpiel i położenie się do łóżka. Nawet wejście na drugie piętro było dla mnie męczące. Otworzyłem drzwi, przywitałem się z mamą i Adą, po czym poszedłem w stronę łazienki. Rzuciłem okiem na lustro. Deszcz padający na dworze zwilżył mi moje ciemne włosy, przez co trochę się napuszyły. Przeczesałem je i wszedłem pod prysznic. Szybko jednak z niego wyszedłem. Nie byłem przygotowany na to, że woda będzie lodowata. Od jakiegoś czasu zdarzały się takie sytuacje, lecz dziś jakoś o tym zapomniałem. Westchnąłem i wróciłem do kabiny. Miałem umyć włosy, ale odpuściłem sobie. Nie chciałem się przeziębić. Wziąłem szybki prysznic i ruszyłem w stronę łóżka. W pokoju na podłodze leżała Ada. Próbowała wyjąć swojego jedynego pluszaka spod szafy. Zaśmiałem się cicho i podszedłem bliżej. Wiedziałem, że bez niego nie zaśnie więc pomogłem jej go wydostać. Wziąłem siostrę za rękę i położyłem do łóżka. Dzieliliśmy jeden pokój, więc moje było tuż naprzeciwko. Usiadłem na nim i spojrzałem na Adę. Spała. Musiała mieć równie wyczerpujący dzień, skoro zasnęła tak szybko. Mnie jednak przeszła chęć na odpoczynek. Dopiero teraz dotarło do mnie, jak odpowiedzialny muszę być w mojej nowej pracy. Zwłaszcza w dniu odbioru tortu. Uspokajała mnie jedynie myśl, że od tego dnia dzieliły mnie jeszcze dwa tygodnie. Nie spodziewałem się jednak, że ten czas minie tak szybko.
    16 grudnia obudził mnie dzwonek do drzwi. Podszedłem zaspany i spojrzałem przez wizjer. Zobaczyłem Sarę, która właśnie sprawdzała godzinę w telefonie. Miała jak zwykle rozpuszczone włosy, które zmokły od płatków śniegu. Chyba właśnie padał pierwszy raz w tym roku. Odsunąłem głowę od wizjera. Uświadomiłem sobie, że musiałem wyglądać okropnie. W końcu dopiero co się obudziłem. Przetarłem oczy i poprawiłem włosy ręką. Nigdy wcześniej nie przejmowałem się tym, jak wyglądałem w obecności Sary, ale teraz coś się we mnie zmieniło. Otworzyłem drzwi.
    - No nareszcie! Już myślałam, że nikogo nie ma – rzuciła, kiedy tylko mnie zobaczyła. Nagle w jej oczach zauważyłem szok. Przejechała mnie wzrokiem od góry do dołu. Spojrzała jeszcze raz na godzinę w telefonie.
    - Czy ty zwariowałeś?! – powiedziała. Tym razem patrzyła mi prosto w oczy. Musiała podnieść głowę, bo była ode mnie sporo niższa.
    - Za pół godziny musisz być w cukierni, a nawet nie jesteś gotowy! – dodała od razu. Odwróciłem się w stronę wiszącego na ścianie zegara. Sara miała rację. Miałem mało czasu. Mój budzik nie zadzwonił. Chwyciłem przyjaciółkę za nadgarstek i wciągnąłem ją do mieszkania. Rzuciłem się biegiem w stronę pokoju.
    Po paru minutach byłem gotowy do wyjścia. Szybko mi poszło, więc nie musieliśmy spieszyć się z drogą do cukierni. Podszedłem do Sary i z zadowoleniem oznajmiłem, że możemy wychodzić. Dziewczyna powtórzyła gest sprzed paru chwil i znów przejechała mnie wzrokiem. Zauważyłem, że jej oczy zatrzymały się na mojej twarzy. Zbliżyła się i palcem przetarła mój polik.
    - Miałeś pastę do zębów na buzi – zaśmiała się i odwróciła w stronę drzwi. Poczułem, jak moja twarz robi się czerwona. Nie chciałem, żeby Sara to widziała, więc bez słowa ruszyłem za nią. Moja mama jeszcze spała, więc nie żegnałem się z nią. Dopiero teraz dotarło do mnie, że to dziś miałem pilnować tortu weselnego. Od tego dnia zależała cała moja wigilia.
    Parę chwil później byliśmy już na miejscu. Jasnoróżowy szyld cukierni w śniegu wyglądał urokliwie. W oknie zobaczyłem mamę Sary, która właśnie do nas kiwała. Uśmiechnąłem się łagodnie i odwzajemniłem gest. Przyjaciółka jednak nie dotrzymała mi kroku. Z radością przyspieszyła i pobiegła w stronę budynku. Jej jasne włosy radośnie podskakiwały z każdym jej krokiem. Poczułem jak moja twarz po raz kolejny robi się czerwona. Wziąłem parę wdechów i przyśpieszyłem wraz z nią.
    W środku było zdecydowanie cieplej niż na dworze. Już na wejściu przeszedł mnie delikatny dreszcz. Nagle dotarł do mnie słodki zapach ciast, pączków i innych słodkości, jakie oferowała cukiernia. Zdjąłem kurtkę i odwiesiłem ją na pobliski wieszak. Zanim zdążyłem coś powiedzieć, mój wzrok zatrzymał się na wielkim, bogato ozdobionym cieście. Stało na ladzie i czekało na odbiór. Byłem pełen podziwu, że ktoś potrafił takie zrobić.
Chwilę później oderwałem wzrok od tortu i rozejrzałem się wokół. Pani Monika przeliczała pieniądze w kasie, a Sary nigdzie nie było. Pewnie poszła do swojego pokoju na piętrze. Podszedłem do kobiety i zaoferowałem pomoc. Ta jednak już skończyła i zostawiła mnie samego w pomieszczeniu. Zabrałem się więc za obowiązki, które wykonywałem zazwyczaj.
Parę godzin później wszystko było już gotowe. Pani Eliza mogła być lada chwila, więc usiadłem za ladą tuż obok tortu. Spojrzałem za okno. Śnieg nie przestawał padać i zbierał się na ulicy. Dziwiłem się, że żadna maszyna jeszcze go nie zgarnęła. Moje przemyślenia przerwał jednak nagle cichy, dziewczęcy głos.
    - Daniel – powiedziała Sara, która weszła do pomieszczenia. Odwróciłem się w jej stronę i wstałem z krzesła.
    - Muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego – dodała zbliżając się do mnie. Skupiłem wzrok na jej niebieskich tęczówkach. Zapadła krótka cisza, którą nagle przerwał dzwonek, oznajmujący, że ktoś wszedł do środka. Sara w stresie odskoczyła, potrącając tort łokciem. Nie zdążyłem nic zrobić, bo w ciągu sekundy ciasto leżało na ziemi. Podniosłem głowę i zobaczyłem panią Elizę. Stała na środku pomieszczenia i z zaskoczonym grymasem wpatrywała się w podłogę. Nie odzywała się. Spojrzałem na stojącą obok przyjaciółkę. Przerażona zasłaniała usta dłońmi.
    - Co to był za huk?! – usłyszałem nagle głos pani Moniki. Wbiegła do pomieszczenia, ale szybko się zatrzymała. Była w szoku, tak jak my wszyscy.
    - Tak bardzo przepraszam – rzuciła, patrząc na panią Elizę.
    - Ma pani szczęście, że nie płaciłam z góry – odpowiedziała kobieta i odwracając się na pięcie wyszła z budynku. Wiedziałem, że to był koniec. Wigilia, którą chciałem zorganizować dla mojej rodziny, odeszła wraz z tą kobietą. Zamknąłem oczy z nadzieją, że zaraz się obudzę. To musiał być tylko głupi sen.
    - Zawiodłeś mnie – usłyszałem nagle.
    - Na ladzie leży dwieście złotych. Weź je i idź do domu – dodała pani Monika. Nie mogłem w to uwierzyć. Straciłem pracę, prawie całą miesięczną wypłatę i szansę na normalną Wigilię. Chwyciłem pieniądze, kurtkę i wyszedłem z budynku.
    - Daniel! Zaczekaj! – krzyknęła Sara, która widocznie wybiegła za mną. Nie miałem zamiaru się zatrzymać. To wszystko wydarzyło się przez nią. Poczułem nagle, że złapała mnie za nadgarstek.
    - Zostaw mnie – powiedziałem.
    - Przepraszam. Nie chciałam tego. To wszystko źle się potoczyło – rzuciła przyjaciółka, nie słuchając moich słów.
    - Po prostu chciałam ci coś powiedzieć i jak weszła ta kobieta… Przestraszyłam się – dodała.
    - Co niby było aż tak ważne?! – krzyknąłem.  W oczach Sary zobaczyłem szok. Nigdy nie widziała mnie tak zdenerwowanego.
    - Już nieważne. Po prostu przepraszam – powiedziała i puszczając mój nadgarstek, wróciła do cukierni. Nie zatrzymałem jej. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać. Nie po tym wszystkim, do czego doprowadziła. Przestało mnie nawet obchodzić, co chciała mi powiedzieć. Spojrzałem wzdłuż ulicy i poszedłem w stronę domu.
    Otworzyłem drzwi i przywitałem się z mamą. Wydawała się być lekko zdziwiona. Nie mówiłem jej, że zacząłem pracę. Jedyne co wiedziała, to to, że często nie będzie mnie w domu po kilka godzin. Przez ten czas przyzwyczaiła się jednak do stałych godzin, o których wracałem, więc mój wcześniejszy powrót delikatnie ją zszokował. Nie zadawała żadnych pytań. Przyglądała się jedynie moim ruchom. Znała mnie. Wiedziała, jak się zachowuję, gdy jestem zdenerwowany. Starałem się być jak najbardziej spokojny. Nie chciałem dokładać jej zmartwień. Poszedłem do łazienki. Spojrzałem w lustro i przeczesałem włosy ręką. Były wilgotne od śniegu i nieprzyjemne w dotyku. Westchnąłem cicho. Nagle wszystkie emocje ze mnie wyszły, do oczu napłynęły mi łzy, a głowa uświadomiła sobie, jak bardzo potrzebowałem tej wypłaty. Przetarłem twarz i oblałem ją wodą. Po raz kolejny rzuciłem spojrzenie na swoje odbicie w lustrze. Poprawiłem drugi raz włosy i wyszedłem na korytarz. Zobaczyłem mamę, która zakładała Adzie czapkę.
    - Idziemy na spacer. Chcesz iść z nami? – spytała. Pokręciłem przecząco głową i poprawiłem szalik siostry.
    - Zostanę. Jestem trochę zmęczony – rzuciłem krótko. Odwróciłem się i poszedłem do pokoju. Położyłem się na łóżku, wpatrując się w sufit. Nagle usłyszałem, że obie wyszły z mieszkania. Zamknąłem oczy i zasnąłem.
    24 grudnia obudził mnie dźwięk budzika. Nie rozmawiałem z Sarą od dnia naszej kłótni. Nie miałem zamiaru się do niej odzywać, lecz czułem bez niej ogromną pustkę. Brakowało mi jej towarzystwa, uśmiechu, długich blond włosów i niebieskich oczu. Od pewnego czasu zaczęło mnie zastanawiać, co chciała mi powiedzieć, kiedy byliśmy w cukierni. Co mogło być aż tak ważne, że dźwięk zwykłego dzwonka ją przestraszył? Moja głowa układała różne scenariusze, które nagle przerwał dźwięk otwieranych drzwi. W progu stanęła mama.
    - Jest ósma rano. Czemu ustawiłeś sobie budzik? Przecież nie masz dziś szkoły – spytała upewniając się, że Ada jeszcze śpi.
    - Muszę wyjść do miasta. Chcę coś załatwić – odpowiedziałem.
    - No dobrze. Możesz też pójść do Sary, bo chcę coś zrobić przed Wigilią i nie chcę, żebyś mi się kręcił pod nogami. Zadzwonię do ciebie, jak wszystko będzie gotowe – rzuciła nagle mama. Czułem jakbym tracił grunt, gdy usłyszałem imię przyjaciółki. Nikt nie wiedział o naszej kłótni.
    - Przecież mogę pomóc. Nie będę się kręcił – podrapałem się po nosie i spojrzałem na mamę zdezorientowany.
    - Nie, nie, nie. Dzisiejszy dzień spędzisz u Sary. No chyba że będziesz chciał iść gdzieś indziej – odpowiedziała i uśmiechnęła się. Westchnąłem ciężko. Chwyciłem telefon i napisałem do znajomego. Nie chciałem spędzić większości dnia samemu. Na szczęście zgodził się i za dwie godziny miałem na niego czekać w parku.
    Chwilę później byłem w drodze do sklepu z zabawkami. Z moich oszczędności wygrzebałem jeszcze sto złotych, więc byłem przekonany, że starczy mi na drobne prezenty. Wszedłem do budynku i skierowałem się w stronę półek z lalkami. Szukałem jednej konkretnej, która widniała na plakacie przy wejściu.
Nie minęło 5 minut kiedy już byłem w drodze do następnego sklepu, z lalką zapakowaną w torbę prezentową. Nagle poczułem jak w kieszeni wibruje mi telefon. Spojrzałem na imię widniejące na środku ekranu. Sara. Poczułem nagły stres i zatrzymałem się, blokując jakiejś kobiecie przejście. Wyprzedziła mnie wzdychając, a ja bez namysłu odrzuciłem połączenie. Mimo jej braku, nie chciałem z nią rozmawiać. To przez nią tegoroczne święta nie mogły wyglądać tak, jak kiedyś. Potrząsnąłem głową i zrobiłem krok do przodu. Jednak zatrzymało mnie powiadomienie widniejące na ekranie. Jego treścią było krótkie: „Jak już będziesz chciał ze mną rozmawiać, to napisz”. Przez chwile poczułem ogromną potrzebę odpisania. Chciałem jej powiedzieć jak bardzo mi jej brakuje, lecz nie mogłem. Po prostu nie mogłem. Schowałem telefon do kieszeni i ruszyłem do kolejnego sklepu.
Parę godzin później zaczęło się ściemniać, a ja wraz ze znajomym Alanem siedzieliśmy w parku, czekając na telefon mojej mamy.
- Em, nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiał, ale zaraz będę musiał spadać – powiedział nagle.
- Dziś Wigilia, a jest już prawie siedemnasta – dodał.
- Nie, no rozumiem – odpowiedziałem. Chciałem coś dodać, ale przerwał mi dźwięk dzwoniącego telefonu. Poczułem ulgę, kiedy zobaczyłem krótki napis: „Mama”. Odebrałem połączenie i po chwili rozmowy, mogłem już wracać do domu. Pożegnałem się z Alanem i z szybkim tempem ruszyłem w stronę swojej kamienicy.
Zdyszany stanąłem przy wejściu do mieszkania. Wziąłem parę wdechów i wszedłem do środka. Od razu poczułem woń różnorodnych potraw. Nie wiedziałem, skąd miałyby się one wziąć. Nie mieliśmy przecież na nie pieniędzy. Zdjąłem buty i kurtkę, po czym ruszyłem do największego pokoju. To co tam zobaczyłem, wprowadziło mnie w osłupienie. Na stole leżało 12 bogato ozdobionych potraw, a mama i Ada właśnie próbowały założyć gwiazdę na sam czubek choinki, której wcześniej tam nie było. Odłożyłem delikatnie prezenty na podłogę i podsadziłem siostrę, która z radosnym piskiem umieściła przedmiot na szczycie. Odwróciłem się w stronę mamy i niedowierzaniem spytałem:
- Jakim cudem?
- Chciałam wam powiedzieć już wcześniej, lecz postanowiłam, że zrobię wam niespodziankę. Dostałam pracę w dobrze płatnej firmie. Mam służbowego laptopa i mogę pracować z domu – odpowiedziała rozpromieniona mama. Zasłoniłem usta dłońmi i poczułem nagły przypływ szczęścia. To był koniec naszych problemów finansowych! Jednak w tym samym czasie uświadomiłem sobie, jak bardzo bezpodstawne były moje pretensje do Sary. Nie zrzuciła tego tortu specjalnie, a ja nawet bez wszystkich potraw i prezentów byłbym szczęśliwy, że mam ją i moją rodzinę.
- Coś się stało? – spytała zaniepokojona mama. Nie mogłem dłużej trzymać wszystkiego w sobie. Opowiedziałem jej o pracy, torcie i o kłótni z Sarą.
- Synku… Nawet nie wiesz, ile znaczy dla mnie twoja pomoc, ale obrażając się na twoją najlepszą przyjaciółkę, możesz ją stracić. Mówiłeś coś o jakichś wiadomościach. Odpisz jej! Spotkajcie się już teraz, bo później może być już za późno! – powiedziała mama, patrząc prosto na mnie.
- Kocham cię mamo. Dziękuję ci bardzo – rzuciłem, ruszając w stronę korytarza. Wyjąłem z kieszeni telefon, wybrałem numer Sary i kliknąłem zieloną słuchawkę. Przyjaciółka odebrała bardzo szybko i już po chwili byliśmy umówieni na pobliskim rynku. Sprawdziłem kieszenie kurtki i wyjąłem z niej parę drobniaków, które mi zostały. Schowałem je z powrotem i wybiegłem z mieszkania.
Parę minut później stałem na świątecznie ozdobionym rynku, z ciemnoczerwoną różą w dłoni. Z głośników grały świąteczne piosenki. Nagle zza pobliskiego zakrętu wyszła Sara. Miała czarną, obcisłą sukienkę na ramiączkach, krótką kurtkę i białe nauszniki. Jej jasne rozpuszczone włosy ruszały się wraz z wiatrem i jej krokami. Wyglądała przepięknie. Gdy mnie zobaczyła, zaczęła biec i wpadła w moje objęcia.
- Już myślałam, że obraziłeś się na zawsze – powiedziała łamiącym się głosem.
- Byłem zły… Ale to wszystko było po prostu niepotrzebne. Uświadomiłem sobie, jak bardzo mi na tobie zależy – uśmiechnąłem się łagodnie i wręczyłem jej różę.
- Dziękuję – szepnęła, a jej twarz zrobiła się lekko różowa.
- Właściwie… Co chciałaś mi powiedzieć wtedy w cukierni? – spytałem.
- Och, myślałam, że o tym zapomniałeś… To coś bardzo ważnego dla mnie – zaczęła.
- Od pewnego czasu, każda chwila spędzana z tobą sprawiała mi jeszcze więcej radości niż zwykle. Zaczęłam łapać się na tym, że kiedy tylko ciebie widzę, uwieszam na tobie wzrok i nie mogę go oderwać – ciągnęła dalej swoją wypowiedź, a ja czułem, jak serce zaczęło mi szybciej bić.
- Chyba po prostu się w tobie zakochałam – dokończyła.
- Miałem zupełnie tak samo. Nie wiesz nawet, jak bardzo się cieszę – powiedziałem. W oczach dziewczyny zobaczyłem świecące iskierki. Niby gwiazdy, dla których mógłbym zrobić prawie wszystko. Poczułem, że to najlepszy dzień mojego życia. Wyjąłem telefon i napisałem do mamy, że będę za pół godziny. Chwyciłem Sarę za rękę i poszliśmy w stronę parku.
Parę godzin później kładłem Adę spać. Miałem nadzieję, że jak będzie starsza, nie popełni moich błędów. W końcu w świętach nie chodzi o 12 potraw i prezenty, lecz o najbliższych, a relacje z nimi należy pielęgnować bardziej niż cokolwiek innego.

Nicola Sosnowska
 "Świąteczna dystopia"

– Ania, tu coś jest napisane! – Chłopak wskazuje na bok machiny. – We-wehikuł czasu?
– Nie rób sobie ze mnie żartów. – Podchodzę, by przekonać się, czy coś naprawdę jest tam napisane. Wielkie jest moje zdziwienie, kiedy okazuje się, iż Jo nie kłamał.
– Wiem, że to jakiś stary wygłup, ale skoro już tu jesteśmy... – Siada na siedzisko maszyny.
   Dosiadam się obok. Ustalamy, że “będziemy przenosić się” do epoki wiktoriańskiej. Przesuwamy ruchome elementy, takie jak szyfry w kłódkach, na właściwą datę. Po chwili naciskamy razem wielki przycisk z napisem “START”. Dzieje się coś dziwnego i niespodziewanego. Widok na około mnie strasznie wiruje. Chwytam mocno dłoń Joachima, tak na wszelki wypadek. Nastaje czerń. Mija moment. Słyszę nagle podekscytowany głos Jo:
– Na epokę wiktoriańską mi to nie wygląda, lecz na nasze czasy tym bardziej.
Otwieram oczy. Wszędzie unosi się piach i dym lub coś podobnego. Wokół stoją wraki. Obracam się. Za nami stoi nasz wehikuł czasu. Wygląda mi to na jakieś złomowisko.
Niespodziewanie słyszę gdzieś jakiś gwałtowny hałas. Ktoś tu jest. Joachim wychodzi na prowadzenie, osłaniając mnie. Idziemy w stronę źródła odgłosu. Z dymu wyłania się zakamuflowana postać. Patrzy na nas przerażonym wzrokiem. Mija sekunda, a ja orientuję się, iż nie patrzy na nas, a za nas.
– BIEGNIJCIE! – wrzeszczy, zrywając się w popłochu.
Kliknij tu i czytaj dalej.


Mikołąj Bednarski
"Święta jak dawniej" 
To już czwarte święta Bożego Narodzenia, kiedy nie ma z nami babci. Od tego czasu święta nie kojarzą się mi już z choinką, domem pełnym gości, mnóstwem prezentów, gwarem, a ze smutną mamą i dziadkiem siedzącym cichutko w fotelu.
Spojrzałem na prezenty pod choinką, było ich dużo, jak co roku. Mama krzątała się po kuchni, przygotowując ostatnie potrawy do kolacji. Nagle powiedziała:
-    Idź, zobacz, co robi dziadek. Niech pomału szykuje się do kolacji.
-    Dobrze - odpowiedziałem.
-    Dziadku, wstawaj. Mama cię woła.
-    No i co! - odpowiedział dziadek.
Chociaż od śmierci babci minęło już troszkę czasu, on wciąż był smutny i przygnębiony. Dziadkowi wciąż trudno było odnaleźć się w świecie bez babci, z którą żył ponad 40 lat. Czasami trudno było do niego dotrzeć, ponieważ zamknął się w sobie.
-    Dziadku, mi też jej bardzo brakuje, ale muszę sobie z tym radzić - powiedziałem.
-    Wiem, wnuczku… - odpowiedział.
Kliknij tu i czytaj dalej.


Konrad Różycki
"Głos"
W nocy obudziłem się przez dochodzące z dworu jakieś trzaski i uderzenia, jakby ktoś bombardował całą okolicę. Gdy wyjrzałem za okno, dostrzegłem w świetle lamp padający śnieg, ale nie lekkie, małe płatk, tylko spadające z nocnego nieba olbrzymie kule śnieżne. Gdy uderzały o dach, miałem wrażenie, jakby miał on za chwilę się załamać. Od razu wskoczyłem do łóżka i przykryłem się pod same oczy. Kule uderzały coraz częściej, głośniej i szybciej. Im głośniej uderzały tym bardziej się bałem. Krzyczałem:
- Aaa!
Robiło się coraz straszniej. 
Zamknąłem oczy, wszystko umilkło.
      Gdy je otworzyłem, żeby zobaczyć, co się stało, był już ranek. Nie wiedząc co się wydarzyło, wyjrzałem za okno. To, co tam zobaczyłem, z miejsca mnie zamurowało. Cały ogród był pokryty prawie półmetrową warstwą śniegu, staw  cały zamarznięty, a część drzew połamana od ciężaru śniegu. Nie zastanawiając się, jak tyle śniegu spadło w jedną noc oraz temperatura przez dziesięć godzin obniżyła się z pięciu stopni do minus piętnastu stopni, zbiegłem na dół.
Kliknij tu i czytaj dalej.

 

Helena Radziejewska
Apollo w Las Vegas

 (inspiracja książką „Apollo i boskie próby”)

 - Nie, nie, nie, nie, nieeeeee! Tylko nie to!To musi być jakiś sen albo halucynacje.
Zeus zesłał mnie, Apolla, na Ziemię za karę za obudzenie Rei. Byłem bardzo zdenerwowany z tego: był to już czwarty raz. Jak wiadomo, ja, taki bóg, powinienem siedzieć na Olimpie i pić ambrozję, a nie być jakimś śmiertelnikiem. Ostatnim razem musiałem odnaleźć i uratować z rąk złych cezarów m.in Komodeusa, który ma kompletnego świra na swoim punkcie, i kilka wyroczni. Ciekawe, co tym razem wymyślił Zeus,  pewnie znowu nazwał mnie jakimś dziwnym imieniem jak Lester Papadopolus. O, mam w kieszeni portfel.
- Cooooo. Zeusie, jeśli mnie słyszysz, proszę, weź mnie  z powrotem na Olimp. Proszę cię, naprawdę przepraszam, że ją obudziłem, ale nazwać mnie Kunegunda Sitko!? To już przesada! Zeusie, ja jestem MĘŻCZYZNĄ.

Apollo (czy też Kunegunda) kompletnie się załamał. Usiadł na krawężniku i zaczął płakać.


Dlaczego Zeus jest tak okrutny? Przecież jestem bogiem należą mi się pokłony, dary i uczty, nie to, co dostałem! Pewnie pomyślicie, że myślę bardzo egoistycznie. Możliwe, że troszkę tak jest, ale postawcie się w mojej sytuacji. Jesteście bogiem, wszyscy składają wam pokłony i dary, ludzie was uwielbiają, a wy w każdej chwili możecie lecieć złotym rydwanem do słońca albo zmienić się w jakiekolwiek stworzenie. A tu nagle, po przypadkowym obudzeniu Rei, stajecie się śmiertelnikiem. Możecie umrzeć. A co najważniejsze, przywiązujecie  wagę do mało istotnych rzeczy, takich jak praca i szkoła. Bogów takie drobiazgi nie interesują. No cóż, może następnym razem zapamiętam, żeby nie denerwować Zeusa.
Pewnie nie wiecie, ale gdy Zeus zsyła boga na Ziemię,  ten jest pod władzą herosa. Ostatnim razem moim herosem była taka Meg, co nawet nie wiedziała, że jest herosem. Do tego była okropnie irytująca i nie wiedziała praktycznie nic o tym wszystkim. Oby tym razem moim herosem był ktoś rozgarnięty i wiedzący coś o świecie herosów, np. Percy Jackson. On by wiedział, co robić.
Dobra, nie mam czasu na myślenie co by było, gdyby było. Im szybciej wymyślę co zrobić lub znajdę mojego herosa, to szybciej trafię na Olimp. Idę stąd.
Zdążyłem się zorientować, że  jestem w Las Vegas. Jak tu głośno! W sumie to mi pasuje. Czuję się jak na imprezce. Ulicą idą ludzie ze wzrokiem wbitym w jakieś świecące pudełka.  I chociaż idą obok siebie, nie zwracają na siebie uwagi. Jakie to głupie. Koło jakiegoś sklepu stoi mężczyzna. Wygląda na miłego. Podchodzę do niego.
- Witaj. Powiedz mi, proszę, co to za świecące pudełka? - pytam. Patrzy na mnie jak na ośli łeb.
- Kobieto, wytrzeźwiej - mówi i wchodzi do sklepu. Po chwili wraca i mówi z litością – Masz, to jest butelka wody. Wypij. Poczujesz się lepiej.
Patrzę na tego gościa.
-Ty chyba nie wiesz, do kogo mówisz. Ja jestem bogiem Apollem. Jak tylko wrócę na Olimp, to się z tobą porachuję -  mówię i odchodzę z dezaprobatą. Typ jeszcze coś krzyczy, ale ja już nie słucham.
OK, wiem, jak teraz o tym myślę, to nie powinienem mówić mu, że jestem bogiem. Raczej powinienem zachowywać się jak ludzie. Być bardziej niemądry. Ale muszę się dowiedzieć, co to jest to świecące pudełko.
Nagle zobaczyłem jakąś kobietę. Intuicja podpowiedziała mi, że to jest heros. Najprawdopodobniej mój heros. Podbiegam do niej.
-Hej, jesteś herosem? - pytam- Bo jeśli tak, to ja jestem Apollo.
- Cicho. Chodź - zaprowadziła mnie do jakiejś uliczki - Zeus mówił mi, że zostałam wybrana na pilnowanie, żebyś nic sobie nie zrobił. Tylko nie poinformował mnie, że będziesz wyglądał tak dziwnie - spojrzała na mnie wymownie - No wiesz - że będziesz kobietą.
- No jejku. Nie przypominaj mi tego. Powiedz mi tylko, co mam zrobić, aby wrócić na Olimp.
-Co, przecież ja tego nie wiem. Ty powinieneś to wiedzieć. Weź się spytaj Zeusa czy coś - mówi moja heroska, jakby to było takie proste.
- Zeusa? Przecież on ze mną nie rozmawia. Hello. Zesłał mnie tu za karę. Myślę, że on chce się mnie pozbyć, bo jestem ładniejszy od niego i ogólnie lepszy. Po prostu boi się konkurencji. Albo chce się ze mnie pośmiać. Ci ludzie naprawdę są aż tak głupi?
- To mamy mały problem.... A nie, w sumie to ty masz problem. Ja idę do domu, bo za 10 minut wlatuje nowy odcinek mojego ulubionego serialu.
- Ej. Ja tu walczę o życie, a ty mi o jakimś serialu gadasz?! Zeus wybrał Cię po to, abyś poświęciła za mnie życie. I ogólnie mnie wyratowała, blondi.
- Wiesz co, po pierwsze nie jestem blondynką, a po drugie nawet nie wiesz, jak mam na imię, a zachowujesz się, jakbyś był jakimś bogiem.
- JA JESTEM BOGIEM!- krzyczę.
- No a nie wyglądasz. Narka – mówi, po czym odwraca się na pięcie i odchodzi
- Poczekaj. Ja przepraszam. Może nie powinienem się tak zachowywać. Po prostu, rozumiesz, jestem w trudnej i stresującej sytuacji - mówię.
- No dobrze, pomogę ci, ale najpierw serial. Chodź ze mną.
- No dobra - ruszam za nią.

***
     Słuchajcie, ten serial jest naprawdę ciekawy. Opowiada o grupce 5 przyjaciół, nazywają się: Archie Andrews, Cheryl Blossom, Betty Copper, Veronica Lorge i Jughead Jones (ogólnie to on jest najciekawszy).
 Ale w sumie nie to chciałem wam powiedzieć. Chciałem was poinformować, że razem z Ethel ( w końcu spytałem , jak ma na imię moja heroska) postanowiliśmy coś napisać do Artemidy (mojej siostry bliźniaczki, z którą mam dosyć dobry kontakt). Zbytnio nie wiemy, jak się z nią porozumieć, bo ona Artemida nie ma tego świecącego pudełka (który nazywa się telefon), bo z niego ogólnie da się pisać. Jak tylko wrócę na Olimp, wytłumaczę i kupię wszystkim bogom te telefony. Od razu życie będzie łatwiejsze. Nasz Olimp jest naprawdę zacofany.
Dom Ethel jest dosyć mały. Ma tylko 2 pokoje, kuchnię i łazienkę. Jeden z tych pokoi jest pomalowany na niebiesko, ma podłużne coś, na czym można siedzieć. Ethel mówi na to kanapa. Naprzeciwko kanapy stoi drewniany stolik, na którym jest taki duży telefon, do którego potrzebny jest mały telefon z guzikami. Na tym dużym telefonie oglądaliśmy serial. Powiem wam, że jak już zacząłem oglądać ten serial, to nie mogłem przestać i chciałem oglądać dalej. Drugi pokój jest mniejszy. Jest w nim tylko łóżko i szafa z ubraniami. Ściany też są pomalowane na niebiesko. Kuchnia bardzo ciekawa, jest w niej takie coś, co można włączyć i wtedy rozpala się ogień. Służy na przykład do podgrzewania lub przygotowania zupy. Jednak najciekawsze jest takie białe wielkie coś. W środku tego jest JEDZENIE. Nie trzeba polować, szukać, czaić się. To jedzenie tam po prostu jest. Wystarczy po nie sięgnąć. Cudowna sprawa.
Najdziwniejsza jest łazienka. Poszedłem tam, bo zachciało mi się pić. Podszedłem do tego dużego, stojącego na podłodze wiadra, które jest przyczepione do podłogi. Ciężko się z tego piło, ale dało się. Wtedy do łazienki przyszła Ethel i nakrzyczała na mnie, że z tego się nie pije i i że chyba zgłupiałem, że piję wodę z sedesu. 
Kompletnie nie rozumiem ludzi.


Nicola Sosnowska
 "Świąteczna dystopia"

– Ania, tu coś jest napisane! – Chłopak wskazuje na bok machiny. – We-wehikuł czasu?
– Nie rób sobie ze mnie żartów. – Podchodzę, by przekonać się, czy coś naprawdę jest tam napisane. Wielkie jest moje zdziwienie, kiedy okazuje się, iż Jo nie kłamał.
– Wiem, że to jakiś stary wygłup, ale skoro już tu jesteśmy... – Siada na siedzisko maszyny.
   Dosiadam się obok. Ustalamy, że “będziemy przenosić się” do epoki wiktoriańskiej. Przesuwamy ruchome elementy, takie jak szyfry w kłódkach, na właściwą datę. Po chwili naciskamy razem wielki przycisk z napisem “START”. Dzieje się coś dziwnego i niespodziewanego. Widok na około mnie strasznie wiruje. Chwytam mocno dłoń Joachima, tak na wszelki wypadek. Nastaje czerń. Mija moment. Słyszę nagle podekscytowany głos Jo:
– Na epokę wiktoriańską mi to nie wygląda, lecz na nasze czasy tym bardziej.
Otwieram oczy. Wszędzie unosi się piach i dym lub coś podobnego. Wokół stoją wraki. Obracam się. Za nami stoi nasz wehikuł czasu. Wygląda mi to na jakieś złomowisko.
Niespodziewanie słyszę gdzieś jakiś gwałtowny hałas. Ktoś tu jest. Joachim wychodzi na prowadzenie, osłaniając mnie. Idziemy w stronę źródła odgłosu. Z dymu wyłania się zakamuflowana postać. Patrzy na nas przerażonym wzrokiem. Mija sekunda, a ja orientuję się, iż nie patrzy na nas, a za nas.
– BIEGNIJCIE! – wrzeszczy, zrywając się w popłochu.
Kliknij tu i czytaj dalej.


Martyna Najdowska
"XIX-wieczne święta"
- Dobrusia, wstawaj, spóźnisz się do szkoły!! - krzyczał ktoś z dołu.
Zaciekawiona zeszłam na dół, zauważając moją matulę!! Kiedy ją zobaczyłam, podbiegłam do niej, krzycząc:
- Mamusiu, ty żyjesz!!
Usłyszałam ten sam melodyjny dźwięk śmiechu mojej mamy.
-A czemuż to miałabym nie żyć?!Pewnie znów miałaś zły sen, to nic, nie martw się, ja sobie jeszcze długo będę żyła - odpowiedziałam przez śmiech.
- Mamo przecież ty umarłaś, ja mam 73 lata, a ty miałaś 89, kiedy odeszłaś.
- Oj, ty to masz wyobraźnię. Już chcesz, żebym sobie poszła?!-pytała.
- Nie, skądże, którą mamy godzinę?
-5:30, radzę ci już się szykować, bo masz jeszcze kawał drogi do przejścia!
Kliknij tu i czytaj dalej.




Nina Irza, Pejzaże, kliknij tu i oglądaj więcej.


Mikołąj Bednarski
"Święta jak dawniej" 
To już czwarte święta Bożego Narodzenia, kiedy nie ma z nami babci. Od tego czasu święta nie kojarzą się mi już z choinką, domem pełnym gości, mnóstwem prezentów, gwarem, a ze smutną mamą i dziadkiem siedzącym cichutko w fotelu.
Spojrzałem na prezenty pod choinką, było ich dużo, jak co roku. Mama krzątała się po kuchni, przygotowując ostatnie potrawy do kolacji. Nagle powiedziała:
-    Idź, zobacz, co robi dziadek. Niech pomału szykuje się do kolacji.
-    Dobrze - odpowiedziałem.
-    Dziadku, wstawaj. Mama cię woła.
-    No i co! - odpowiedział dziadek.
Chociaż od śmierci babci minęło już troszkę czasu, on wciąż był smutny i przygnębiony. Dziadkowi wciąż trudno było odnaleźć się w świecie bez babci, z którą żył ponad 40 lat. Czasami trudno było do niego dotrzeć, ponieważ zamknął się w sobie.
-    Dziadku, mi też jej bardzo brakuje, ale muszę sobie z tym radzić - powiedziałem.
-    Wiem, wnuczku… - odpowiedział.
Kliknij tu i czytaj dalej.


Konrad Różycki
"Głos"
W nocy obudziłem się przez dochodzące z dworu jakieś trzaski i uderzenia, jakby ktoś bombardował całą okolicę. Gdy wyjrzałem za okno, dostrzegłem w świetle lamp padający śnieg, ale nie lekkie, małe płatk, tylko spadające z nocnego nieba olbrzymie kule śnieżne. Gdy uderzały o dach, miałem wrażenie, jakby miał on za chwilę się załamać. Od razu wskoczyłem do łóżka i przykryłem się pod same oczy. Kule uderzały coraz częściej, głośniej i szybciej. Im głośniej uderzały tym bardziej się bałem. Krzyczałem:
- Aaa!
Robiło się coraz straszniej. 
Zamknąłem oczy, wszystko umilkło.
      Gdy je otworzyłem, żeby zobaczyć, co się stało, był już ranek. Nie wiedząc co się wydarzyło, wyjrzałem za okno. To, co tam zobaczyłem, z miejsca mnie zamurowało. Cały ogród był pokryty prawie półmetrową warstwą śniegu, staw  cały zamarznięty, a część drzew połamana od ciężaru śniegu. Nie zastanawiając się, jak tyle śniegu spadło w jedną noc oraz temperatura przez dziesięć godzin obniżyła się z pięciu stopni do minus piętnastu stopni, zbiegłem na dół.
Kliknij tu i czytaj dalej.

 Marianna Wegner
"Pracowite święta"
     Jestem świąteczną elfką, która pracuje u boku Świętego Mikołaja. Staram się wypełniać moją pracę jak najlepiej, wraz z elfami kochamy tu pracować. Czasami praca daje nam w kość, ale warto dla tych uśmiechających się twarzy dzieci, cieszących się z upominków, ciężko pracować! Święty Mikołaj bardzo docenia cały nasz wysiłek, ponieważ dzieci z całego świata  cieszą się z prezentów, które dostają w święta Bożego Narodzenia.
     Wczorajszy dzień nie był zwykłym dniem, był to 24 grudnia - dzień, w którym nie ma czasu na najmniejsze głupoty, dzień, w który bardzo liczy się czas. Aby praca w tym szczególnym bożonarodzeniowym dniu przebiegała sprawniej, warsztat, w którym pracuję, został podzielony na pięć oddziałów. Znajduje się tutaj oddział budujący, malujący, ozdabiający, dopracowujący i pakujący zabawki. Ja należę do tego ostatniego, najlepszego oddziału - pakuję zabawki!
     Kiedy wszyscy, właśnie w ten wyjątkowy dzień - 24 grudnia, darzą się wielką sympatią, miłością i szacunkiem, zawsze znajdzie się ktoś, na przykład para elfów, która musi się pokłócić o najmniejszy szczegół.
- Myślę, że niebieska kokarda jest lepszą opcją - powiedział Kevin.
- A ja myślę, że czerwona, będzie pasować do oczu robota - odpowiedział Leo.
Niebieska! Nie, czerwona! Niebieska! Czerwona! Niebieska! - przekrzykiwały się elfy.
     I tak na okrągło, przez cały dzień. Nie można było już tego słuchać. Ja jednak to rozumiem, dla nas, elfów, ten dzień jest naprawdę stresujący, a nieodpowiedni dobór koloru kokardy może popsuć końcowy Mam nadzieję, że ta stresująca i ciężka praca przyniesie rezultaty. Święty Mikołaj, kiedy tylko ma na to czas, przechadza się  po oddziałach i nadzoruje naszą pracę. Zdarza się, że znajdzie jakąś pomyłkę, która od razu zostaje naprawiona! Przecież elf to nie robot, każdy ma prawo do pomyłek! Kiedy wszystkie prezenty zostały zapakowane, przeszły jeszcze ostateczną kontrolę przez starsze i doświadczone elfy. Wszystkie prezenty jednak zostały zapakowane poprawnie!!! Udało się, to nasz rekord! Co roku zdarzały się nam mniejsze wpadki, ale nie tym razem, wiedziałam, że będzie to udany dzień!
     Przyszła pora pakowania prezentów do wielkich czerwonych worków. Te worki były magiczne, jak cały dzisiejszy dzień. Można je nazwać workami bez dna - były małe, jednak miały nieograniczoną ilość miejsca. Po zapakowaniu worków wszystko było już prawie gotowe: prezenty zapakowane, renifery przygotowane, sanie gotowe do lotu, brakowało tylko czułego, niedługiego pożegnania.
      Dla nas elfów rozstanie się ze Świętym Mikołajem, chociaż na chwilę, jest przykrym uczuciem. Jesteśmy przy nim zawsze tak jak on przy nas i jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni.
- Trzymam kciuki, aby wszystko poszło zgodnie z planem - powiedział jeden z elfów.
- Ho, ho, ho dziękuję wam, kochani - powiedział Święty Mikołaj.
- Do zobaczenia, Mikołaju! Leć bezpiecznie!  Uważaj na siebie, Mikołaju! - krzyczały z radością wszystkie elfy.
- Ho, ho, ho, ho. Dziękuje raz jeszcze. Jak zwykle dobra robota! Wesołych świąt, wrócę niedługo - odpowiedział nam jeszcze raz Święty Mikołaj.
     Wraz z zapaloną, czerwoną lampką na nosie Rudolfa, głównego renifera, sanie odleciały. Po godzinie wylądowały z powrotem u nas w wiosce. Od razu wszyscy zbiegli się, aby przywitać Świętego Mikołaja i spytać się go, czy wszystko poszło zgodnie z planem.
- Mikołaju, czy wszystko się udało? - zapytałam.
- Oczywiście! Jak co roku dzieci są szczęśliwe! A teraz chodźmy to uczcić, wszyscy razem zapracowaliśmy na ten sukces! Ho, ho, ho - radośnie odpowiedział Święty Mikołaj.
      Wszyscy poszliśmy świętować ten wspaniały dzień!
Mam nadzieję, że za rok znów będzie tak cudownie, miło i magiczne. Po to właśnie są ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA!