Amelia Klimek, Miejsca Pamięci Narodowej w naszej okolicy -
link
Izabela Mróz Wiosna jest piękna -
link

Maria Górniak, Wiosenne kwiaty
Izabela Mróz, Wspomnienie zimy -
link
Izabela
Mróz
Tajemniczy zimowy list
Po rozmowie z
mamą byłam strasznie przerażona i bałam się, że mogę
zostać porwana. Poszłam do swojego pokoju i otworzyłam ten
list. Nic nie było w nim napisane, jedynie była narysowana
laurka świąteczna, co mnie trochę uspokoiło, bo pomyślałam
sobie, że to może jakaś moja koleżanka ze szkoły. Kiedy była
godzina 15.00, zapytałam mamę, czy mogę iść na dwór. Na
początku odmówiła, ale kiedy powiedziałam, że będę pod
telefonem, uległa i pozwoliła mi iść. Ubrałam się i wyszłam na
dwór. Tego dnia było bardzo zimno i śnieżnie. Pół godziny
później pod nasz dom podjechał jakiś samochód koloru czarnego.
Otworzyła się szybka okna, a w samochodzie zobaczyłam
mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
Kliknij
tu i czytaj dalej
Lena Leks, Jezioro wiosną
Izabela Mróz, Pierwsze oznaki zimy -
link
Jagoda Jagodzińska, Artystyczne
fotografie jesieni 2025 -
link
Oliwier Mróz, Wakacyjne wspomnienie słonecznej Chorwacji -
wbrew jesiennym chłodom i ciemnościom -
link
Jesienne drzewa, Wojtek Rozmysłowski
Krajobraz jesienny, Przemek Tarnolicki

Izabela Mróz, Już jesień... -
link
Izabela Mróz, Między latem a
jesienią -
link
Bianka
Wiśniewska
"Najmniejszy, a największy –
opowiadanie inspirowane lekturą „Chłopcy z Placu Broni”
Był ciepły, wiosenny dzień w Budapeszcie. Na placu, między
starymi budynkami i drewnianym ogrodzeniem, słychać było głosy
chłopców. To była ich mała ojczyzna – Plac Broni. Dla innych był
to tylko zakurzony kawałek ziemi, ale dla nich – miejsce marzeń,
zabaw i przyjaźni.
Ernest Nemeczek, najmniejszy i najsłabszy z
ferajny, siedział na beczce i obserwował kolegów. Choć był tylko
szeregowcem, w jego oczach błyszczała odwaga. Podziwiał Janosza
Bokę, spokojnego i sprawiedliwego przywódcę, i marzył, by kiedyś
udowodnić, że też potrafi być bohaterem.
Tymczasem nadchodziło niebezpieczeństwo – Czerwone
Koszule, dowodzone przez Feriego Acza, planowały odebrać
chłopcom ich ukochany plac. Gdy wieść o tym dotarła do ferajny,
Boka zwołał naradę. Wszyscy byli pełni emocji, a Nemeczek, choć
cichy, przysłuchiwał się uważnie. Wiedział, że to będzie ich
najważniejsza bitwa.
Kilka dni później nadszedł dzień starcia. Chłopcy
stali gotowi, z kijami w dłoniach. Słońce grzało, a kurz unosił
się nad placem niczym dym bitewny.
– Za Plac Broni! – krzyknął Boka, a jego głos rozległ się
donośnie.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Bianka Wiśniewska, Wspomnienie
wakacji
Bianka
Wiśniewska
Dla wszystkich,
którzy tworzą naszą szkołę
Dziś z uśmiechem Was witamy,
bo Dzień Nauczyciela mamy!
To święto całej szkolnej drużyny —
niech radość płynie dziś bez przyczyny!
Dla nauczycieli — za trud, za cierpliwość,
za to, że wiedzą dzielą się z miłością.
Za każdą lekcję, każdą rozmowę,
za słowa mądre i dobre słowo.
Dla pani dyrektor — za serce i troskę,
za to, że szkoła jest zawsze radosna!
Za to, że czuwa, wspiera, pomaga,
choć pracy codziennie jest cała zmaga.
Dla pań z sekretariatu — za uśmiech, gdy trzeba,
dla woźnych i kucharek — za zapach chleba.
Dla wszystkich, co dbają o szkoły mury,
by zawsze świeciły jak złote góry!
Niech ten
dzień Wam przypomina,
że wdzięczna jest Wam cała rodzina —
uczniowie, rodzice i każdy z nas,
bo szkoła to dom,
gdy jesteście w niej Wy — właśnie Wasz!

Maria Górniak, Rynek w Mroczy wieczorem -
link
Amelia Klimek, Miejsca Pamięci Narodowej w naszej okolicy -
link
Julia Doberstein
"Moja kudłata przyjaciółka"
Od
wielu lat marzyłam o psie, próbowałam namówić mamę i tatę,
jednak moje starania poszły na marne. Z czasem postanowiłam
udowodnić rodzicom, że jestem gotowa na tak dużą
odpowiedzialność - zaczęłam wychodzić na spacery z psem
sąsiada. Codziennie z nim chodziłam po malowniczym parku,
zatłoczonym mieście i spokojnych, polnych drogach. Z czasem
zaczęłam imponować tym mamie i tacie, jednak nie na tyle,
abym dostała tego psa.
Nadal nie przestawałam wychodzić z psem
sąsiada, lubiłam to robić, więc nie miałam z tym problemu.
Po miesiącach stwierdziłam, że to nie wystarczy i dodałam
jeszcze kolejne prośby do rodziców.
Pewnego marcowego dnia zaczęłam szukać
przeróżnych ogłoszeń na stronach społecznościowych. Było tam
bardzo dużo pięknych i słodkich psiaków. Jednak niektóre
były za daleko, a inne były za drogie. Moja mama, w
tajemnicy przede mną, cały ten czas rozmawiała o tym z moim
tatą, aż w końcu podjęli decyzję. Mama zawołała mnie z
salonu.
- Julka, chodź na chwilę! - wykrzyczała.
- Idę! – odpowiedziałam, Szybko zeszłam na dół i pognałam
prędko do salonu.
Wtedy, po rozmowie z mamą poczułam szczęście
nie do opisania, że w głowie się nie mieści. Cały czas
powtarzałam sobie w głowie: ,,Mama mi właśnie powiedziała,
że szukamy psa!'' i tak w kółko.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Maria
Górniak
„Wiosna w Mroczy”
W samym sercu Kujaw,
gdzie świt się rozpoczyna,
leży Mrocza - cicha lecz tak gościnna,
to moje
miasto
niewielkie,
lecz pełne uroku,
żyje się w nim spokojnie -
bez pędu i bez tłoku.
Choć Mrocza jest mała to piękna bez końca,
gdy zawita w niej wiosna
cudownie mieni się w promieniach słońca.
Uliczki, co zimą cicho spały,
teraz znów tętnią życiem bo wiosna -
zadziei matka zawitała tu skrycie.
Na rynku słońce się rozsiada,
ciepłem otula bruk i mury stare,
w powietrzu pachnie kwiatami -
najpiękniejszym wiosny darem.
Izabela
Mróz
„Kuchenna katastrofa”
Myślałam, że wszystko pójdzie po
mojej myśli, ale lepiej zacznijmy od początku. Pewnego dnia,
kiedy jadłam śniadanie, nagle zadzwoniła do mnie mama i
powiedziała:
- Córeczko, dzisiaj wracam z Nowego Yorku, cieszysz się?
- Co? Naprawdę? Oczywiście, że się cieszę- zawołałam.
- Naprawdę córeczko, wracam do ciebie. Do zobaczenia,
kochanie.
- Do zobaczenia, mamusiu.
Po zakończeniu rozmowy zaczęłam się
zastanawiać. Nie wiedziałam, co mam zrobić, więc wpadłam na
wspaniały pomysł. Postanowiłam, że mogłabym ugotować coś
pysznego na przyjazd mamy. Szukałam wśród wielu przepisów,
aż w końcu znalazłam idealny. Postanowiłam zrobić przepyszną
pieczeń z warzywami, którą mama uwielbia i od razu zabrałam
się do gotowania. Przygotowałam sobie wszystkie potrzebne
składniki, czyli między innymi: mięso, specjalną marynatę do
mięsa, warzywa , które sama kroiłam i wiele innych. Na razie
wszystko szło mi dobrze, aż do momentu, gdy przyszła kolej
na mięso. Po włożeniu go do piekarnika na początku było
dobrze, ale po pewnym czasie zaczęło się mocno dymić. Szybko
założyłam rękawicę kuchenną i wyjęłam mięso, które było
prawie całe spalone. Najgorsze było to, że w tym momencie do
domu weszła mama i zdziwiona zapytała:
- Co tutaj się stało?
- Eeeee, bo ja....- zaczęłam mówić niepewnie
- Chciałam przygotować obiad powitalny na twój przyjazd,
przepraszam - dodałam smutno
- Nic się nie stało kochanie. Wiem, że chciałaś dobrze.
Tylko na drugi raz musisz bardziej pilnować czasu i
temperatury, dobrze? - odpowiedziała spokojnie mama
- Dobrze- odpowiedziałam cicho
- A co moja mała kucharka ugotowała? – zapytała mama.
- Przygotowałam twoje ulubione danie, czyli pieczeń z
warzywami – odparłam.
- Naprawdę? Ale super! - zachwyciła się mama.
Mama zjadła wraz ze mną obiad, mimo że było
troszeczkę spalone, to pomogła mi uratować pieczeń i
odkroiła to, co było spalone i było dobrze.
Po obiedzie zapytałam mamę:
- Jesteś na mnie zła?
- Nie, kochanie, nie jestem – odparła mama,
- Dlaczego? – zapytałam
- Ponieważ każdemu to może się zdarzyć, nawet najlepszemu
kucharzowi – odparła mama,
- Dziękuję ci mamo, kocham cię – powiedziałam,
- Ja ciebie też – odpowiedziała mama, uśmiechając się.
Bardzo się cieszyłam, że mama nie
była na mnie zła za moją kuchenną katastrofę, ale mam
nadzieję, że następnym razem wszystko pójdzie zgodnie z
planem i już niczego nie przypalę. Mama miała rację, wpadki
zdarzają się każdemu, nawet najlepszemu kucharzowi, a co
dopiero mi, małej kuchareczce.
Amelia Kont
"Tajna misja"
W małym miasteczku
Mrocza mieszkała sobie mała dziewczynka o imieniu Wika.
Miała 10 lat i bardzo bujną wyobraźnię. Chodziła do szkoły
podstawowej, do czwartej klasy.
Gdy jeszcze został tydzień do Świąt
Wielkanocnych, pewnego poniedziałku Wika szła do szkoły, jak
zawsze z uśmiechem na twarzy. Myślała, co będzie robić po
powrocie ze szkoły. I wymyśliła genialny plan. Będzie
marzyć, że jest pomocnikiem króliczka wielkanocnego i
roznosi grzecznym dzieciom prezenty. Zamyśliła się i
spóźniła na lekcję matematyki. Teraz miała bardzo ważny
temat, bo były to ułamki, więc nie mogła się spóźnić. Jej
klasa zapisała już temat, gdy Wika weszła do klasy zdyszana.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie - powiedziała Wika.
- Dzień dobry, Wiktoria - odpowiedziała pani Alicja.
Wika usiadła w wolnej ławce i zaczęła słuchać
pani. Nie trwało to długo, bo już nie mogła się doczekać
powrotu do domu. Zamyśliła się, jaka to będzie świetna
zabawa. Usłyszała dzwonek i wyszła z klasy. Przywitała się z
koleżankami i razem poszły na plastykę.
- Jak dobrze, że nie ma ostatniej lekcji – powiedziała
Zosia.
- No i jeszcze jest pięć lekcji – odpowiedziała Wika.
- Co robicie dziś po szkole? – zapytała Lena.
- Ja mam zajęcia konne - powiedziała Maja.
- A ty Wika, co dziś robisz? - zapytała Lena.
Kliknij
tu i czytaj dalej
Bianka
Wiśniewska
„Tajemnica
z Narnii..."
Londyn to miasto, w którym mieszkało rodzeństwo:
Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja.
Chcę Wam opowiedzieć, co się im przydarzyło. W czasie
wojny dzieci musiały opuścić Londyn z powodów
bezpieczeństwa. Po opuszczeniu miasta dzieci pojechały na
wieś. Po dojechaniu do celu dzieci zamieszkały u pewnego
starszego profesora.
Profesor żył na odludziu, 10 mil od stacji kolejowej
i 2 mile od poczty. Mieszkał sam w wielkim, starym domu.
Tylko czasem przychodziła do niego gospodzia, pani Macready.
Bardzo rzadko przychodziły też pomocnice Macready: pani Ivy,
Margaret i Betty.
Pierwszego dnia wieczorem dzieci powiedziały
profesorowi dobranoc i pobiegły do pokoju na szybką naradę,
a następnie spać. Następnego dnia obudził je głośny deszcz.
Po śniadaniu poszły do pokoju, który im
przydzielono. Był to długi, niski pokój z dwoma oknami.
Łucja pomyślała, aby sprawdzić, czy drzwi od
szaf są otwarte. Okazało się, że jedna z szaf jest otwarta i
była to szafa, do której Łucja weszła
zupełnie sama. Otworzyła się przed nią kraina
niezwykłej przygody...
Zuzanna Szymańska, Piękne znaki wiosny 2025 r. -
link
Amelia Klimek, Niezwykłe fotografie malarskie -
link
Zuzanna Szymańska, Stary cmentarz -
link
Bianka Wiśniewska, Pejzaż
krajeński

Zuzanna Szymańska, Zimowe drzewa -
link
Marta
Reimann
"Życie"
Dziś powiem Ci,
Nikt nie jest kochany tak jak Ty.
Tych parę chwil,
Ty nie powiedziałeś nic.
Z tych samych słów i chwil.
Bądź przy mnie dziś.
Nie martw się, jestem z Tobą,
Bo życie jest warte chwil.
Bo szybko przemija.
Dziś potrzebne jest słowo,
Które odmieni nasze życie.
Słowo, tylko jedno słowo,
Warte tysiące myśli.
Powiedz mi,
gdzie jest droga do Ciebie.

Bianka Wiśniewska, Zimowy księżyc

Nicola Grzeszczyk, Grafika

Alicja Lubańska, Harry
Potter i Insygnia Śmierci
Bianka Wiśniewska
Wspomnienie wigilijne
Pewnego zimowego poranka minionego roku obudziłam się i
wiedziałam już, że to ten dzień, ale pewnie zapytacie:
– Jaki to dzień?
- Tak, to 24 grudnia!
Gdy już się ubrałam, usłyszałam wołanie mojej mamy i
poszłam zapytać, czy potrzebuje, żebym jej w czymś pomogła. Moja
mama poprosiła mnie, żebym pomogła babci w nakryciu do stołu,
więc bez wahania pobiegłam i pomogłam babci.
Gdy skończyłyśmy, mama, tajemniczo się
uśmiechając, powiedziała, żebym poszła do swojego pokoju, więc
poszłam i zamknęłam drzwi.
Później mama powiedziała, żebym pomogła jej
robić sałatkę.
Gdy pojawiła się pierwsza gwiazdka na niebie, nadszedł czas
dzielenia się opłatkiem, składania życzeń i spożywania kolacji
wigilijnej. Rodzinnie pośpiewaliśmy kolędy. Obdarowaliśmy
się prezentami To był wspaniały wieczór!
Bianka Wiśniewska, Kot na spacerze zimowym
Bianka Wiśniewska
Pierwszy dzień w górach
Był 9 stycznia godzina 10:00, a my dojechaliśmy do
naszego hotelu w górach. Gdy weszliśmy do naszego pokoju
hotelowego, pozostawiliśmy rzeczy i pojechaliśmy na
Krupówki. Na Krupówkach kupiliśmy pamiątki i zjedliśmy
obiad.
Później pojechaliśmy pod wypożyczenie nart.Gdy weszliśmy
do wypożyczalni, pan nas spytał o rozmiar buta
chwilę później pan podał nam nasze narty i poszliśmy na stok.
Po nartach pojechaliśmy do sklepu po jedzenie. Kupiliśmy
pieczywo, szynkę, ser,masło i jogurty. Weszliśmy do pokoju
hotelowego, później zjedliśmy kolację i poszliśmy spać.

Zofia Kozielska, Dzieci
z Bullerbyn
Martyna
Najdowska
" Poranek"
Czekam już drugi wiek za tobą.
Nikt mi ciebie nie zastąpił, czekałem, czekam i będę czekał.
Biały grudzień minął żwawo, styczeń również.
Rzeka ma kochana wyśpiewuje mi co noce, że gdzieś jesteś,
zaraz wrócisz.
Lecz co mi po tym, jak Ty nawet nie chcesz wracać.
Nagle z rana słyszę kroki, widzę ciebie, patrzysz na mnie.
Patrzysz na mnie, a więc jesteś – odeszłaś, więc cię nie ma.
Twe oczy białe niczym śnieg, a twa dusza krwista z rozpaczy.
Widzę Ciebie - to mój czas, pora wstawać.
Izabela Mróz, Zimowe drogi,
link
Powiedź mi, gdzie jesteś,
wysoko w niebie czy w otchłani?
Tam, gdzie jest ciepło czy zimno,
tam, gdzie ludzie są tacy sami.
Jesteś aniołem czy taką, jaką Ciebie pamiętam?
Śpiewasz kołysanki tak jak małemu dziecku,
które nosiłaś na rękach.
Mamo,
ja zawsze będę o Tobie pamiętać!
Między jesienią a zimą...
Oliwier Mróz, Kolory późnej jesieni -
link
Zuzanna Szymańska, Jesienny zachód słońca
Martyna
Najdowska
***
Mimo bólu, łez i smutku,
pragnę wybrać inną drogę.
Gdzie nie będzie nigdy żalu,
ale wracam znów pamięcią,
do krainy pięknych życia chwil.
Twardą ziemię Ci ja zmienię,
w przecudowny miękki puch,
u twych stóp złożę mój uśmiech,
byś tylko Ty go miał.
Ciemne niebo zmienię w jasne,
by ta jasność była Twa,
rozświetlając zakamarki Twych smutków cały gmach.
I całą galaktykę powiadomię o miłości,
która drzemie w sercu mym,
patrząc na oblicze Twoje, zmartwień pełne.
No i pisarz wreszcie utulił
oczy piękne do snu wiecznego,
zapisując na kartkach białych
symfonie zgiełku swoich myśli,
aby młodzi polscy żołnierze
brali przykład z jego wolności,
i bronili ojczyzny jak swoich prywatności.
***
Ludzie bez wyrazu,
szarością życia ogarnięci
przybierają maskę do gry życia,
by oszukać resztę swego żywota.
Patrząc w niebo, szukali szczęścia,
lecz nie znaleźli go, znaleźli go w głębi umysłu,
nachylając twarz do serca, by posłuchać słabej melodii nadziei,
nosili uśmiech słaby.
Pisarz martwy układa testament,
by ostrzec lepszą część ludzkości,
aby w jasność przeistoczyć świat,
miłość, wierność i ojczyzna w sercu tkwi.
Zuzanna Bujewska, Obraz jesieni
Izabela Mróz
„Odwiedziny fabryki dziur i dziurek”
Pewnego dnia
pan Kleks zebrał zwołanie w swoim gabinecie
i powiedział:
- Moi drodzy chłopcy, dzisiaj odwiedzimy fabrykę dziur i
dziurek.
Wszyscy bardzo się ucieszyliśmy.
Pan Kleks powiedział, żebyśmy ustawili się przed
Akademią. Nie mogliśmy się doczekać. Kiedy dotarliśmy do
fabryki, na krawędzi chodnika stał szef fabryki Inżynier Kopeć i
przemówił:
- Witajcie moi drodzy chłopcy w fabryce dziur i dziurek. Nazywam
się Inżynier Kopeć i jestem właścicielem tej fabryki.
Zaprosił nas do środka fabryki i pokazywał nam
wszystkie maszyny do robienia różnych dziur i dziurek.
Najciekawszą maszyną według mnie była maszyna do robienia
dziurek w drzwiach. Było to bardzo ciekawe. Kiedy już
skończyliśmy zwiedzać, Inżynier Kopeć pożegnał nas bardzo mocnym
uściskiem. Następnie weszliśmy do autobusu, a pan Kleks
porozmawiał sobie z szefem fabryki.
Kiedy już wróciliśmy do Akademii, pan Kleks zapytał
się, jak nam się podobało. Wszyscy powiedzieliśmy chórem:
- Najlepsza wycieczka na świecie!!!
Kiedy już wszyscy zjedli kolację i się umyli szpak
Mateusz ułożył nas do łóżek. To była najlepsza wycieczka
szkolna. Ciekawe, co jutro będziemy robić? Mam nadzieję, że też
coś ciekawego.
Eliza Zglińska
''Poszukiewacze paczek''
Były urodziny mojego taty i byli goście. Trochę nam, dzieciom,
się nudziło, aż nagle Maja wpadła na pomysł, że pójdziemy
poszukać małych paczek, które są rozłożone po całej Mroczy.
Oczywiście w różnych miastach też są te paczki. Zgodziłyśmy się
z Weroniką:
- Paczka powinna być obok koścoła,-powiedziała Maja.
Szukałyśmy wszędzie tej paczki, ale nigdzie jej nie było:
- Wracajmy do domu, bo zaraz zamarzniemy - powiedziała Weronika.
- Masz rację -odpowiedziałam.
- To chodźmy- powiedziała Maja.
Wróciliśmy do domu:
- Jesteśmy! - krzyknęłam.
- Okej, chodżcie na kolację - odpowiedziała mama.
Zjedliśmy kolację, była bardzo dobra.Poszłyśmy zobaczć do
mojego brata i kuzyna.Jak zwykle grali na xboksie:
- W co gracie? - zapytała Maja.
- W GTA - odpowiedział Szymon
- A możemy z wami? -zapytala Weronika.
- Nie!-powiedział Stachu .
- Czemu niby?-zapytałam.
- Bo jesteście dziewczynam i- odpowiedział Stachu.
- Powiem to mamie-powiedziałam.
- MAMA! - krzyknęłam.
- Dobra, możecie - odpowiedział szybko Stachu.
- Już nic!-krzyknęłam do mamy.
I graliśmy na xboksie prawie do końca imprezy.
Ten dzień był
super,dawno tak się nie bawiłam.

fot. Malwina Helbig
fot. Maja Myjak

Jagoda Jagodzińska, Pejzaże.
Kliknij
i obejrzyj galerię.
Michał Splitt
Recenzja filmu „Czerwone maki”
Polski film
“Czerwone maki” to dzieło z gatunku dramat wojenny.
Jego reżyserem jest Krzysztof Łukasiewicz. Miał premierę w
roku 2024.
Akcja tego dramatu toczy się we Włoszech, a
dokładnie w okolicach klasztoru na wzgórzu Monte Cassino. Czas
wydarzeń to II wojna światowa, dokładnie – 1944 rok.
Wówczas polscy żołnierze stoczyli zwycięską walkę z Niemcami.
Przed nimi żołnierze z wielu oddziałów innych narodów próbowali
pokonać obronę hitlerowców. Nikomu się nie udało. Dopiero Polacy
pokonali niemieckie wojska. Wielu naszych rodaków zginęło w
czasie tych walk.
Moim zdaniem gra aktorska jest na bardzo wysokim
poziomie. Główny bohater bardzo dobrze grał swoją rolę,
tak samo inni aktorzy świetnie się spisali. Według mnie kostiumy
pozwoliły lepiej wyobrazić sobie tamte czasy. Wiernie
odwzorowano każdy szczegół. Także efekty specjalne robiły duże
wrażenie. A scenografia wyglądała bardzo autentycznie.
Uważam, że film “Czerwone maki” jest obowiązkowy do
obejrzenia przez miłośników historycznych filmów. Temat
filmu, obsada aktorów i dbałość o szczegóły sprawiają, że żaden
widz nie będzie zawiedziony. Z pewnością mogę polecić ten film
wszystkim widzom.

Pewnego ponurego dnia bardzo się nudziłam. Było
późne popołudnie, wszyscy byli zajęci i nie mieli dla mnie
czasu. Postanowiłam więc, że poczytam książkę.
Nagle rozbłysło różowe światło i porwał mnie
wiatr. Bardzo się bałam, bo nie wiedziałam co się dzieje. Po
chwili wylądowałam na tęczowej polanie. Wszystko wokół: rośliny,
chatka, płotek, dróżka było z czekolady i żelków. Byłam
oczarowana, więc zaczęłam zwiedzać. Wtedy, zauważyłam pięknego i
smakowicie wyglądającego kwiatka. Zerwałam go i nie mogłam się
powstrzymać, żeby go nie skosztować. Smakował cudownie, ale
znowu porwał mnie wiatr. Nie wiem, jak długo leciałam, jednak
wylądowałam w biało-czarnym świecie z domina.
Nie było tu tak przyjemnie jak wcześniej.
Wiało chłodem, zaczęłam marznąć. Stały tutaj ogromne budynki,
szkoła i komisariat, a wszystko zbudowane z domina. Usłyszałam
przerażający ryk zbliżającego się zwierzęcia. Zaczęłam uciekać.
W pewnym momencie potknęłam się i wpadłam na jeden z domów.
Wszystko zaczęło się walić.
A ja znowu zostałam porwana przez wicher.
Wylądowałam w domu do góry nogami. Siedziałam na suficie i
trzymałam się lampy. Miałam już dość tych przygód. Zatęskniłam
za swoją nudą w domu. Postanowiłam się stamtąd wydostać!
Dotarłam do drzwi i je otworzyłam. Wtedy zaczęłam spadać i
spadać bez końca. Ogarnęło mnie
przerażenie.
Nagle w oddali usłyszałam głos taty:
- Amelia, Amelia! Obudź się! Czas wstawać do szkoły!
- Co? Jak to? - zapytałam.
- Usnęłaś z książką na nosie i spałaś do rana - odpowiedział
tata.
To była ciekawa przygoda, jednak cieszę się,
że zdarzyła się tylko w moim śnie!

Ocean
kolorów - obejrzyj galerię Izy Mróz.

Wiosenna
galeria Konrada Różyckiego
Rafał
Januszewski
"Sum"
Za górami,za lasami, w małym, drewnianym
domku mieszkał samotny rybak.
23 maja powinien obchodzić urodziny. Ale rybak był tak stary, że
zapomniał o swoich urodzinach, poszedł łowić ryby. Złowił
magicznego suma, który umiał rozmawiać. Sum powiedział:
- Jeżeli mnie wypuścisz, to spełnię 5 twoich życzeń.
- Dobrze, najpierw poproszę o nowy dom, taki ładny, ceglany, z
czerwonym kominem i ładnym wnętrzem - odparł starzec.
- Pyk, proszę, masz jeszcze 4 życzenia -powiedział sum.
- Poproszę jeszcze o tuzin wędek.
- Pyk, paf- powiedział sum.
Rybak stwierdził, że prześpi się w swoim nowym domku i że
z rana poprosi suma o resztę życzeń.
Rano suma nigdzie nie było. Rybak się rozpłakał i
prosił suma o powrót, lecz nic to nie dało. Rybak popłynął
daleko i zobaczył suma, który utknął w wodnych chaszczach. Nie
mógł się wydostać. Rybak wskoczył do wody, by mu pomóc , ale nic
to nie dało. Rybak trochę pomyślał i stwierdził, że wykorzysta
jedno ze swoich życzeń. Wypowiedział życzenie, żeby sum znowu
mógł być wolny. Sum odpłynął szczęśliwy, bo odzyskał wolność. A
starzec już nie chciał go męczyć życzeniami.
Kiedy starzec wrócił do domu, bardzo się zdziwił.
Na jego polu stał wielki zamek, pezed przy nim szlachta, karoca,
a na bramie wisiała karteczka od suma z napisem: "Dziękuję".

Aleksandra
Nowak, Spacerr - obejrzyj galerię.
Nicola Sosnowska
Recenzja "Krzyżaków"
Ostatnio, w ramach przygotowań do konkursu
kuratoryjnego, przeczytałam utwór “Krzyżacy”, dzieło znanego autora,
tworzącego w epoce pozytywizmu - Henryka Sienkiewicza. Książka ta
wywołała u mnie ciekawe przemyślenia, którymi postanowiłam się
podzielić.
“Krzyżacy” to powieść historyczna, w której za pomocą fikcyjnych i
historycznych postaci ukazano życie i problemy średniowiecznych
mieszkańców Polski. Głównym bohaterem jest młody chłopak aspirujący
na rycerza - Zbyszko z Bogdańca. W karczmie “Pod Lutym Turem”
poznaje on Danusię, dwórkę księżnej Anny Danuty. Zbyszko ślubuje jej
pomszczenie śmierci matki dziewczyny poprzez zdobycie kilku pęków
pawich piór. Pióra nosili na hełmach rycerze zakonu
krzyżackiego. Kiedy więc zauważył takie pióra, od razu rzucił się na
mężczyznę z krzyżackim hełmem. Okazało się, że owym mężczyzną był
poseł - Kuno Liechtenstein. Przez to Zbyszko został skazany na
śmierć - co jednak jeśli powiem wam, że przy czyjejś pomocy wyszedł
z opresji? Jeśli zaciekawiło was, co dalej się działo, polecam w
wolnym czasie zapoznać się z treścią utworu.
Przede wszystkim, cała historia była dosyć ciekawa.
Działo się naprawdę wiele. Nie zamierzam kłamać w tej recenzji - nie
jest to książka napisana łatwym językiem dla młodszych pokoleń. Na
co dzień nie używamy już wielu sformułowań. Słowa, których używali
nasi rodzice czy dziadkowie, są dla nas archaizmami. Uważam jednak,
że warto się trochę natrudzić i przeczytać powieść “Krzyżacy”.
Henryk Sienkiewicz znany jest z wielu powieści historycznych. Pisarz
tworzył w czasach zaborów. Aby pokrzepić serca zmartwionych losem
Polaków, w swoich utworach przedstawiał wzniosłe dla narodu
polskiego momenty, ważne bitwy, które Polacy wygrali. W “Krzyżakach”
przedstawiono bitwę pod Grunwaldem. Zachęcam, żeby w trochę bardziej
przystępny sposób uzupełnić swoją wiedzę historyczną i przeczytać tę
powieść
Świat wokół nas, fot. Nicola Sosnowska
kliknij
tu i oglądaj więcej
Helena
Radziejewska
"Apollo w Las Vegas"
-
Nie,nie,nie,nie,nieeeeee. Tylko nie to. To musi być jakiś sen
albo halucynacje.
Zeus zesłał mnie, Apolla, na Ziemię za karę za obudzenie Rei.
Byłem bardzo zdenerwowany z tego: był to już czwarty raz. Jak
wiadomo, ja, taki bóg, powinienem siedzieć na Olimpie i pić
ambrozję, a nie być jakimś śmiertelnikiem. Ostatnim razem
musiałem odnaleźć i uratować z rąk złych cezarów m.in
Komodeusa, który ma kompletnego świra na swoim punkcie, i
kilka wyroczni. Ciekawe, co tym razem wymyślił Zeus,
pewnie znowu nazwał mnie jakimś dziwnym imieniem jak Lester
Papadopolus. O, mam w kieszeni portfel.
- Cooooo. Zeusie, jeśli mnie słyszysz, proszę, weź mnie
z powrotem na Olimp. Proszę cię, naprawdę przepraszam, że ją
obudziłem, ale nazwać mnie Kunegunda Sitko!? To już przesada!
Zeusie, ja jestem MĘŻCZYZNĄ.
Oliwier Mróz, Krajobrazy -
link
Nicola
Sosnowska
„Piękny jesienny krajobraz”
Z okna mojego domu widzę jesienny, pochmurny,
wiejski krajobraz.
Na pierwszym planie widnieją wielokolorowy krzew oraz drzewo -
leszczyna. Nieco dalej po lewej stronie stoi samotnie drzewko bez
liści. Obok leszczyny spostrzegłam średniej wielkości skrzynkę,
prawdopodobnie kompostownik. Po prawej stronie umiejscowione jest
poletko, a przy nim wiadro.
Teren jest płaski. Na drugim planie jest zaorane, szarobrązowe
pole, za nim drugie, intensywnie zielone. W tle widać zarys
miasta. W oddali można zauważyć asfalt i duże drzewo ogołocone z
wszelkich liści.
W tym krajobrazie dominują odcienie: szarości, brązu, żółci. Lekką
uwagę przykuwa neonowo żółty krzak, natomiast największą -
energicznie żywa trawa rozpościerająca się po całej płaszczyźnie.
Gdzieniegdzie ukazują się błękitno - fioletowe kwiaty. Wszędzie
porozrzucane są liście oderwane z drzew przez wiatr.
Lekka mgła unosząca się w powietrzu wprawia to miejsce w
tajemniczy nastrój. Myślę, że to idealna sceneria do jesiennych
zdjęć.
Nicola
Sosnowska
"Magiczne łzy"
Emilia ma
dziesięć lat. Niestety, miesiąc temu zmarła jej mama. Jej
imię brzmiało Małgorzata, miała wypadek samochodowy.
Emilka była zrozpaczona. Nie mogła pogodzić się ze śmiercią
matki. Ciągle siedziała w swoim pokoju i płakała. Nie chciała
nawet jeść. Wtedy dziewczynka zrozumiała, że musi wziąć się w
garść. Żeby nie myśleć o tym smutnym wydarzeniu, zaczęła
czytać książki. Cały czas siedziała w ogrodzie zamyślona oraz
zaczytana. Pewnego dnia po szkole Emilia poszła do biblioteki,
mając nadzieję, że znajdzie jakiś ciekawy utwór. Zaczęła
szukać, ale nic nie mogła znaleźć, aż zauważyła książkę pt.
''Zaklęcia panny Twix''. Wypożyczyła ją. Gdy przyszła do domu,
rzuciła swój plecak w kąt, położyła się na łóżku i zaczęła
czytać spis treści.
(czytaj
dalej)
Nicola Sosnowska
„Zaginiony list”
Detektyw William
Barklem jak zwykle siedział w swoim kraciastym fotelu i palił
fajkę. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył je i zobaczył
jakąś kobietę. Ubrana była w skórzany płaszcz, czarne buty
oraz okulary przeciwsłoneczne ,chociaż wcale nie świeciło
słońce.
- Co panią do mnie sprowadza? - Zapytał detektyw.
- Chciałabym odnaleźć mój list. Wiem, dziwnie to zabrzmiało,
ale ten list jest dla mnie ważny. Wczoraj wróciłam z pracy i
już go nie było.
- Zrobię, co w mojej mocy, by go odnaleźć.
(czytaj
dalej)
Kuba Hamowski
"Miasto 44"
“Miasto 44” to film odzwierciedlający okres II wojny
światowej w Polsce, w reżyserii Jana Komasy. Jego tematyką
jest powstanie warszawskie. Warto zauważyć, że w celu
wiarygodnego odtworzenia tamtych czasów rozmawiano z osobami,
które brały w nim udział lub mieszkały w okupowanym mieście.
Przy produkcji filmu brało udział wielu aktorów.
Na casting zgłosiło się około 7 tysięcy chętnych. Starano się
dać szansę nieznanym dotąd większej liczbie publiczności. W
filmie występowało wielu ludzi. W główne role wcielili się:
Józef Pawłowski - Stefan Zawadzki, Zofia Wichłacz - Alicja
“Biedronka”, miłość Stefana, sanitariuszka. Postacie
drugoplanowe to m.in.: Anna Próchniak - Kama, Antoni
Królikowski - przyjaciel głównego bohatera “Beksa” i Maurycy
Popiel - “Góral”.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Oliwier Mróz
"Wakacyjny szczupak"
Pewnego dnia w wakacje, gdy grałem na konsoli, zadzwonił do
mnie Julek i powiedział:
-
Cześć, Oliwier, chcesz pójść ze mną na ryby?
-
Z miłą chęcią – odpowiedziałem zachwycony jego propozycją.
-
To o 13 widzimy się koło jeziora - powiedział Julek.
-
Dobra - odpowiedziałem.
Szybko
wyłączyłem konsolę i poszedłem pakować potrzebne nam rzeczy.
Spakowałem m.in. wędkę, podbierak, kukurydzę i robaki. Kiedy
zbliżała się umówiona godzina, udałem się na miejsce naszego
spotkania. Julek już tam był i na mnie czekał.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Adam Majewski
"Hotel Pensylwania"
29 lipca 2018 roku wraz z mamą byłem w kinie na
amerykańskim filmie animowanym pt. "Hotel Transylwania 3" w
reżyserii Genndego Tartakorskiego.
Akcja dzieje się w świecie gdzie mumie,
wampiry, wilkołaki i inne potwory żyją z ludźmi. Bohaterowie
poszli na statek, by przepłynąć na wyspę, ale okazuje się że
to pułapka i powoli zamykają bohaterów. Zbój kradnie teczkę
z nutami, żeby obudzić krakena i zatopić statek. Na
szczęście Janathan uratował wszystkich przez swoje centrum
muzyczne, bo kraken tańczył do muzyki Janathana, a nie
słuchał koncertu zbója.
Bardzo podoba mi się ten film. Jestem wielkim
fanem filmów "Hotel Transylwania". Zachęcam cię, abyś
obejrzał tę serię od pierwszej do trzeciej części. Są tam
elementy wartkiej akcji, piękna muzyka i niezwykłe
efekty specjalne.
Dominika Kledzik
Prototyp
Ludzie już podczas
pierwszych nieśmiałych spojrzeń nanieśli na boty stereotyp
podporządkowanych pod ich wolę maszyn. Spoglądając w
nienaturalnie zabarwione tęczówki, widzieli stos kabli,
mechanicznych układów i kilka litrów płynącego w
syntetycznych żyłach błękitnego oleju. Zaraz po tym, jak
pierwszy z masowo produkowanych modeli opuścił taśmę
produkcyjną, reklamowano go jako idealną pomoc we
wszystkim, czego nie lubisz, bądź nie potrafisz wykonać
samodzielnie. Minęło kilka, policzalnych na palcach jednej
ręki lat, nim w 2084 roku prawie żaden człowiek nie
potrafił sobie już wyobrazić życia bez lokaja, kucharki,
sprzątacza, a nawet łóżkowego kochanka w postaci
zintegrowanego gąszczu elektroniki. Tylko nieliczni mieli
świadomość o brudnym sekrecie spoczywającym gdzieś w głębi
tych wszystkich bezmyślnych, a jednocześnie piekielnie
inteligentnych tworów.
Głos o ledwie słyszalnym
elektronicznym brzmieniu, pozbawiony krzty emocji sprawił,
że jasnowłosa młoda kobieta stojąca nieopodal sklepowej
lady w jednej z wielu świecących neonami restauracji,
została gwałtownie wyrwana z całkowicie pochłaniającego ją
zamyślenia.
— Słucham? — zapytała z
roztargnieniem, poprawiając okulary na pokrytym piegami
nosie.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Jakub Hamowski, recenzja
filmu "Matrix"
W ostatnim czasie miałem
okazję obejrzeć najnowszą część kultowej serii Matrix, która
jest odtwarzana w kinach, w reżyserii Lany Wachowski. Seria
składa się z filmów typu science-fiction, znanych
praktycznie każdemu. Gdy słyszymy tytuł, do głowy przychodzi
nam realizacja sprzed 20 lat. Część poprzedzająca tę, która
dopiero wyszła do kin, powstała 19 lat temu, w roku 2003 i
nosiła tytuł "Matrix - rewolucje".
Kontynuacja serii może budzić kontrowersje i zapewne nie
wszystkim się spodoba. Między innymi dlatego, że została
zrobiona po długiej przerwie, w czasie której rozwinęła się
kinematografia. Dziś reżyserzy mają większe możliwości, np.
związane z efektami specjalnymi.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Helena Radziejewska
Takiej Wigilii jeszcze
nie było
Na Olimpie zbliżał się
wieczór. Zeus powoli robił się coraz bardziej
zdenerwowany. Nie, żeby kogoś to zdziwiło.
- Dlaczego wy wszyscy macie takie dobre humory? Przecież
jest taki okropny dzień! Nie stało się dziś nic
dramatycznego! Jak możecie się cieszyć! - krzyczał.
- Jak to nie stało się nic złego? - powiedziała Hera -
Przecież jest Wigilia! W takie dni zdarza się tyle złych
rzeczy! Nawet nie wiesz, ile jedzenia się marnuje!
To od razu poprawiło humor Zeusa. Zamęt był w jego guście.
Ale zmarnowane jedzenie nie jest w stanie poprawić mu
humoru na dłuższy czas. Trzeba wprowadzić jeszcze więcej
nieszczęść! - pomyślał.
Był tylko jeden problem. Jakie nieszczęścia można zrobić w
Wigilię?
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Nicola Sosnowska
Kłótnia
Gdy Ann wyszła z domu,
Andrew pomyślał: „Na pewno wróci za jakieś dziesięć
minut”.
Jednak dziewczynka nie wracała już pół godziny. Chłopak
zmartwił się. Ubrał się bardzo ciepło i wyszedł poszukać
ją w okolicach domu i w ogrodzie, jednak jej tam nie było.
Martwił się coraz bardziej. Jego siostra nigdy nie
oddalała się od domu tak daleko. Poszedł to sąsiadów. Byli
zamożniejsi od niego, ale nie zwracali na to uwagi i
przyjaźnili się z uczynnym chłopakiem. Teraz wszyscy
poszli szukać dziewczynki. Szukali długo. Zrobiło się już
dawno ciemno, a oni nadal jej nie znaleźli.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Nicola Sosnowska
"Przeszłość"
Jedno smocze jajko,
szklanka mąki, czekolada i poł litra mleka. Nilo znał już
ten przepis na pamięć. Przygotowywał go zawsze, kiedy
przychodziła do niego jego elfia przyjaciółka - Zerira.
Wystarczyło jeszcze tylko wstawić ciasto do pieca na
dziesięć minut. Chłopak zaczął nakrywać stół. Stały już na
nim kolorowe, wonne kwiaty w glinianym wazonie. Nilo
dołożył porcelanowe talerze, tak samo blade jak jego cera.
Na środku umieścił imbryk z zaparzoną zieloną herbatą.
Wtem usłyszał pukanie do drzwi, więc pospiesznie wpuścił
przybysza do środka. Tak jak się spodziewał, była to
Zerira. Dziewczyna postanowiła ubrać się w luźną,
wzorzystą sukienkę oraz skórzaną, cienką kurtkę. Elfka
przywitała się z przyjacielem i zajęła przygotowane dla
niej miejsce. Chłopak pokroił słodki wypiek. Zaczął
nalewać herbatę do filiżanek. Nagle usłyszał, jak zawiasy
drzwi się wyłamały. Do środka weszła straż królewska.
– Panie Nilo, zostaje pan aresztowany - odezwał się
gburowato jeden z mężczyzn.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Helena Radziejewska
"Córeczka mamusi"
Minęło 6 godzin od sytuacji
z policjantem. Mama powinna być już w domu. Ale ona czasem
się spóźnia. Nie powinnam się martwić. Przecież to moja
dzielna mama. Ona zawsze daje radę. A jednak coś nie daje mi
spokoju. Przez cały ten czas czuję się nieswojo.
W kuchni na lodówce stoi sporej wielkości karton. Mama
ciągle powtarza, że to jej ''prywatny'' karton i nie mam do
niego zaglądać. Przez całe moje 12 lat życia nie czułam
potrzeby zaglądania tam. Ale teraz czuję, że tam może być
coś, co wyjaśni mi, co się tu dzieje.
Przyciągam do siebie krzesło i zdejmuję pudło. Jest cięższe
niż myślałam. Nagle grawitacja postanowiła o sobie
przypomnieć. Krzesło poleciało w prawo, a ja uderzyłam się o
kant stołu. Na szczęście nic mi się nie stało. Otworzyłam
karton...
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Nicola
Sosnowska
„Bohater”
Pewnego razu w wielkim lesie, na małej polance nagle
rozległ się pisk zwierzęcia. Poszłam w stronę hałasu. Zauważyłam
odjeżdżający z piskiem samochód. Przy drzewie leżał przywiązany
starym sznurem biedny, wychudzony piesek. Od razu do niego
podbiegłam, odwiązałam sznur i wzięłam go do koszyka na moim
rowerze. Jeszcze się tam mieścił, bo był szczeniakiem. Gdy
dojechałam do miasta, szybko ruszyłam w stronę weterynarza.
(czytaj dalej)
Jakub
Hamowski
"Noelka"
Ostatnio bardzo zaintrygowała mnie książka pod tytułem
“Noelka” napisana przez Małgorzatę Musierowicz. Autorka jest
współczesną pisarką tworzącą głównie dla dzieci i młodzieży.
Dzieło to część cyklu powieściowego “Jeżycjada”. “Noelka” to
lektura uzupełniająca.
W powieści śledzimy dzieje osieroconej przez matkę Elki,
która jest nastolatką, ma 17 lat i trudny charakter.
Historia toczy się w dniu Wigilii Bożego Narodzenia.
Książka ukazuje problemy ludzi w różnym wieku. Z
pewnością bohaterce brakuje matki. Zapracowany ojciec nie
potrafił wychować córki tak, jak zrobiłaby to jego żona.
Opiekę nad zadziorną dziewczyną sprawował dziadek Metody i
jego brat. W powieści jest mowa również o Gabrysi
Borejko, która pojawiła się już w jednej z książek z tej
serii - “Kwiat kalafiora”. Warto przyjrzeć się również
opisanym w twórczości Musierowicz problemach starszych
ludzi. (kliknij
tu i czytaj dalej)
Sukces
Marceliny Jeszke
Marcelina Jeszke została wicemistrzynią Pięknego Czytania Grodu
nad Brdą - konkursu im. Kazimierza Hoffmana w Bydgoszczy. Aby
zdobyć ten zaszczytny tytuł, wygrała nasze eliminacje szkolne oraz
zakwalifikowała się do rundy finałowej w Bydgoszczy
(Kujawsko-Pomorskie Centrum Kultury). Gratulujemy!
Nicola Sosnowska
"Magiczny lis"
Działo
się to w małym miasteczku. Za niewysokim wzgórzem, ukrytym w
parku, rozciągała się biała równina, grubo pokryta puszystym
śniegiem.
Pod
łapkami rudego jak jesienne liście lisa skrzypiał śnieg. Alice
obserwowała go nieustannie. Tego jednak dnia jakiś nagły impuls
sprawił, że postanowiła iść za nim. Oczywiście wiedziała, iż musi
iść dość daleko od niego, ponieważ mógłby ją usłyszeć i się
spłoszyć. Zwierzę przeszło pod świerkami, po czym dziewczyna
zobaczyła coś niezwykłego. Uderzyła ją nagła fala przyciągających
zapachów i dźwięków. Ujrzała jarmark, jakby świętowanie czegoś.
Nie zobaczyła tu jednak ludzi, lecz magiczne stworzenia: elfy,
centaury, wróżki. Postanowiła iść dalej za lisem, ale nigdzie go
już nie było. Wszyscy byli ubrani w piękne stroje, takie jakie
Alice wyobrażała sobie, czytając książki z gatunku fantasy. Zawsze
marzyła o spotkaniu z elfem lub innym magicznym stworzeniem. A tu
nadarzyła się taka okazja! Postanowiła podejść do jednej z elfek.
-
Przepraszam, co tu świętujecie? - spytała dziewczynka.
Elfka
spojrzała na nią ze zdziwieniem, następnie cicho powiedziała:
-
Chodź za mną. (kliknij
tu i czytaj dalej)
Marianna
Wegner
"Spotkanie ze Świętym Mikołajem"
- Maja! Czy to, to, to on? - szepnęła przestraszona Iga.
- Jeśli chodzi ci o św. Mikołaja z długą białą brodą i wielkim
czerwonym brzuchem, TO TAK! - odszeptałam jej.
- TO PRZECIEŻ NIEMOŻLIWE!!! - krzyknęła Iga.
- Owszem możliwe, HO, HO ,HO - powiedział św.
Mikołaj.
W tym momencie wiedziałam że to musi być on, więc
wyszłam ze schowka prosto przed kominek. TAK, to był on, miał przy
sobie wielki wór prezentów!! Zawsze zastanawiałam się, jak one
wszystkie się tam mieszczą, skoro dzieci na świecie jest po kilka
milionów. Nie musiałam się nawet o to pytać, ponieważ Mikołaj sam
nam wszystko opowiedział.
- Słuchajcie dziewczynki, nie musicie się mnie bać, mówię to
bardziej do ciebie, Iga! - powiedział św.Mikołaj.
- Ja się ciebie wcale nie boję - odpowiedziała Iga.
- Cieszę się , ale jest sprawa … Potrzebuję waszej pomocy!
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Oliwier
Mróz
"Wigilijna przygoda"
Był piękny, zimowy dzień. Śnieg delikatnie prószył, a mroźne
powietrze i szadź osadzona na drzewach sprawiała wrażenie, że
znajduję się w jakimś bajkowym świecie. Szedłem powoli, jakbym
bał się, że się obudzę i wszystko po prostu zniknie.
Idąc tak dalej,
zobaczyłem w oddali jakieś zwierzę leżące na śniegu. Kiedy
podszedłem bliżej, okazało się, że to sarenka, która wpadła w sidła
zastawione przez jakiegoś kłusownika. Najgorsze było to, że obok
niej stała mała sarenka, a w sidłach uwięziona to była jej matka.
Obie spojrzały na mnie przerażonym wzrokiem. Pomyślałem sobie, jak
można być tak okrutnym w stosunku do zwierząt!
- Spokojnie, nie bójcie się!- powiedziałem - postaram się wam pomóc.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Mikołaj
Bednarski
"Święta jak dawniej"
- A więc jednak przyszedłeś - powiedziałem.
- Przemyślałem to, co mówiłeś i postanowiłem wziąć się w
garść. Minęły już cztery lata od śmierci babci i chyba nadszedł już
czas, aby wrócić wreszcie do życia. Babcia by tego chciała.
- Dziadku, ona zawsze będzie z nami w
naszych sercach - odparłem, ściskając jego dłoń. Życie płynie dalej,
czas zakończyć żałobę i znowu zacząć się śmiać - popatrzyłem na
niego z radością.
- Chodź, wszyscy na ciebie czekają - powiedziałem.
Weszliśmy do pokoju, na twarzach gości pojawił się uśmiech i
szczęście, że dziadek przyszedł na Wigilię. Podzieliliśmy się
opłatkiem i zasiedliśmy do kolacji. Było jak kiedyś: hałas, gwar,
szczęście na twarzach najbliższy. Widziałem uśmiech mamy, taty i
dziadka, ich błyszczące z radości oczy - zupełnie jak kiedyś, gdy
żyła jeszcze babcia. Zrozumiałem wtedy, że był to najpiękniejszy
Gwiazdkowy prezent dla wszystkich. W święta nie liczą się prezenty,
lecz czas spędzony z najbliższymi, ponieważ nikt z nas nie wie, ile
jeszcze nam go zostało.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Antonina Wojtczak
"Czekać wieki"
Lekki wiatr cicho świszczał przez uchylone okno w pokoju Marysi.
Dziewczynka jak zawsze o tej porze przygotowywała się do wyjścia na
krótki spacer, aby odizolować się od szarego i ponurego bloku w
którym mieszkała. Uwielbiała bowiem jesienne barwy w pobliskim
parku. Znajdowało się tam wiele różnorakich drzew, dzięki czemu
krajobrazy malujące się wieczorami nie były często spotykane.
Dziewczynka, gdy tylko skończyła swoje
przygotowania, ubrała ciepły płaszcz i wybiegła z mieszkania, aby
cieszyć się świeżym powietrzem. Czuła, że to będzie jeden z lepszych
spacerów, ze względu na wspaniałą pogodę.
Wiatr lekko rozwiewał kasztanowe włosy dziewczynki, a chłodne
powietrze lekko zaczerwieniło jej delikatne policzki. Jej oczom
ukazały się długie schody prowadzące do parku. Jedyną osobą, która
wchodziła na nie poza Marysią, był często widywany w tym miejscu
starszy Pan. Tego wieczoru wydawał się jednak jakiś inny. Był bardzo
wyczerpany. Mogło być to spowodowane codziennym wchodzeniem na samą
górę tych schodów.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Nicola
Sosnowska
"Obyczaje słowiańskie"
W
okresie bożonarodzeniowym świętowano hucznie Szczodre
Gody, związane z zimowym przesileniem. Świętowane było
zwycięstwo jasności nad ciemnością (w końcu od
przesilenia zimowego dnie stają się dłuższe, prawda?).
Jednym
ze zwyczajów, które wywodzą się z tych obchodów, jest
dodatkowe puste miejsce przy stole. Możecie kojarzyć
powody tej tradycji: zbłąkany wędrowiec lub członkowie
rodziny, z którymi nie mamy przyjemności spędzić
świąt. Ta druga idea powiązana jest właśnie ze
Szczodrymi Godami. W tym czasie zmarli przodkowie
rodziny mieli możliwość łączności z naszym światem,
dodatkowe nakrycie stołu było więc symbolem
jednoczenia się rodu.
Charakterystycznym
elementem kojarzącą się z Bożym Narodzeniem jest
choinka. Jej odpowiednikami mogą być tzw. diduch lub
podłaźniczka. Zajmijmy się może najpierw pierwszym
pojęciem. Diduch był niczym innym, jak pierwszym
ściętym w minionym roku snopkiem zboża. Również
symbolizował zmarłych członków rodziny, lecz oprócz
tego odstraszał złe moce i był swoistą wróżbą urodzaju
w nadchodzącym roku. Podłaźniczka natomiast to odcięta
część sosny, jodły i świerku. Wieszana pod sufitem,
symbolizowała odradzające się, niekończące życie.
Przystrajana była np. jabłkami, orzechami czy
świeczkami.
Z
czasem podłaźniczka wyparta została przez germańską
choinkę. Kliknij
tu i czytaj dalej.
Marcelina Jeszke
"Dawno się tak nie bawiłam"
–
W tym roku wakacje muszą być najlepsze ze wszystkich, więc
jadę na obóz - powiedziałam mamie, rozpoczynając wakacje
–
To niezły pomysł, ale na jaki obóz? – zapytała mama
–
Ostatnio słyszałam, że w naszej stajni są organizowane
obozy jeździeckie i pomyślałam, że to właśnie tam chcę
jechać.
–
Jeśli chcesz, to mogę cię zapisać.
–
Tak! - krzyknęłam z radością.
Akurat tak się złożyło, że były dwa wolne miejsca dla mnie
i mojej siostry, więc mama od razu nas zapisała i
pozostało tylko czekać, aż nadejdzie czas wyjazdu.
Nie zdążyłyśmy się nawet obejrzeć, a była już pora
wyjeżdżać. Byłam bardzo szczęśliwa i podekscytowana,
że poznam nowe koleżanki i nauczę się nowych rzeczy – tak
jak myślałam, tak się też stało. Kiedy dojechałyśmy, pani
opowiedziała nam, co będziemy robić, przydzieliła nam
konie, którymi miałyśmy się opiekować na czas pobytu na
kolonii i dała nam pierwsze zadanie do wykonania.
–
Dziewczynki, teraz nauczycie się myć sprzęt do jazdy
konnej – powiedziała. Kliknij
tu i czytaj dalej.
Martyna
Najdowska
"Okrutne Auschwitz"
Było jeszcze ciemno, gdy
otworzyłam oczy, obserwując, czy wszystko jest na swoim miejscu.
Kiedy upewniłam się, że wszystko jest dobrze, ruszyłam do
łazienki, by przygotować się do pracy. Pracuję jako przedszkolanka
w pobliskim przedszkolu. Praca z dziećmi wydaje się prosta, lecz
wcale tak nie jest. Odkąd w Polsce panuje wojna, dzieci boją się
zostawać bez rodziców. Trudno uspokoić takie maleństwo, lecz jakoś
dajemy radę. Dobrze, że Urszulka jest spokojna. Od samego początku
uczyliśmy ją, aby się nie bała, bo nam nic się nie stanie. Kiedy
się już ubrałam i związałam włosy, przeszłam do pokoju córeczki,
aby ją obudzić.
- Urszulko, budzimy się, musimy iść do szkoły - obudziłam
dziewczynkę.
- A mogę dziś nie iść? – zapytała.
- Słońce, a kto by z tobą został?
- To racja, musiałbym być sama. Dobrze, w takim razie już
wstaję - odpowiedziała z uśmiechem.
Kliknij
tu i czytaj dalej.

Pomnik:
Wojtek
- miś adoptowany przez żołnierzy 22 kompanii zaopatrywania
artylerii w 2. Korpusie Polskim
Martyna Najdowska
"Reportaż z wycieczki"
Zwiedzanie zaczęliśmy od miejscowości, w której
urodził się i dorastał Józef Wybicki, czyli Będomina, gdzie
znajduje się Muzeum Hymnu Narodowego. Józef Wybicki był autorem
tekstu "Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, który znakomicie
sprawdza się jako hymn narodowy Polski pod tytułem "Mazurek
Dąbrowskiego".
Zwiedziliśmy rezydencję poety, która przybliżyła
nam czasy, kiedy w Polsce panowały czasy zaborów. Dworek był
koloru białego, wokół domu rosną zabytkowe dęby, piękne kwiaty,
różnego rodzaju drzewa. Nieopodal widać ławeczki, na których
można usiąść i godzinami podziwiać cudny krajobraz pobliskiego
lasu i dworu.
Gdy weszliśmy do wnętrza, ujrzeliśmy piękny,
starodawny salon. Znajdowała się w nim urokliwa sofa, po bokach
znalazły się dwa fotele, a na środku umieszczono stolik kawowy,
który stał na cudnym, starym dywanie. W pomieszczeniu znalazła
się również komoda, na której stoi kunsztowna, porcelanowa
zastawa, z niebieskim zdobieniem. Był również kominek, szafka z
różnego rodzaju przedmiotami oraz największy eksponat,
zapierające dech w piersiach pianino.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Zdjęcia
z wycieczki - oglądaj.

Rys. Mikołaj Bednarski,Konkurs na
ilustrację do książki.
Kliknij
tu.
Kuba Hamowski
"Miasto 44"
“Miasto 44” to film odzwierciedlający okres II
wojny światowej w Polsce, w reżyserii Jana Komasy. Jego tematyką
jest powstanie warszawskie. Warto zauważyć, że w celu wiarygodnego
odtworzenia tamtych czasów rozmawiano z osobami, które brały w nim
udział lub mieszkały w okupowanym mieście.
Przy produkcji filmu brało udział wielu
aktorów. Na casting zgłosiło się około 7 tysięcy chętnych. Starano
się dać szansę nieznanym dotąd większej liczbie publiczności. W
filmie występowało wielu ludzi. W główne role wcielili się: Józef
Pawłowski - Stefan Zawadzki, Zofia Wichłacz - Alicja “Biedronka”,
miłość Stefana, sanitariuszka. Postacie drugoplanowe to m.in.: Anna
Próchniak - Kama, Antoni Królikowski - przyjaciel głównego bohatera
“Beksa” i Maurycy Popiel - “Góral”.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Anna
Pokojska
Recenzja książki „Marsjanin”
Science fiction to,
moim zdaniem, jeden z najciekawszych gatunków literackivch.
Autorzy w bardzo ciekawy sposób potrafią pokazać nam swój pogląd
na to, jak może wyglądać świat w przyszłości. Bardzo często w
powieściach tego typu czytamy o podróżach międzyplanetarnych,
kolonizacji innych planet. Książka amerykańskiego autora Andy’ego
Weira pt. „Marsjanin” przedstawia nam właśnie takie motywy.
Był to debiut autora, który w 2011 roku wydał powieść
nakładem własnym. W Polsce ukazała się w 2014. Na jej podstawie
powstał film w reżserii Ridleya Scotta, a odtwórcą głównej roli
był Matt Damon.
Na tę powieść natrafiłam przypadkiem, przeglądając księgarnię
internetową. Zaintrygował mnie jej opis i od tego czasu bardzo
chciałam ją przeczytać. Nie pożałowałam tej decyzji.
Głównym bohaterem jest Mark Watney, astronauta,
botanik i inżynier mechanik. Bierze on udział w misji Ares 3,
która ma na celu zbadanie Marsa. W wyniku serii niefortunnych
zdarzeń i pomyłki reszty załogi, Watney zostaje sam na Czerwonej
Planecie. Mężczyzna rozpoczyna desperacką walkę o przetrwanie,
mając na uwadze to, że każdy dzień może być jego ostatnim, a on
sam może być pierwszym człowiekiem, który umarł na Marsie. Z
całych sił pragnie choć najmniejszego kontaktu z NASA, ale nie
jest nawet świadomy, że organizacja obserwuje go od dłuższego
czasu i usiłuje znaleźć sposób na uratowanie astronauty, zanim
skończą mu się zapasy tlenu i żywności.
Powieść w większej części jest pisana w formie
dziennika. Watney w żartobliwy sposób przedstawia wydarzenia,
dziejące się na Czerwonej Planecie. Ma świadomość, że kiedyś jego
zapiski mogą trafić w ręce ludzi, ale nie szczędzi czasami dość
ostrych słów (najczęściej pod adresem znienawidzonego Marsa). Ja,
podczas czytania powieści, czułam emocje, które mogły towarzyszyć
Markowi, miałam wrażenie, że jest to relacja prawdziwego
człowieka, opisującego autentyczne wydarzenia. Na późniejszych
stronach forma zmienia się. Pojawia się narrator trzecioosobowy,
który opisuje wydarzenia z siedziby misji Ares 3, czyli NASA.
Wtedy te dwie formy zaczynają się przeplatać ze sobą.
Sytuacje opisane w książce, choć nieprawdziwe, są bardzo
prawdopodobne. Autor nie pozostawia nic przypadkowi, każde
działanie Watneya, które jest ściśle związane z nauką, zostaje
wytłumaczone w miarę przystępny dla czytelnika sposób. Ponadto
osoby, które rzeczywiście znają się na rzeczy, potwierdziły
prawdopodobieństwo warstwy naukowej, występującej w książce. To
sprawia, że podczas czytania powieści ma się wrażenie, jakby
przedstawione wydarzenia miały miejsce naprawdę, tak jak wcześniej
wspomniałam.
Oczywiście książka Weira nie skupia się tylko na
próbie przetrwania bohatera na Marsie. W „Watneyowskim” dzienniku
znajdziemy też jego przemyślenia na różne tematy i
charakterystyczne dla niego dowcipy. Praktycznie każda sytuacja
zostaje przez Marka obrócona w żart. Zdaje sobie sprawę ze swojego
rozpaczliwego położenia, ale nadal potrafi z dumą myśleć o sobie,
jako o pierwszym człowieku, który żyje na Marsie. Mężczyzna nie
przebiera w środkach, jeśli chodzi o przetrwanie. Wykorzystuje
każdy pomysł, który w choć najmniejszym stopniu może wydłużyć jego
życie na Czerwonej Planecie i jak najbardziej odwlec swoją śmierć.
Myślę, że „Marsjanin jest jak najbardziej godny
polecenia. Fabuła „wciąga” już od samego początku. W zasadzie,
powieść przedstawia raczej dość poważną sytuację, ale pozytywne
nastawienie Marka Watneya często wywołuje uśmiech na twarzy
czytelnika. W lekturze nie przeszkadzają naukowe opisy, wręcz
przeciwnie. Polecam tę książkę każdemu miłośnikowi literatury
science fiction, ale także temu, kto preferuje inne gatunki.
Bartosz
Turek
"Kartka z pamiętnika Ani z
Zielonego Wzgórza"
Drogi pamiętniku!
Jestem
bardzo smutna. Tak chciałabym mieć rodzinę. Tyle razy się
zawiodłam, byłam źle traktowana przez ludzi, którzy mnie
adoptowali, a potem oddawali. Czy jestem taka zła, że nikt
mnie nie chce? Wiem, że za dużo mówię i mam inne wady, ale
pragnę mieć kogoś, kto by mnie kochał.
Dzisiaj dostałam informację, że będę adoptowana. Już sobie
wyobrażam moich nowych rodziców. Kim są? Jak wyglądają? Czy
mnie zaakceptują? Nie będę mogła zasnąć. Wiem tylko, że jest
to rodzeństwo. Kolejny dzień, kolejne rozczarowanie?
Rano przyjechał po mnie starszy. Ma na imię Mateusz. Wygląda
na bardzo miłego. Powiedział, że mieszkają na Zielonym
Wzgórzu.
Przyjechaliśmy do mojego nowego domu. W progu przywitała mnie
groźnym wzrokiem starsza pani. Zaraz poczułam, że jej się nie
podobam. Zabrała Mateusza na bok i powiedziała, że miał
przewieźć chłopca, a nie dziewczynkę. Zrobiło mi się smutno.
Mój sen i nadzieja na nową rodzinę prysła jak mydlana bańka.
Przyrzekłam sobie że, będę się starała, aby mnie zostawili u
siebie. Będę dla nich dobrą córką, bo nie chcę być już sama.
Martyna Najdowska
"Magiczne święta Alicji"
Nadeszły święta. Na dworze
było biało. Dzieci lepiły bałwany i uprawiały sporty zimowe. W
domu Alicji było bardzo magicznie. Rodzice pojechali po
choinkę. Kiedy przyjechali, powiedzieli
Alicji i jej siostrze Julii:
- Dzieci, ustroicie choinkę, a my pojedziemy na świąteczne
zakupy, ponieważ za 2 godziny przyjedzie dziadek z
babcią.
- Oczywiście, że ustroimy, będzie piękna jak zawsze.
Dziewczynki zabrały się do strojenia choinki. Ta choinka była
przecudna. Miała taki śliczny, ciemnozielony
kolor. Nie można było się na nią napatrzeć i tak
ślicznie pachniała. Julia przyniosła łańcuchy, bombki,
różnokolorowe lampki oraz gwiazdę betlejemską, którą
zawieszą na choince rodzice.
- Alu, a jeśli przyjedzie babcia Ula i dziadek Paweł?
Przecież mama i tata nie pozwolili nam otwierać drzwi. To co
my wtedy zrobimy?
- Spokojnie, Julko, przecież zapytamy się: kto
tam? Dziś jest Boże Narodzenie, jest
magiczna atmosfera JEST SUPER!
- No dobrze, bo już się bałam, że kogoś obcego wpuścimy jako
naszego członka rodziny.
- Dobrze, teraz ubieramy choinkę, bo jak przyjdą babcia i
dziadek, to będziemy stroić z nimi dom.
Dziewczynki przystroiły choinkę w mgnieniu oka. Była piękna,
cudowna, wytworna, aż braknie słów podziwu. Nagle ktoś
zadzwonił do drzwi. (kliknij tu i czytaj dalej)
(kliknij
tu i czytaj dalej)
Nicola
Sosnowska
„Piękny jesienny krajobraz”
Z okna mojego domu widzę jesienny, pochmurny, wiejski krajobraz.
Na pierwszym planie widnieją wielokolorowy krzew oraz drzewo -
leszczyna. Nieco dalej po lewej stronie stoi samotnie drzewko bez
liści. Obok leszczyny spostrzegłam średniej wielkości skrzynkę,
prawdopodobnie kompostownik. Po prawej stronie umiejscowione jest
poletko, a przy nim wiadro.
Teren jest płaski. Na drugim planie jest zaorane, szarobrązowe
pole, za nim drugie, intensywnie zielone. W tle widać zarys
miasta. W oddali można zauważyć asfalt i duże drzewo ogołocone z
wszelkich liści.
W tym krajobrazie dominują odcienie: szarości, brązu, żółci. Lekką
uwagę przykuwa neonowo żółty krzak, natomiast największą -
energicznie żywa trawa rozpościerająca się po całej płaszczyźnie.
Gdzieniegdzie ukazują się błękitno - fioletowe kwiaty. Wszędzie
porozrzucane są liście oderwane z drzew przez wiatr.
Lekka mgła unosząca się w powietrzu wprawia to miejsce w
tajemniczy nastrój. Myślę, że to idealna sceneria do jesiennych
zdjęć.
Nicola
Sosnowska
"Magiczne łzy"
Emilia ma dziesięć lat. Niestety, miesiąc temu zmarła jej
mama. Jej imię brzmiało Małgorzata, miała wypadek
samochodowy. Emilka była zrozpaczona. Nie mogła pogodzić się
ze śmiercią matki. Ciągle siedziała w swoim pokoju i płakała.
Nie chciała nawet jeść. Wtedy dziewczynka zrozumiała, że musi
wziąć się w garść. Żeby nie myśleć o tym smutnym wydarzeniu,
zaczęła czytać książki. Cały czas siedziała w ogrodzie
zamyślona oraz zaczytana. Pewnego dnia po szkole Emilia poszła
do biblioteki, mając nadzieję, że znajdzie jakiś ciekawy
utwór. Zaczęła szukać, ale nic nie mogła znaleźć, aż zauważyła
książkę pt. ''Zaklęcia panny Twix''. Wypożyczyła ją. Gdy
przyszła do domu, rzuciła swój plecak w kąt, położyła się na
łóżku i zaczęła czytać spis treści.
(czytaj
dalej)
Nicola Sosnowska
„Zaginiony list”
Detektyw William Barklem jak
zwykle siedział w swoim kraciastym fotelu i palił fajkę. Nagle
usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył je i zobaczył jakąś
kobietę. Ubrana była w skórzany płaszcz, czarne buty oraz
okulary przeciwsłoneczne ,chociaż wcale nie świeciło słońce.
- Co panią do mnie sprowadza? - Zapytał detektyw.
- Chciałabym odnaleźć mój list. Wiem, dziwnie to zabrzmiało,
ale ten list jest dla mnie ważny. Wczoraj wróciłam z pracy i
już go nie było.
- Zrobię, co w mojej mocy, by go odnaleźć.
(czytaj
dalej)
Marcerlina Jeszke
"Aloes"
Aloes,
Czyż nie nim właśnie jesteśmy,
Tacy twardzi na zewnątrz, a w środku delikatni,
Niczym pióra,
Niczym jedwabna poduszka
Taki aloes niby zwykła roślina,
Niby tylko grube, zielone, mieczowate liście,
Lecz jednak skrywa w sobie tę delikatność
Nam, ludziom brakuje takiej delikatności,
Nie potrafimy zachować gracji, takiej jaką ma aloes,
Nie rozkwitamy coraz bardziej,
Stajemy się starsi i mniej doskonali,
A z czasem całkowicie zanikamy, tak jak aloes
Martyna
Najdowska
" Poranek"
Czekam
już drugi wiek za tobą.
Nikt mi ciebie nie zastąpił, czekałem, czekam i będę
czekał.
Biały grudzień minął żwawo, styczeń również.
Rzeka ma kochana wyśpiewuje mi co noce, że gdzieś jesteś,
zaraz wrócisz.
Lecz co
mi po tym, jak Ty nawet nie chcesz wracać.
Nagle z rana słyszę kroki, widzę ciebie, patrzysz na mnie.
Patrzysz na mnie, a więc jesteś – odeszłaś, więc cię nie
ma.
Twe oczy białe niczym śnieg, a twa dusza krwista z
rozpaczy.
Widzę Ciebie - to mój czas, pora wstawać.
Julia
Murawiec
"Spotkanie z poetką"
29 XI 2018 r. w naszej szkolnej bibliotece odbyło się spotkanie
z wyjątkowym gościem. Była nim znana poetka, autorka 7 tomików
poetyckich, pani Małgorzata Szwedą. Wydarzenie miało na celu
zapoznanie się z jej twórczością.
Po krótkim wprowadzeniu na temat, kim jest i
czym zajmuje się autorka, pani Małgorzata przystąpiła do
czytania wybranych fragmentów ze swojego najnowszego tomiku
poezji pt. „Między ustami”. Jego tematyka skupiona jest na
kontaktach międzyludzkich i tym, co w życiu jest ważne, a co
najważniejsze. Po zapoznaniu się z tekstem mieliśmy okazję zadać
parę pytań naszemu specjalnemu gościowi. Dowiedzieliśmy się, o
czym był pierwszy wiersz pani Małgorzaty, jak długo zajmuje jej
napisanie jednego tekstu i skąd bierze na nie pomysły.
Uzyskaliśmy też parę wskazówek na temat pisania, rozwijania
własnej twórczości. Dowiedzieliśmy się też, skąd czerpać
inspiracje na różne wypracowania.
Godzina lekcyjna minęła nam bardzo szybko w
miłej atmosferze. Myślę, że każdy z uczestników wyszedł ze
spotkania z poszerzoną wiedzą na temat powstawania tekstu,
tworzenia literatury. Mam nadzieję, że nasza klasa będzie miała
jeszcze kiedyś okazję uczestniczyć w tego typu wydarzeniach.
Julia
Murawiec, Jesienna zaduma
fot. Joanna Murawiec
5 listopada 2017 roku
w sali widowiskowo-sportowej w Mroczy odbyła się "Jesienna
zaduma". Była to jubileuszowa, X edycja, pod tytułem
"Ludzie, co to się porobiło".Prowadził ją znany mroczanin,
satyryk Szymon Łątkowski.
Na początku wystąpił
mrotecki zespół "Big Band". Następnie czas umilili uczniowie
naszego gimnazjum - Kamil Kolanowski, Julia Murawiec, Natalia
Anioł, Sandra Żurek, Alicja Podlaszewska i Monika Rakowska,
którzy przygotowywali się pod okiem pani Dagmary Rosińskiej.
Później przyszedł czas na gwiazdy wieczoru - Renatę Zarębską
oraz Marka Majewskiego.
Tegoroczna jesienna zaduma odbyła się w bardzo miłej
atmosferze. Wprowadziła gości w jesienny nastrój. Na pewno
zapadnie w pamięć wszystkim, którzy w
niej
uczestniczyli.

fot. Oliwier Mróz,
kliknij
tu i oglądaj więcej
Marcelina Jeszke
"Dramat
w ferie"
Nancy Rose z jej mężem Tomem i
małą córką Ronnie pojechali na ferie w góry. Miał to być
miły rodzinny wypad na narty, snowboard, potem termy, a
na koniec gorąca czekolada, ale coś poszło nie tak... Na
miejsce dotarli w poniedziałek, był wieczór więc tylko
rozpakowali walizki, zeszli na kolację do hotelowej
restauracji, poszli spać. Nazajutrz, rano około
dziewiątej, gdy się obudzili, zjedli śniadanie. Wszystko
wskazywało na to, że wyjazd będzie udany. Pogoda
zapowiadała się świetnie nie tylko na ten dzień, ale na
całe 10 dni pobytu. Cała rodzina, ubrana w stroje
narciarskie, zeszła na dół. Tom zamówił taksówkę i
pojechali na stok. Bawili się wspaniale. Ronnie uczyła
się jeździć, chciała zostać zawodową narciarką jak
dorośnie. Mama kupiła jej narty, kask i gogle, wszystko
fioletowe, w ulubionym kolorze dziewczynki. Wydawało
się, że jest jak w bajce, ale do czasu.
W drodze powrotnej
rodzice zauważyli małą restaurację nieopodal lasu, a
jako że wszyscy byli już głodni, to postanowili się tam
zatrzymać. Mała skończyła jeść szybciej niż rodzice i
zapytała, czy może pójść ulepić bałwana na placu zabaw
tuż obok restauracji. Był na niego widok z okna przy
stoliku pary, więc się zgodzili. Widzieli ośmioletnią
córkę bawiącą się na śniegu, ale nagle Ronnie zniknęła
im z oczu.
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Nicola Sosnowska
Recenzja książki
„Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi”
Niedawno
przeczytałam interesującą lekturę. "Felix, Net i Nika
oraz Gang Niewidzialnych Ludzi" autorstwa Rafała Kosika
to książka pełna przygód, która zachwyciła mnie
już od pierwszych stron. Akcja toczy się w Warszawie,
gdzie bohaterowie - gimnazjaliści: Felix, Net i Nika,
przez przypadek odkrywają tajemniczy Gang Niewidzialnych
Ludzi. Owa grupa przyjaciół, przeżywając swój pierwszy
rok w nowej szkole, pakuje się we wszelkie możliwe
kłopoty. Często biorą oni udział w różnych
niebezpiecznych, lecz jakże fascynujących wydarzeniach.
Czytaj dalej.
Marianna
Wegner
"Pracowite święta"
Jestem świąteczną elfką, która
pracuje u boku Świętego Mikołaja. Staram się wypełniać
moją pracę jak najlepiej, wraz z elfami kochamy tu
pracować. Czasami praca daje nam w kość, ale warto dla
tych uśmiechających się twarzy dzieci, cieszących się z
upominków, ciężko pracować! Święty Mikołaj bardzo
docenia cały nasz wysiłek, ponieważ dzieci z całego
świata cieszą się z prezentów, które dostają w
święta Bożego Narodzenia.
Wczorajszy dzień nie był
zwykłym dniem, był to 24 grudnia - dzień, w którym nie
ma czasu na najmniejsze głupoty, dzień, w który bardzo
liczy się czas. Aby praca w tym szczególnym
bożonarodzeniowym dniu przebiegała sprawniej, warsztat,
w którym pracuję, został podzielony na pięć oddziałów.
Znajduje się tutaj oddział budujący, malujący,
ozdabiający, dopracowujący i pakujący zabawki. Ja należę
do tego ostatniego, najlepszego oddziału - pakuję
zabawki!
Kiedy wszyscy, właśnie w ten
wyjątkowy dzień - 24 grudnia, darzą się wielką sympatią,
miłością i szacunkiem, zawsze znajdzie się ktoś, na
przykład para elfów, która musi się pokłócić o
najmniejszy szczegół.
- Myślę, że niebieska kokarda jest lepszą opcją -
powiedział Kevin.
- A ja myślę, że czerwona, będzie pasować do oczu robota
- odpowiedział Leo.
Niebieska! Nie, czerwona! Niebieska! Czerwona!
Niebieska! - przekrzykiwały się elfy.
I tak na okrągło, przez cały
dzień. Nie można było już tego słuchać. Ja jednak to
rozumiem, dla nas, elfów, ten dzień jest naprawdę
stresujący, a nieodpowiedni dobór koloru kokardy może
popsuć końcowy Mam nadzieję, że ta stresująca i ciężka
praca przyniesie rezultaty. Święty Mikołaj, kiedy tylko
ma na to czas, przechadza się po oddziałach i
nadzoruje naszą pracę. Zdarza się, że znajdzie jakąś
pomyłkę, która od razu zostaje naprawiona! Przecież elf
to nie robot, każdy ma prawo do pomyłek! Kiedy wszystkie
prezenty zostały zapakowane, przeszły jeszcze ostateczną
kontrolę przez starsze i doświadczone elfy. Wszystkie
prezenty jednak zostały zapakowane poprawnie!!! Udało
się, to nasz rekord! Co roku zdarzały się nam mniejsze
wpadki, ale nie tym razem, wiedziałam, że będzie to
udany dzień!
Przyszła pora pakowania
prezentów do wielkich czerwonych worków. Te worki były
magiczne, jak cały dzisiejszy dzień. Można je nazwać
workami bez dna - były małe, jednak miały nieograniczoną
ilość miejsca. Po zapakowaniu worków wszystko było już
prawie gotowe: prezenty zapakowane, renifery
przygotowane, sanie gotowe do lotu, brakowało tylko
czułego, niedługiego pożegnania.
Dla nas elfów rozstanie
się ze Świętym Mikołajem, chociaż na chwilę, jest
przykrym uczuciem. Jesteśmy przy nim zawsze tak jak on
przy nas i jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni.
- Trzymam kciuki, aby wszystko poszło zgodnie z planem -
powiedział jeden z elfów.
- Ho, ho, ho dziękuję wam, kochani - powiedział Święty
Mikołaj.
- Do zobaczenia, Mikołaju! Leć bezpiecznie! Uważaj
na siebie, Mikołaju! - krzyczały z radością wszystkie
elfy.
- Ho, ho, ho, ho. Dziękuje raz jeszcze. Jak zwykle dobra
robota! Wesołych świąt, wrócę niedługo - odpowiedział
nam jeszcze raz Święty Mikołaj.
Wraz z zapaloną, czerwoną
lampką na nosie Rudolfa, głównego renifera, sanie
odleciały. Po godzinie wylądowały z powrotem u nas w
wiosce. Od razu wszyscy zbiegli się, aby przywitać
Świętego Mikołaja i spytać się go, czy wszystko poszło
zgodnie z planem.
- Mikołaju, czy wszystko się udało? - zapytałam.
- Oczywiście! Jak co roku dzieci są szczęśliwe! A teraz
chodźmy to uczcić, wszyscy razem zapracowaliśmy na ten
sukces! Ho, ho, ho - radośnie odpowiedział Święty
Mikołaj.
Wszyscy poszliśmy
świętować ten wspaniały dzień!
Mam nadzieję, że za rok znów będzie tak cudownie, miło i
magiczne. Po to właśnie są ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA!
Martyna Najdowska
„Świąteczna pomoc "
Pewnego dnia
przygotowywałam się do Wigilii. Wszyscy zabierali się do
pracy w domu. Mama krzątała się w poszukiwaniu bombek.
- No, gdzie one się podziały? - mówiła do siebie.
- Mamo, a sprawdzałaś w kartonie na strychu?
- Hm, nawet o tym nie pomyślałam. Mogłabyś sprawdzić? -
zapytała.
- Oczywiście, już idę. - odpowiedziałam.
Gdy ruszyłam po schodach na strych, usłyszałam jakieś
szmery. Bardzo się wystraszyłam i zwątpiłam, aby tam
iść. Nagle usłyszałam jakiś głos.
- O nie, kolejny wypadek w nowym roku. Wielkie nieba,
szef mnie zwolni - coś mówiło.
Postanowiłam odważyć się i
wejść do środka. Przeraziło mnie to, iż nikogo nie
zauważyłam, mogłabym przysiąc, że usłyszałam czyjś głos.
Po chwili ujrzałam dym unoszący się w rogu
pomieszczenia. Odważnie ruszyłam, by sprawdzić, co jest
tego przyczyną.
Kiedy podeszłam do dymowiska, zobaczyłam małą istotkę.
Kliknij
tu i przeczytaj całość.
Marta
Reimann
„Święta bez cioci”
Działo się to pewnego zimowego
dnia. Był to dwudziesty czwarty grudnia. Tego dnia jest
Wigilia. Od rana przygotowywaliśmy potrawy, w
międzyczasie śpiewaliśmy kolędy. Szykując potrawy,
pomyślałam, że brakuje mi mojej cioci. W tym momencie
ogarnął mnie smutek. Minął rok, od kiedy nie ma jej z
nami. Była dla mnie bardzo ważną osobą. Bardzo dużo
czasu z nią spędzałam.
Dochodziła godzina siedemnasta, zaczęliśmy
nakrywać do stołu. Nagle zadzwonił drzwiowy dzwonek,
otworzyłam. Zobaczyłam kobietę podobną do mojej cioci.
- Dobry wieczór - powiedziałam.
- Dobry wieczór - odpowiedziała kobieta.
- Zapraszam, niech pani wejdzie i zje z nami kolację
wigilijną.
- Dziękuję za zaproszenie.
- Niech pani usiądzie.
Kobieta usiadła na
miejscu mojej cioci. Kiedy zdejmowała kurtkę i czapkę,
była bardzo do niej podobna.
Kliknij
tu i przeczytaj całość.
Marta
Reimann
"Pomocna dłoń”
Pewnego
ciepłego, marcowego dnia pojechałam do Samarii. Leciałam
samolotem czternaście godzin. Gdy dotarłam na miejsce,
poszłam do hotelu odłożyć bagaże. Było już późno i
poszłam spać.
Następnego dnia rano obudziłam się i zjadłam śniadanie.
O godzinie czternastej zaczęłam myśleć, co będę robić.
Po chwili przyszedł mi do głowy pomysł, że pójdę do
miasta. Przechodząc ulicami, obok rynku zobaczyłam sklep
z ładnymi rzeczami. Weszłam i kupiłam sukienkę, która
pięknie błyszczała. Wychodząc ze sklepu, zauważyłam
leżącego na ziemi, pobitego człowieka...
Kliknij
tu i czytaj dalej.
Świat w bieli,
grudzień 2023 r.

Wigilia
2023 w obiektywie Oliwiera Mroza. Kliknij tu i obejrzyj
galerię.
Martyna
Najdowska
„Nasze tradycje świąt
Bożego Narodzenia”
Na świece można spotkać miliony tradycji
bożonarodzeniowych, ale może by tak przyjrzeć się
naszemu czczeniu Narodzenia Zbawiciela w dokładniejszy
sposób?
Zacznijmy od dwunastu potraw na wigilijnym stole. W
naszych czasach uznajemy to za symbol dwunastu
Apostołów, którzy zasiadali z Jezusem do ostatniej
wieczerzy. Jednakże dawniej uznawano to za symbolikę
dwunastu miesięcy. Mieszkańcy domu przyrządzający
potrawy robili to z myślą, by podziękować Bogu za
miniony rok.
Następnym zwyczajem jest
zostawienie wolnego miejsca przy stole. Współcześnie
uważamy to za wolne miejsce dla niespodziewanego goście.
Jednak ta tradycja pochodzi już z czasów słowiańskich,
kiedy to zostawiano miejsce dla dusz umarłych.
Wszyscy uwielbiamy ubieranie
choinki. Ma to nam dać poczucie zbliżających się świąt
oraz charakter ozdobny. Ta tradycja przywędrowała do nas
z Niemiec, ale czy wiemy, że już za czasów naszych
pradziadów też ubierano "choinkę"? Ale inaczej to
wyglądało.
Kiedyś wieszano pod sufitem gałązki jakiegoś świerku
albo nawet obcięty czubek choinki i przyozdabiano je np.
owocami, cukierkami, orzechami, kolorowymi bibułkami.
Taką ozdobę nazywano podłaźniczką. Do dzisiaj można
zobaczyć je w niektórych miejscach na południu Polski,
np. w Beskidach.
I bardzo piękna tradycja dzielenia się opłatkiem.
Najpopularniejsza czynność naszego wigilijnego wieczoru.
Zazwyczaj życzymy sobie "wesołych świąt", dużo uciech
finansowych czy po prostu szczęścia. Ale najważniejszym
z tych wszystkich pragnień jest życzenie sobie zdrowia,
gdyż jest ono najważniejsze. Dzielmy się dobrem.
I nie zapominajmy o
religijnym przesłaniu świąt Bożego Narodzenia.

Choinki
już czekają... Galeria Amelii Klimek. Kliknij tu, żeby
obejrzeć
Marta
Reimann
"Pomocna dłoń”
Pewnego ciepłego, marcowego dnia pojechałam do
Samarii. Leciałam samolotem czternaście godzin. Gdy
dotarłam na miejsce, poszłam do hotelu odłożyć bagaże.
Było już późno i poszłam spać.
Następnego dnia rano obudziłam się i zjadłam śniadanie.
O godzinie czternastej zaczęłam myśleć, co będę robić.
Po chwili przyszedł mi do głowy pomysł, że pójdę do
miasta. Przechodząc ulicami, obok rynku zobaczyłam sklep
z ładnymi rzeczami. Weszłam i kupiłam sukienkę, która
pięknie błyszczała. Wychodząc ze sklepu, zauważyłam
leżącego na ziemi, pobitego człowieka...
Kliknij
tu i czytaj dalej.